Telewizyjno-twitterowy spór Radosława Sikorskiego oraz Anity Werner odkurzył stary, kochany symetryzm. Bo, jak mawiał bohater „Skrzypka na dachu”, z jednej strony… Z jednej strony trudno nie zrozumieć złości Sikorskiego, kiedy zderza się ze ścianą zarzutów, że ciągle rządzi PiS, tak jakby winą przeciwników PiS był PiS. Z drugiej strony złość Werner też wydaje się zrozumiała. Bo redaktor chciałaby, aby opozycja wygrała, ale jak ma ona wygrać, skoro co rusz jej przedstawiciele dodają skrzydeł partii rządzącej. Werner ma pretensję, jak najbardziej słuszną, pytając o strategię opozycji, i jeszcze słuszniejszą, kiedy wypomina Sikorskiemu wypowiedź marszałka Grodzkiego na temat projektu likwidacji powiatowych szpitali. Można przy tym z żalem skonstatować, że skoro jeszcze nie udało się nauczyć Grodzkiego złotej zasady wypowiedzi politycznej, to trudno, do końca kariery będzie pomagał PiS (złota reguła brzmi: proponując zmianę, mów o tym, co ludziom dasz, nie o tym, co im zabierzesz).

Treść całego artykułu przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.