W obliczu perspektywy kolejnej recesji i niepewności co do tego, jak długo może trwać kryzys, firmy walczą o zatrzymanie dotychczasowych klientów i szukają nowych, aby utrzymać się na powierzchni. Bolesne doświadczenia z pierwszej blokady gospodarczej nauczyły wielu przedsiębiorców, jak radzić sobie z niektórymi długoterminowymi zmianami w pracy i zachowaniach konsumentów, które zostały spowodowane przez pandemię wirusa.

Właściciel herbaciarni w Brukseli Laurent Gerbaud nie chce dać się zaskoczyć tak jak na początku pandemii, gdy jego lokal w śródmieściu musiał zostać zamknięty. Jego plan w obliczu recesji wywołanej pandemią był prosty, choć nieoczekiwany: rozszerzyć działalność.

W obliczu mniejszej liczby turystów i pracowników biurowych w centrum miasta, uruchomił drugi sklep w dzielnicy mieszkalnej. Dzięki temu otworzył się na tłumy osób pracujących w domu, reagując w ten sposób na jedną z dużych zmian, jaka nastąpiła na rynku pracy w 2020 rok i która może się utrzymywać w dłuższym okresie czasu.

Europejczycy rzadziej jeżdżą do biura - dane o mobilności w miejscu pracy z raportu Google / Bloomberg

Chociaż oczekuje się, że obecna runda ograniczeń spowoduje skurczenie się gospodarki strefy euro w tym kwartale, są one mniej dotkliwe niż ogół blokad nałożonych w marcu. Szerokie stosowanie maseczek przez ludzi, dokładniejsze testowanie i zachowywane zasad dystansu społecznego pozwalają większej liczbie firm pozostać otwartymi. Jednak w wielu przypadkach chodzi o ograniczenie szkód do czasu otrzymania szczepionki. To nie będzie łatwe.

Reklama

Raport McKinsey z zeszłego miesiąca wykazał, że jeden na pięciu właścicieli małych firm obawia się, że nie będzie w stanie spłacić swoich długów. Ponad połowa obawiała się, że ich firma nie przetrwa dłużej niż pięć miesięcy. Według opublikowanych w czwartek danych, w brytyjskim sektorze hotelarskim 34 proc. firm ma niewielkie zaufanie bądź kompletny brak wiary w to, że przetrwa najbliższe trzy miesiące.

PKB strefy euro, zmiana kw. do kw. / Bloomberg

Biznes domaga się więc większego wsparcia ze strony rządu. Cesare Fumagalli, szef włoskiego stowarzyszenia branżowego rzemieślników i małych firm, w tym tygodniu naciskał na rząd, aby poszerzył ochronę przedsiębiorców, argumentując, że „należy finansować wszystkie firmy, które poniosły poważne straty w dochodach”.

Przyszłość małych przedsiębiorstw ma zasadnicze znaczenie dla strefy euro. W Eurolandzie małe firmy stanowią podstawę gospodarki regionu i odpowiadają za około połowę zatrudnienia. Firmy zatrudniające mniej niż 50 osób stanowią 99 proc. wszystkich przedsiębiorstw niefinansowych w Europie.

Udział przedsiębiorstw, zatrudnionych, wartość dodana według wielkości w firm / Bloomberg

Jednym z wciąż dobrze prosperujących sektorów jest przemysł, który w ostatnich miesiącach pomógł w ożywieniu gospodarczym Europy, ponieważ usługi - zwłaszcza hotele i restauracje - borykały się z ogromnymi trudnościami.

Jednak nawet w sektorze przemysłowym widać skutki kryzysu. Badanie przeprowadzone przez niemiecką organizację branżową DIHK wykazało, że jedna na pięć firm inżynieryjnych ma problemy z płynnością. Prawie połowa ograniczała inwestycje, niechętnie angażując bardzo potrzebne fundusze w okresie podwyższonej niepewności.

Ta ostrożność jest widoczna u niemieckiego producenta wentylatorów przemysłowych EBM Papst, mimo że nie potrzebował pożyczek rządowych i nie ma już pracowników na programach urlopowych. „Utrzymujemy inwestycje i wydatki na niskim poziomie” - powiedział dyrektor generalny Stefan Brandl.

Dla detalistów największym zmartwieniem jest w tej chwili okres świąteczny, w którym zwykle generują ogromną część rocznych przychodów. Podczas gdy ekonomiści z JPMorgan Chase & Co. twierdzą, że spodziewają się powrotu aktywności przed okresem świątecznym, rządy nie są tego takie pewne. Francja tylko stopniowo zniesie blokady, bary i restauracje pozostaną zamknięte, a Włochy będą kontynuować swój regionalny system blokowania na różnych poziomach gospodarki przez całą zimę.

Sprzedaż detaliczna / Bloomberg

W Rzymie Sarah Petrucci zajmuje się przygotowywaniem planów awaryjnych. Jej sklep z zabawkami Il Pesciolino Rosso znajduje się przy małej, brukowanej uliczce w pobliżu Schodów Hiszpańskich, w okolicy zwykle pełnej turystów. Ten biznes zamarł. Wprowadzona częściowa blokada gospodarki zmiotła również większość lokalnego handlu.

Aby przeciwdziałać exodusowi klientów do większych sklepów internetowych, Petrucci naciska na spersonalizowane podejście i wykorzystuje aplikację Glovo do dostarczania żywności, aby zatrzymać klientów. Sklep wysyła maile ze zdjęciami nowych zabawek i promocjami. Wystarczy kilka kliknięć, a zabawki są pakowane, przekazywane kurierowi Glovo i wysyłane klientowi.

„Staramy się wprowadzać innowacje” - powiedziała Petrucci. „Jeśli klient jest blisko, dostarczam osobiście. Jeśli chcą zobaczyć nowe rzeczy w sklepie, mogę z nimi przeprowadzić wideokonferencję i oprowadzić ich po sklepie, aby mogli wybrać rzeczy, które im się spodobają.”

Jednak w przypadku niektórych firm możliwości adaptacji są ograniczone, ponieważ nie mogą przetrwać bez fizycznego kontaktu z klientami. Optymizm, który hiszpańska bizneswoman Maria Teresa Coris próbowała utrzymać na początku tego roku, zniknął, podobnie jak turyści na wybrzeżu Morza Śródziemnego, gdzie prowadzi 24-pokojowy hotel w mieście Tossa de Mar.

Coris obawia się sięgać po więcej pożyczek wspieranych przez rząd, ponieważ nie chce nadal gromadzić długu.

„Firmy mogą robić wszystko, co w ich mocy, aby przetrwać, ale nadal mogą skończyć w ruinie” - powiedziała. „To ta ciemna chmura, która wisi nad nami wszystkimi”.