Tejchman: Czy to już koniec azjatyckiego cudu?

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
13 lipca 2015, 08:14
Wzrosty giełdowe gwarantowane przez państwo – tak chińską hossę opisywali jej najwięksi entuzjaści – zachęcając do kupna akcji tuż przed spektakularnym czerwcowym załamaniem.

Państwowa gwarancja wzrostów okazała się niewiele warta. Mimo wpompowania olbrzymich publicznych pieniędzy i zastosowania drastycznych administracyjnych metod nie udało się podtrzymać rynku. W gruzach legło coś więcej niż tylko parę świeżych fortun – zaufanie do państwa i wiara w jego potęgę.

Na chińskim przykładzie doskonale widać wady współczesnych reżimów autorytarnych. Są one zdolne do szybkich i odważnych ruchów, potrafią podejmować niepopularne decyzje, zajmować wyraziste stanowisko w sprawach międzynarodowych. Pozbawione są jednak wewnętrznych mechanizmów kontrolnych kluczowych dla długotrwałej stabilności i zrównoważonego wzrostu.

W otwartym, pozbawionym cenzury społeczeństwie o problemach można rozmawiać zdecydowanie bardziej wyraziście. W Chinach o ryzykach na giełdzie, zagrożeniach na rynku nieruchomości, problemach ekologicznych czy braku efektywności sektora finansowego nie można mówić tak otwarcie jak w Europie i w USA. A to może oznaczać, że chińskie kłopoty i chińskie banki będą rosły do proporcjonalnie o wiele większych rozmiarów. Mogą pogrążyć azjatycki cud gospodarczy.

Pytanie, czy po drodze nie zatopią światowej gospodarki.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj