Bułgaria: Sondaże: kandydat lewicy może wygrać wybory prezydenckie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
14 października 2016, 12:39
Pierwsze sondaże po ogłoszeniu wszystkich kandydatów w wyznaczonych na 6 listopada wyborach prezydenckich w Bułgarii wskazują, że największe szanse na zwycięstwo ma kandydat Bułgarskiej Partii Socjalistycznej (BSP) generał w stanie spoczynku Rumen Radew.

GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii), wiodąca siła w rządzącej koalicji, zgłosił swoją kandydaturę w ostatniej chwili. Przeprowadzone wcześniej sondaże prognozowały zwycięstwo kandydata GERB, gdyż spodziewano się, że będzie nim lider tej partii, premier Bojko Borysow. Nie wykluczano jego zwycięstwa w pierwszej turze. GERB jednak zaproponował niezbyt popularną przewodniczącą parlamentu Ceckę Caczewą i zmieniło to sytuację.

Według publikowanego w piątek badania bułgarskiej filii Gallupa w pierwszej turze pierwsze miejsce wśród 21 kandydatów zajmie Caczewa z 19 proc. głosów, drugim będzie kandydat BSP Radew, a trzecim kandydat zjednoczonych nacjonalistów Krasimir Karakaczanow z ok. 7 proc. głosów.

Obserwatorzy zwracają uwagę, że w pierwszej turze głosy lewicy będą rozproszone między kilkoma kandydatami. W drugiej turze jednak należy spodziewać się zwycięstwa Radewa. Popularności przysparzają mu umiejętności pilotażu; jeszcze kilka miesięcy temu Radew pilotował myśliwce, kręcąc trudne figury akrobatyczne. Generał przekonuje do siebie bardziej jako spokojny i opanowany człowiek, niż jako doświadczony polityk.

Według sondażu przeprowadzonego wśród 998 dorosłych obywateli w dniach 4-12 października, w drugiej turze Radew otrzyma 29,6 proc. głosów, a Caczewa 26,4 proc. Ostateczne wyniki, jak w przypadku wszystkich wyborów prezydenckich w Bułgarii od 1990 roku, w znacznym stopniu będą zależeć od poparcia partii etnicznych Turków, Ruch na rzecz Praw i Swobód (DPS), która nie ma własnego kandydata. Obecnie BSP i DPS, będący w opozycji, w parlamencie działają razem.

Listopadowe wybory prezydenckie będą pierwszymi, które zostaną przeprowadzone po znowelizowaniu ordynacji wyborczej. Nowelizacja wprowadziła obowiązkowe głosowanie. Karą dla obywateli, którzy dwukrotnie nie zagłosują, ma być wykreślenie ze spisu wyborców. Ten element znowelizowanej ordynacji został zaskarżony do Trybunału Konstytucyjnego, który jednak nie zajął jeszcze stanowiska w tej sprawie.

Znowelizowana ordynacja znacznie ogranicza liczbę lokali wyborczych poza granicami kraju, co wzbudziło duże niezadowolenie bułgarskich emigrantów, których jest ponad milion. Chodzi nie tylko o Bułgarów w UE i USA, lecz i o bułgarskich Turków z podwójnym obywatelstwem, mieszkających w Turcji. W tym kraju do niedawna głosowało w bułgarskich wyborach 90–120 tys. osób. Obecnie w krajach poza UE będzie można głosować wyłącznie w ambasadach i konsulatach, a liczbę lokali wyborczych w krajach unijnych ograniczono do 35. Głosowanie wymaga rejestracji. Łącznie zarejestrowało się dotąd ok. 35 tys. osób.

Innym nowym elementem w tegorocznych wyborach jest możliwość nieudzielenia poparcia żadnemu z kandydatów. Na karcie do głosowania wprowadzono pole „nie aprobuję żadnego z kandydatów”.

Według sondażu Gallupa 10,6 proc. ankietowanych oświadczyło, że mimo obowiązku nie będzie głosować, 20 proc. waha się lub zamierza głosować przeciwko wszystkim.

Z Sofii Ewgenia Manołowa (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj