Memy z Janem Pawłem II. Czy biznes na nich zarabia?

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
8 lutego 2024, 06:30
Jan Paweł II Karol Wojtyła papież pomnik
Memy z Janem Pawłem II. Zjawisko pokolenia polskich Millenialsów. Czy biznes je wykorzystał?/ShutterStock
Nie chcę urazić niczyich uczuć religijnych, ale memy z Janem Pawłem II to fakt. Można je ignorować, można zgłaszać na policję, ale zaprzeczyć ich istnienia się nie da. O co chodzi w tym fenomenie? W gruncie rzeczy łatwo go zrozumieć. Łatwo byłoby go też zmonetyzować, ale wygląda na to, że rynek, podobnie jak ja, nie chce obrażać niczyich uczuć religijnych.

Z raportu „Kościół w kryzysie” przygotowanego przez Onet wynika, że dla blisko jednej trzeciej osób w wieku 18-39 lat Karol Wojtyła jest bardziej memem niż konkretną personą. Zapewne nie wszyscy z tej grupy są aktywnymi twórcami i konsumentami takich treści, jednak ci niewątpliwie to właśnie z niej się rekrutują. I skupiają wokół siebie całkiem duże społeczności.

Wybiła 21.37

Zamknięta, ale widoczna dla wszystkich grupa na Facebooku o nazwie „papuez nigdy by czegos tkaiego nie zrobił” (literówki zamierzone przez twórców) liczy 18 000 osób. Na innej, bardziej elitarnej (ok. 2000 członków) grupie o wdzięcznej nazwie „Pora Zwyrola”, publikowane są treści balansujące na granicy dobrego smaku – związane z perwersjami seksualnymi, wydalaniem i… szkalujące papieża. 

Można by uznać, że memy o Karolu Wojtyle to zabawa dla niewidzialnej niszy, ale to nieprawda. Takimi treściami przyciągają również serwisy mające miliony odsłon, m.in. Kwejk, Jeja czy Paczaizm. Według materiału opublikowanego na Morele.net najstarsze memy o Janie Pawle II pochodzą z 2010 roku, a narzędziem, przy pomocy którego użytkownicy wymieniali się grafikami, było polskie forum Karachan. Mówiąc krótko – memy o papieżu wymyślili pierwsi osadnicy internetowych sieci społecznościowych. Ludzie, którzy dobrze zapamiętali dzień śmierci polskiego zwierzchnika kościoła katolickiego. Millenialsi.

Jeśli całe życie mieszkasz w Polsce i masz między 30 a 45 lat, to jest spora szansa, że dokładna godzina śmierci Jana Pawła II – 21.37 – wbiła ci się w pamięć jak mało co. Dokładnie wtedy, kiedy wybiła 2 kwietnia 2005 roku, zakończyła się jedna narodowa histeria, związana ze zbiorowym oglądaniem reality show z umierania; i zaczęła druga – papieżomania. 

Na szklankach i na firankach

Wydawało mi się wtedy, że jestem raczej osamotniona w moim zmęczeniu żałobą narodową i znużeniu tym, co wybiło się na pierwszy plan, kiedy ta nieco zelżała. Jan Paweł II, jak Ernesto Che Guevara w piosence zespołu Strachy na Lachy, „na szklankach i na firankach”. Przynajmniej trzy znajome osoby powiedziały mi wtedy, że ich zmarły dziadek/mąż był toczka w toczkę podobny do Karola Wojtyły – z wyglądu i z charakteru. Karol Wojtyła, obok Adama Małysza, stał się wtedy narodową maskotką i świętością jednocześnie.

Złego słowa nie można było o nim powiedzieć. Wiecie, skąd się wzięło określenie „rigcz”, czyli „rozum i godność człowieka”? Ano, z takiej pasty, którą jakiś osobliwy troll wklejał w mediach społecznościowych wszędzie, gdzie tylko ktoś ośmielił się napisać coś krytycznego o Wojtyle. To właśnie rozum i godność człowieka miały nakazywać nie krytykować go nigdy i za nic.

W 2012 roku wyszedł zbiór rozmów Piotra Szumlewicza „Ojciec Nieświęty”, zawierający wywiady z ludźmi krytycznie nastawionymi do Jana Pawła II (m.in. z Magdaleną Środą, Joanną Seneszyn, Jakubem Majmurkiem, Stanisławem Obirkiem czy Januszem Palikotem), gdzie przeczytałam zdanie o tym, że słowa Wojtyły nie podlegają w naszym kraju krytycznemu namysłowi, tylko egzegezie. Po przeczytaniu tej książki poczułam się trochę mniej osamotniona – chyba nie tylko ja miałam tego dosyć.

Marka Papaj do wzięcia

Kończąc już namysł nad samym fenomenem – najlepiej oddaje go scenka rodzajowa, podczas której na imprezie o godzinie 21.37 wszyscy wstają i wspólnie śpiewają ulubioną piosenkę papieża – „Barkę”. Wciskano ten kult Millenialsom przemocą, więc nic dziwnego, że teraz odreagowują przy pomocy parodii, pastiszu i memów. Zwłaszcza, że część z nas była zmuszana do tego uwielbienia wiedząc, że Wojtyła najprawdopodobniej krył przestępców seksualnych, a na pewno – potępiał antykoncepcję, aborcję i właził nam z butami do łóżek na jeszcze inne sposoby.

Do zastanowienia się, czy to pokoleniowe zjawisko zostało należycie wykorzystane przez biznes, skłonił mnie jeden mały viral w mediach społecznościowych. Jakiś człowiek zgubił swój ukochany szalik z Janem Pawłem II i rozpaczliwie go poszukiwał. Od razu zaciekawiło mnie – gdzie on kupił ten szalik? Szybko odkryłam, że sklepu oferującego szal z wizerunkiem JPII, bogato zdobiony liczbą 2137, poszukuje już cały internet. No nigdzie nie ma takich szalików. Da się za to kupić kubek czy koszulkę z odpowiednim memem – znajdują się w ofercie firm specjalizujących się w robieniu nadruków i bynajmniej nie są ich podstawowym asortymentem. 

Dlaczego nikt jeszcze nie stworzył marki „papaj” albo „2127”, albo, wersja hardkorowa, „JPIIGMD” (nie wiecie, co oznacza ten akronim? wpiszcie w Google.)? Myślę, że z tego samego powodu, dla którego ten felieton jest grzeczniejszy, niż bym sobie marzyła. Jan Paweł II jest świętym kościoła katolickiego. W kodeksie karnym jest paragraf za jego obrazę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj