To, że Rosja z rozmysłem wykorzystuje nośniki energii jako geopolityczną broń, jest już od dawna oczywiste zarówno w UE jak i na Ukrainie. O ile w krótkim terminie Kreml jest w stanie zadać silne ciosy UE, o tyle długoterminowo Rosja nie jest w stanie wygrać tej „wojny”. Doprowadzi natomiast do upadku własnego systemu energetycznego i utraty statusu energetycznej suporpotęgi – czytamy w tekście.

Reklama

Główne cele Kremla

Zdaniem autorki Kreml wyznaczył sobie trzy główne cele. Pierwszym było zasianie w unijnych krajach niepokoju. Drugim zepchnięcie gospodarki Wspólnoty w recesję (wygląda na to, że w przyszłym roku to się akurat uda). Trzecim było wywołanie podziałów w UE z wykorzystaniem narracji, że antyrosyjskie sankcje doprowadziły do energetycznego kryzysu.

W ciągu najbliższych dwóch-trzech lat UE będzie z pewnością zmagała się z kryzysem, przede wszystkim wysoką inflacją i obniżeniem standardu życia milionów osób. Kreml zmusił też jednak kraje Wspólnoty do transformacji i przeorientowania własnego systemu energetycznego. W szybkim tempie powstaje infrastruktura energetyczna – m. in. terminale LNG w Estonii, Łotwie i Finlandii. Stary Kontynent otwiera się szeroko na alternatywne dla Rosji kierunki importu surowców energetycznych, np. z Algierii, USA czy Norwegii. W ciągu kilku lat Europa nie będzie potrzebowała rosyjskich węglowodorów.

Sytuacja rosyjskiej energetyki

Co zrobi Rosja? Popyt na rosyjską ropę naftową ze strony Chin, Indii i innych krajów rozwijających się jest wysoki. Nie są to jednak tak dobrzy klienci jak unijne kraje – będą zabiegały o znaczące obniżki cen. Poza tym USA mogą wprowadzić dodatkowe sankcje na import rosyjskiej ropy – pisze Demarais.

Jeszcze gorsza jest sytuacja Rosji w kontekście gazu ziemnego. Rosyjska infrastruktura do przesyłu gazu jest wybitnie zaprojektowana tak, by zaspokajać potrzeby Starego Kontynentu. Budowa nowej będzie czasochłonna i droga, a Kremlowi kończą się pieniądze. Głównym odbiorcą rosyjskiego gazu będą Chiny, ale nie pozwolą sobie na strategiczny błąd uzależnienia się od tak mało wiarygodnego dostawcy, jakim jest Rosja.