Jaś-Pol to nie czebol. Polski rząd uwierzył we własną propagandę? [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
15 listopada 2020, 00:06
upadłość bankructwo
<p>upadłość</p>/ShutterStock
Można liczyć, że pandemiczna „twórcza destrukcja” sprawi, iż postawione pod ścianą polskie firmy nagle zaczną się modernizować. Bardziej jednak prawdopodobne, że zaczną masowo upadać

Są branże, które szczególnie odczują skutki koronawirusa. To im dedykujemy działania zaproponowane przez premiera. Wśród rozwiązań jest też możliwość przebranżowienia. Chodzi o to, żeby nowa forma działalności gospodarczej, którą podejmą, dawała możliwość rozwoju i zarabiania” – powiedział wiceminister finansów Piotr Patkowski. W reakcji na słowa wiceministra pojawiło się sporo prześmiewczych propozycji przebranżowienia się – czemu by błyskawicznie nie przerobić zamkniętego basenu choćby na salon fryzjerski, który wciąż może działać?

Zmiana branży nie jest niczym niezwykłym, pojedyncze firmy dokonują tego z sukcesem. Koreańskie czebole u początków swojej działalności odważnie wchodziły w nowe sektory – często na wyraźny rozkaz rządzącej junty – i w sumie wyszło im to nawet na dobre. Gdy np. Hyundai wchodził w przemysł stoczniowy (w latach 70. XX w.), nie miał doświadczenia w budowaniu statków. Był już wtedy jednak wiodącym przedsiębiorstwem przemysłowym Korei Południowej i miał olbrzymie wsparcie państwa. Niestety nieznany jest przypadek, by wszystkie restauracje albo kluby muzyczne w kraju zmieniły nagle i całkowicie profil działalności.

Zamiast jednak stroić sobie żarty z nieco pochopnej wypowiedzi wiceministra, lepiej przyjrzeć się globalnie polskim firmom, by ocenić ich potencjał zmiany profilu. Wszak żyjemy w Polsce, której gospodarka ma konkretne uwarunkowania, a nie w jakimś teoretycznym modelu ekonomicznym, w którym można swobodnie wpisywać nowe zmienne i obserwować efekty. Niestety działania rządu podczas jesiennej fali zakażeń koronawirusem sprawiają wrażenie, jakby nasi decydenci patrzyli na gospodarkę właśnie w ten sposób.

Nadmiar małych firm

Jedną z kluczowych cech polskiej gospodarki jest rozdrobnienie struktury przedsiębiorstw. Stosunkowo niewiele jest u nas dużych firm, mamy za to mnóstwo podmiotów małych, a nawet mikro. Najlepiej obrazuje to zatrudnienie w poszczególnych klasach przedsiębiorstw. Według Eurostatu połowa zatrudnionych w Polsce pracuje w firmach małych, czyli poniżej 50 pracowników. W Niemczech to 43 proc., we Francji 41 proc., a w Wielkiej Brytanii zaledwie 38 proc. W wymienionych trzech krajach znacznie więcej ludzi znajduje pracę w przedsiębiorstwach największych, czyli zatrudniających powyżej 250 ludzi. W Niemczech zatrudniają one 37 proc. pracowników, w Wielkiej Brytanii 46 proc., a we Francji aż 47 proc. A w Polsce? Zaledwie 32 proc.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj