W Hongkongu protesty. Chiny porywają niepokornych?

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
10 stycznia 2016, 11:43
Tysiące ludzie przemaszerowało przez centrum Hongkongu żądając uwolnienia pięciu księgarzy.

Demonstranci nie mają wątpliwości, że zaginieni w tajemniczych okolicznościach pracownicy wydawnictwa zostali porwani przez chińskie władze.

Mężczyźni pracowali w znanych z krytycznych publikacji wobec Pekinu. Ich zniknięcie wzbudza obawy, że wolność słowa w pół-autonomicznym chińskim mieście jest zagrożona. Swoje zaniepokojenie w tej sprawie wyraziły: Stany Zjednoczone i Unia Europejska.

Ostatniego zaginionego, 65-letniego Lee Bo widziano w Hongkongu . Trzej inni zaginęli wcześniej w południowych Chinach, a jeden w Tajlandii.

, działacze oraz niektórzy mieszkańcy są przekonani, że Lee został porwany w Hongkongu przez . Oskarżają Pekin o , na mocy których miasto zostało zwrócone Chinom przez Wielką Brytanię w 1997 roku.

"Żądamy od chińskich władz natychmiastowego wyjaśnienia sytuacji u uwolnienia " - mówił podczas marszu do protestujących organizator demonstracji.

>>>Czytaj więcej: Rodzi się nowy olbrzymi rynek. 10 państw Azji łączy siły

Manifestanci przemaszerowali pod siedzibę przedstawicielstwa Chin w Hongkongu trzymając transparenty z napisami "Gdzie oni są?" i z okrzykami: "Nie dla
Według organizatorów w proteście udział wzięło około 6 tysięcy osób.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: IAR
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj