W Wielkiej Brytanii zbankrutowały właśnie dwie duże grupy handlowe: Arcadia i Debenhams. To przypadek reakcji łańcuchowej. Marki Arcadii były bowiem obecne w placówkach Debenhams. Ta ostatnia szukała nabywcy części sklepów. Transakcja z potencjalnym inwestorem (JD Sports – jedną z największych sieci odzieży sportowej na Wyspach) miała być już na ostatniej prostej. Kupiec postanowił się jednak wycofać. W efekcie zagrożonych jest ok. 25 tys. miejsc pracy. Minister ds. handlu i przemysłu Alok Sharma zapowiedział na Twitterze pomoc poszkodowanym pracownikom.

Upadek Arcadii może sprawić, że przewracać się będą dalsze kostki domina. – Nie tylko trwale dotknie drugorzędne obiekty handlowe, ale także w krótkim okresie zwiększy współczynnik pustostanów w najlepszych nieruchomościach – oceniał Benjamin Bouchet, analityk w Moody’s Investors Service.

Brytyjski przykład potwierdza, że w największe tarapaty wpadają ci, którzy wcześniej mieli problemy z utrzymaniem płynności. Arcadia próbowała się zrestrukturyzować już w zeszłym roku. Pandemiczny lockdown i spadek zamówień uniemożliwił wyprowadzenie firmy na prostą. Zarządcą masy upadłościowej Arcadii jest Deloitte, a niektóre sklepy pozostają otwarte, choć 10 tys. z 13 tys. pracowników ma przymusowy urlop. W 2018 r. firma miała ponad 90 mln funtów straty brutto. Debenhams stracił wtedy prawie pół miliarda funtów.

Problemy ma też wiele firm za oceanem. Według danych Bloomberga od początku roku złożono tam 227 wniosków o upadłość przedsiębiorstw (pod uwagę wzięto podmioty, których zobowiązania przekraczają 50 mln dol.). To najwięcej od 2009 r. COVID-19 dobił m.in. najstarszy dom towarowy w USA Lord & Taylor. Majątek firmy trafił na licytację. W zeszłym roku sprzedaż w 38 sklepach wyniosła 253 mln dol., ale liczba placówek systematycznie się kurczyła.

Podobnie było w przypadku dwóch sieci restauracji, które zamknęły się w wyniku pandemii – Friendly’s i Ruby Tuesday – posiadających kolejno 130 i blisko 300 lokali. W listopadzie za sprawą kryzysu w branży eventowej i przejścia konsumentów do internetu upadł też posiadający 300 sklepów Guitar Center – największy amerykański sprzedawca instrumentów.

Bankructwa ogłaszały również niektóre linie lotnicze, które nie mogą liczyć na dalsze wsparcie od państwa. Od przyszłego roku swoje usługi wstrzymuje mające 7,4 mld dol. zobowiązań Norwegian Air. Wypłacalność utraciły też linie AirAsia Japan, których długi sięgnęły 208 mln dol.

Do zawirowań dochodzi też w branżach, które dotychczas nie były szczególnie wystawione na ryzyko związane z pandemią. Arabtec, niegdyś jeden z największych arabskich deweloperów, ma kłopoty ze znalezieniem inwestorów. Firma przed możliwością bankructwa ostrzegała już we wrześniu. Teraz jest ono jeszcze bardziej prawdopodobne. Na skutek opóźnień w płatnościach i wyższych kosztów spółka miała w pierwszym półroczu ponad 216 mln dol. straty.

Ci, którzy zachowali płynność, ratują się zwolnieniami. Sieć brytyjskich hipermarketów Sainsbury’s planuje zmniejszyć liczbę pracowników o 3,5 tys. Za sprawą zamkniętych parków rozrywki Disney do marca pozbędzie się 32 tys. pracowników – to o 4 tys. więcej niż zapowiadał jeszcze w październiku. Koncern General Electric do końca września zwolnił 13 tys. osób – dało to oszczędności rzędu miliarda dolarów, ale to wciąż za mało. Firmę ciągnie w dół spadek zamówień w segmencie lotniczym i możliwe są dalsze redukcje. ExxonMobil, jeden z największych koncernów naftowych na świecie, ogłosił w poniedziałek największy w swojej historii odpis wartości aktywów, rzędu 20 mld dol., i zapowiedział na przyszły rok cięcie wydatków o ok. 10 mld dol. Będzie się to wiązało z pozbyciem się 15 proc. personelu, czyli ok. 14 tys. osób. IBM zapowiedział, że w jego europejskich oddziałach pracę straci 10 tys. ludzi – głównie w Wielkiej Brytanii i Niemczech. A francuski Danone pod koniec ubiegłego miesiąca zadeklarował, że zrezygnuje z 2 tys. pracowników. Do 2023 r. ma to przynieść oszczędności rzędu miliarda euro. ©℗