Piątek dziesiątego czerwca był nie tylko dniem rozpoczęcia Mistrzostw Europy w piłce nożnej. Tegoż dnia polski sejm powołał na stanowisko prezesa Narodowego Banku Polski Adama Glapińskiego, który zastąpił Marka Belkę, dotychczasowego szefa polskiego banku centralnego. Akceptacja kandydatury profesora Szkoły Głównej Handlowej była oczywiście formalnością. Wzorowo przeprowadzona zmiana została pozytywnie oceniona przez ekonomistów, inwestorów, a nawet opozycję. Wszystko to spowodowało, że Adam Glapiński mógł spokojnie przygotowywać się do objęcia nowego, niezwykle odpowiedzialnego stanowiska. Otóż przed następcą Marka Belki stoi nie lada wyzwanie. Musi on stawić czoła wielu wymagającym zadaniom i narastającym problemom.

Od nowego prezesa należy przede wszystkim wymagać utrzymania niezależności Narodowego Banku Polski, która stanowi swoisty fundament obecnego systemu bankowego. W bieżącym roku pojawiło się wiele obaw dotyczących właśnie tej kwestii. W styczniu agencja S&P obniżyła rating kredytowy Polski, zwracając uwagę na osłabianie niezależności i efektywności kluczowych instytucji państwowych, w tym NBP. Tymczasem wielu obserwatorów wytyka Adamowi Glapińskiemu jego powiązania z obecną władzą, które mogą budzić obawy w kontekście zachowania niezależności polskiego banku centralnego. Dotychczasowe wypowiedzi nowego przewodniczącego RPP mogą jednak uspokajać.

Wynika z nich bowiem, że profesor Glapiński na swoje własne, niezależne poglądy i pomysły, które nie wskazują na jakąkolwiek zależność jego osoby od władzy. Ponadto, nowy prezes podkreśla, że niezależność NBP jest najważniejszą rzeczą jaka została wypracowana w ciągu dwudziestu pięciu lat wolności. To wszystko jednak okaże się tak naprawdę podczas trwania kadencji i kolejnych posiedzeń Rady oraz w momentach podejmowania kluczowych decyzji. Utrata niezależności banku centralnego przyniosłaby bardzo dotkliwe konsekwencje dla całej gospodarki i zostałaby szczególnie źle odebrana przez zagranicę.

Co Adam Glapiński myśli o gospodarce?

Podstawowym zadaniem NBP jest ustabilizowanie inflacji na poziomie 2,5% z dopuszczalnym odchyleniem +/- 1 punkt procentowy. Gdyby zatem ocenić, jak RPP w ostatnich latach wywiązywała się ze swojego głównego zadania, to należałoby wystawić ocenę mizerną. Co prawda gospodarce nie ciąży wysokie tempo wzrostu cen, jednakże deflacja w naszym kraju ma się całkiem dobrze (wskaźnik inflacji CPI w maju wyniósł -0,9% rdr). Ta oczywiście w tych wymiarach nie wpływa negatywnie na gospodarkę, ale jednocześnie nie mieści się również w przedziale celu inflacyjnego. Mimo wszystko, Marka Belkę chwali się za konserwatyzm - NBP nie wprowadził niekonwencjonalnych sposobów walki z deflacją (jak w Japonii, strefie euro, czy do niedawna w Stanach), których skuteczność okazuje się bardzo niska. Adam Glapiński chce kontynuować obrany przez poprzednika kierunek, co wydawać się może słuszną decyzją. Warto także zwrócić uwagę, że polski bank centralny odpowiada za stabilność złotego. W związku z tym, nowego prezesa NBP może czekać niebawem bardzo trudne zadanie. Wielka Brytania za niespełna 2 tygodnie może opuścić Unię Europejską.

Byłoby to wydarzenie bezprecedensowe i z całą pewnością wywołałoby bardzo burzliwe fluktuacje na rynkach finansowych, zwłaszcza na rynku walutowym. Niewykluczone, że będzie to pierwszy sprawdzian Adama Glapińskiego, który będzie musiał odpowiednio ocenić sytuację, zachować spokój i podjąć wraz z RPP odpowiednie decyzje. Od nowego prezesa NBP wymaga się również poprawy komunikacji polskiego banku centralnego z rynkiem. Wielu ekspertów wskazuje, że jej jakość za kadencji Marka Belki zdecydowanie się obniżyła.

Po kryzysie finansowym z lat 2007 – 2008 środowisko ekonomiczne i bankowe zaczęło zastanawiać się nad usprawnieniem i poprawą efektywności nadzoru nad systemem bankowym. Obecnie kładzie się szczególny nacisk, aby to banki centralne podjęły się tego zadania, gdyż stabilność niniejszego sektora jest kluczowym aspektem w każdej gospodarce. W Polsce to wciąż Komisja Nadzoru Finansowego jest naczelną instytucją w sektorze. Adam Glapiński chce to zmienić poprzez przeniesienie ośrodka decyzyjnego do NBP. Ponadto, następca Marka Belki szczególną uwagę zwraca na kwestię repolonizacji banków. Według profesora Szkoły Głównej Handlowej udział polskich banków w całym sektorze wynosi około 40% i powinien zostać zwiększony do co najmniej 60%.

Według niego kapitał zagraniczny może w każdym momencie niespodziewanie i gwałtownie odpłynąć, co doprowadziłoby do poważnego krachu w polskim systemie bankowym. Repolonizacja wymaga jednak zaangażowania największych polskich spółek (czytaj spółek Skarbu Państwa), które przejęłyby kontrolę nad poszczególnymi podmiotami. Obecne decyzje polityków sprawiają, że wiele polskich banków jest nisko wycenianych, co jest swoistą zachętą do realizacji polityki repolonizacji. Z drugiej strony, czy repolonizacja nie oznacza nacjonalizacji, która byłaby krokiem wstecz? To już całkiem inna kwestia, która ma tylu samu zwolenników, co przeciwników. Niemniej jednak, jeżeli Polska chce podążać nadal tą drogą, to rząd będzie potrzebował wsparcia, ale może przede wszystkim poparcia ze strony Narodowego Banku Polski, którego działania będą najprawdopodobniej coraz bardziej skupione na nadzorze nad systemem bankowym.

Rząd straszy Brytyjczyków Brexitem. Grozi podwyżką podatków

Ze stabilnością sektora bankowego wiąże się również problem kredytów denominowanych we frankach szwajcarskich. Do tej pory NBP dość powściągliwie odnosił się do tej sprawy. Marek Belka podkreślał, że odnośnie niniejszych kwestii powinien wypowiadać się nowy prezes. Do tej pory poznaliśmy trzy propozycje rozwiązania problemu kredytów frankowych. Jedna opcja została zaprezentowana przez Związek Banków Polski, natomiast dwie pozostałe przez prezydenta. Mimo to, żadne z nich póki co nie przybliżyło nas do finału w długiej opowieści o frankowiczach.

Co więcej, druga wersja prezydenckiej ustawy nie wydaje się lepsza od pierwszej i nadal zakłada, że system bankowy zostanie obciążony wszystkimi kosztami przewalutowania kredytów. Narodowy Bank Polski do tej pory nie chciał brać udziału w rozwiązywaniu niniejszego problemu, który ma niezmiernie polityczny charakter. Z drugiej strony, gdyby rządzący chcieli wprowadzić niebezpieczną dla całego systemu ustawę, to polski bank centralny będzie zmuszony do interwencji. Najważniejsze, aby w całym tym zamieszaniu NBP pozostał niezależny.

Podsumowując, przed nowym prezesem Narodowego Banku Polski stoi nie lada wyzwanie, którym jest stawienie czoła wielu wymagającym zadaniom. Z drugiej strony, warto podkreślić, że kompetencje oraz doświadczenie Adama Glapińskiego są niezaprzeczalne i powinny być gwarantem kolejnej bardzo dobrej kadencji w polskim banku centralnym. Kluczowym aspektem jest jednak kwestia niezależności NBP, która w ostatnim czasie została podkopana w oczach zagranicznych instytucji. Parafrazując słowa nowego prezesa: jeżeli najważniejsza rzecz, którą udało się uzyskać w ciągu 25 lat wolności odejdzie w niepamięć, to ulegną zniszczeniu fundamenty polskiej bankowości centralnej, a co gorsza, ich odbudowa będzie długotrwała i znacznie trudniejsza.