Z najnowszego raportu banku Credit Suisse na temat globalnego bogactwa wynika, że liczba polskich milionerów (w dolarach) urośnie dwukrotnie w latach 2020-25 ze 150 do 300 tys. To najlepszy wynik spośród wszystkich państw objętych szacunkami. Z kolei z badania przeprowadzonego przez KPMG wynika, że 35 proc. zamożnych i bogatych Polaków przyznało, że inwestuje lub planuje zainwestować w sztukę, luksusowe zegarki, alkohole oraz samochody.

Polski bogacz

Spróbuję naszkicować portret zamożnego Polaka. W tym celu odwołam się do raportu KMPG z 2021 roku zatytułowanego „Rynek dóbr luksusowych w Polsce”. Wynika z niego, że w 2019 roku już prawie 1,7 miliona Polaków zarabiało miesięcznie co najmniej 7,1 tys. zł brutto, z czego ponad 265 tys. miało dochody przekraczające 20 tys. zł brutto miesięcznie. Około 36,5 proc. osób z pierwszej grupy to przedsiębiorcy. Szybko się bogacimy: w latach 2013-19 liczebność wspomnianej grupy rosła rocznie średnio o 12,5 proc. Producenci dóbr luksusowych celują głównie w osoby o miesięcznych dochodach powyżej 20 tys. zł brutto, więc popytowa strona rynku liczy z grubsza kilkaset tysięcy osób. Około jedna trzecia inwestuje w dobra luksusowe.

Liczba osób dobrze zarabiających o miesięcznym dochodzie brutto powyżej 7,1 tys. zł w podziale na województwa / KPMG

Rozkład osób o dochodach przekraczających 7 tys. zł brutto w Polsce jest nierówny. Podczas gdy w woj. mazowieckim (głównie w Warszawie) mieszka ich ok. 100 tys., w innych bogatych częściach kraju znacznie mniej; w drugim pod względem liczebności woj. małopolskim - 34,5 tys., natomiast trzecim - wielkopolskim 34,4 tys. Na drugim krańcu zestawienia są woj. lubuskie, podlaskie i warmińsko-mazurskie, w których znajduje się tylko 6-7 tys. takich mieszkańców. Podobny rozkład występuje w przypadku zamożnych osób o dochodach co najmniej 20 tys. zł miesięcznie.

Kim jest w Polsce „luksusowy” inwestor? Trudno dokładnie odpowiedzieć, ponieważ nie były prowadzone dotąd akademickie badania na temat tej grupy społecznej. Jak liczna jest grupa osób inwestujących w Polsce w dobra luksusowe, w tym w sztukę? „Jaka jest skala zainteresowania? Ilu jest inwestorów? Jakie mają oczekiwania? Jaka część z nich łączy inwestowanie z zainteresowaniem sztuką? Tego nie wiemy, sami jesteśmy ogromnie ciekawi. Bardzo chętnie przeprowadziłabym takie badania" ˗ mówi dr Monika Bryl z Domu Aukcyjnego Agra-Art.

Co kupują Polacy? Zdecydowanie największą część rynku dóbr luksusowych w naszym kraju stanowią auta – wartość tego segmentu w 2020 roku wynosiła aż 16,3 mld zł. Znacznie mniejszą część rynku stanowiły „odzież i akcesoria”, „nieruchomości” czy „biżuteria i zegarki”. Wartość żadnego z pozostałych segmentów nie przekraczała 3 mld zł (dane z raportu „Rynek dóbr luksusowych w Polsce”).

Raczkujący rynek

Chociaż Polacy szybko się bogacą, to daleko nam jednak do europejskich krezusów. Na koniec 2019 roku żyło w Polsce 134 tys. dolarowych milionerów. W trzech najbogatszych pod tym względem krajach, czyli Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech liczba takich osób przekraczała 2 miliony (dane pochodzą z wspomnianego raportu KPMG). To mniej więcej 16-krotnie więcej. Zdecydowanie daleko nam także do unijnej „drugiej ligi”: w Szwajcarii i Holandii żyje ponad 850 tys. HNWI (czyli osób posiadających majątek netto o wartości przekraczającej 1 milion dolarów). Wyprzedzamy natomiast takie unijne państwa, jak Portugalia, Grecja i Finlandia.

Liczba HNWI w wybranych europejskich krajach / KPMG

Głęboki dystans dzielący Polaków pod względem zamożności od krajów Europy Zachodniej widoczny jest także w inwestycjach, między innymi w sztukę.

Zdecydowanie największą różnicą pomiędzy europejskim a polskim rynkiem sztuki jest skala obrotu dziełami. Mimo stale rosnących cen oraz nowych rekordów ceny dzieł sztuki w Polsce są nadal wielokrotnie niższe niż w innych wiodących na rynku europejskich krajach. Specyfiką polskiego rynku sztuki jest również jego "lokalność" ˗ mocne powiązanie go z rodzimymi twórcami wpływa na to, iż na polskich aukcjach niezwykle rzadko pojawiają się zagraniczne nazwiska – mówi Katarzyna Sacha z Domu Aukcyjnego Libra.

Bardzo symptomatyczne dla oceny kondycji polskiego rynku sztuki jest to, że dotąd żaden z dużych domów aukcyjnych (Sotheby’s czy Christie’s) nie zdecydował się na wejście do Polski.

Niestety kolekcjonerstwo jest u nas cały czas zjawiskiem niszowym. To się szczęśliwie w ostatnim czasie zmienia, a osób zainteresowanych sztuką obecnie przybywa, ale daleko nam do zachodniej Europy, gdzie społeczeństwo żyje zdecydowanie bliżej sztuki. Powód? Ogromne znaczenie ma edukacja artystyczna, która w Polsce jest w dość kiepskiej kondycji – mówi dr Monika Bryl.

Inwestycyjny boom

Gospodarcza recesja i lockdowny odbiły się także na rynku dóbr luksusowych, którego wartość w 2020 roku spadła o 4,9 proc., osiągając 24 mld zł. Pandemia uderzyła zdecydowanie najmocniej w segmenty: „usługi hotelarskie i SPA” (spadek wartości segmentu o 50,1 proc. w porównaniu do 2019 roku), „biżuteria i zegarki” (minus 31,4 proc. rok do roku) oraz „odzież i akcesoria” (minus 19,9 proc.). Autorzy raportu KPMG przewidują jednak, że chudy okres niedługo się zakończy, a rynek odbije. Dlaczego? Wskazują na rolę ciągle bardzo niskich stóp procentowych oraz niebezpiecznie rosnącą inflację, która zmusi inwestorów do poszukiwania alternatywnych źródeł inwestycji. Najmniej ucierpieli sprzedawcy luksusowych samochodów. Tomasz Wiśniewski z KPMG dostrzega ciekawy trend: wzrost znaczenia wirtualnych salonów sprzedaży. To na taką formę coraz częściej stawiają menedżerowie firm motoryzacyjnych. Podkreślają również, że będzie ona bardzo popularna także po zakończeniu pandemii.

Obecny kryzys związany z Covid-19 doprowadził także do wzrostu zainteresowania Polaków inwestycjami w sztukę.

Na rynku pojawiło się bardzo dużo nowych klientów, którzy dokonali w roku 2020 swoich pierwszych w życiu zakupów. Szczególnie duży wzrost zainteresowania możemy zaobserwować w przypadku klasyków – uznanych twórców, których prace traktowane są jako bezpieczna lokata kapitału w niepewnych czasach – mówi Katarzyna Sacha.

Wspomniany inwestycyjny boom przyciągnął na rynek wiele nowych osób. - Są to inwestorzy w większości bez doświadczenia na rynku sztuki, co widać po ich wyborach: mocno w górę poszły ceny artystów pierwszego wyboru, czyli tych znanych i lubianych, tworzących sztukę trafiającą w powszechne gusta – mówi Monika Bryl. Ile osób inwestuje w Polsce w sztukę? - Bardzo trudno oszacować. W 2016 roku „inwestorzy” jawili się raczej jako byt teoretyczny niż realny. Zainteresowanie sztuką objawiało się przede wszystkim przez obserwację naszego rynku czy śledzenie doniesień, nie zaś praktykę. W Agrze, która jest jednym z najstarszych domów aukcyjnych w Polsce, uznawanym za silną markę, liczba osób biorących udział w aukcjach wzrosła o około 50 proc. – dodaje.

Sztuka inwestowania w sztukę

Inwestorzy mają do wyboru całą gamę możliwych luksusowych aktywów. Począwszy od najmniejszych i relatywnie najtańszych takich jak alkohole, biżuteria, zegarki, przez dzieła sztuki, aż po jachty, a nawet samoloty. Inwestowanie na rynku dóbr luksusowych ma specyficznych charakter i wymaga ogromnej wiedzy, wtajemniczenia i doświadczenia.

Na jakie stopy zwrotu mogą liczyć inwestorzy w przypadku sztuki? Średnie zyski w przypadku niektórych artystów sięgają nawet kilku tysięcy procent. Największym zainteresowaniem cieszy się sztuka współczesna, zwłaszcza malarstwo i rysunek. - W dłuższej perspektywie czasowej (10-20-letnim okresie inwestycji) średnia stopa zwrotu to ok. 10 proc. (naturalnie w przypadku niektórych artystów są to wielokrotnie wyższe stopy zwrotu). Dotyczy to oczywiście artystów cieszących się uznaniem na rynku, w przypadku sztuki współczesnej mówimy o klasykach awangardy - szacuje Katarzyna Sacha. Zwraca jednak uwagę na to, że krótkoterminowe inwestycje uzależnione są w dużym stopniu od rynkowych mód: „należy więc śledzić trendy na rynku i obserwować wybory kolekcjonerów. W portfelu każdego inwestora udział sztuki nie powinien być wyższy niż 10 proc. wartości posiadanych aktywów z uwagi na fakt, iż sztuka jest mało płynna”.

Z nieco innej perspektywy patrzy na tę kwestię Monika Bryl: „Proszę wybaczyć, ale rzetelny antykwariusz mocno skrzywi się, kiedy usłyszy pytanie o stopę zwrotu. Ta niechęć do operowania średnimi wynika z prostej przyczyny. Regułą jest raczej unikanie przez doświadczonych inwestorów oraz kolekcjonerów krótkookresowej spekulacji ˗ specyfiką rynku jest brak krótkookresowej płynności. Widzimy, że wartościowe dzieła wracają do obrotu po 5-15 latach, natomiast bardzo rzadkie są przypadki zakupu i odsprzedaży w ciągu kilkunastu miesięcy od transakcji – ocenia Bryl. Nie oznacza to jednak, że brakuje spekulantów.

Na rynku sztuki jest grupa spekulantów polujących na nierozpoznane, niedoszacowane dzieła, źle przygotowane do sprzedaży, które można nabyć za przystępną cenę, a następnie, po odpowiednio ekspertyzie lub renowacji próbować odsprzedać relatywnie szybko z wysoką stopą zwrotu. Te transakcje mają charakter prywatny, zatem tym bardziej trudno mówić, jaki zwrot z inwestycji (ROI) osiągają tacy gracze: czasem może to być 30 proc., innym razem 100 proc., a może nawet więcej. Chcę jednak mocno podkreślić: aby na rynku sztuki działać w ten sposób niezbędna jest odpowiednia wiedza i doświadczenie; umiejętność oceny i wyceny dzieł sztuki oraz znajomość mechanizmów rynku – podkreśla ekspertka.

Deficytowy Rolex

Krótkoterminowych inwestorów powinny przyciągnąć zegarki. To bardzo specyficzny rynek, który rzuca ciekawe światło na znaczenie relacji podaży i popytu. Idealnym przykładem są tutaj niektóre sportowe modele Rolexa, które stały się mocno limitowanym dobrem. Jeszcze kilka lat temu, aby kupić taki zegarek w oficjalnym salonie marki, trzeba było czekać wiele lat na liście oczekujących (w niektórych przypadkach nawet do 7 lat!). Obecnie nabyć mogą go w Polsce jedynie osoby, które mają odpowiednią historię współpracy z firmą. Prowadzi to do tego, że cena takiego modelu szybuje w górę już w momencie wyjścia ze sklepu. - Rolex Daytona kosztuje 63 tys. zł. Po wyjściu ze sklepu można sprzedać go od ręki za 110 tys. zł – mówi Michał, administrator grupy „Zegarkomania” na Facebooku, który od lat z bliska przygląda się temu rynkowi.

Ile kosztuje zegarek marki premium w Polsce? Na rynku wtórnym ceny są najczęściej w przedziale 10-50 tys. zł. Od dochodowości inwestycji zależy głównie „chodliwość” konkretnej marki. – Są na polskim rynku szwajcarskie marki, które nie zapewniają obecnie zysków. Mniej więcej 9 na 10 sprzedanych przeze mnie w ciągu ostatniego roku zegarków zyskało jednak na wartości. Kluczowy jest wybór odpowiednich modeli i ich kupno zanim jeszcze zyskają popularność, a więc przewidywanie rynkowych nastrojów – mówi Michał. W przypadku używanych zegarków stopa zwrotu w kilkuletniej perspektywie to zazwyczaj kilkadziesiąt procent. Bardzo dużą popularnością cieszą się od lat na przykład niektóre modele marki Omega, które polski inwestor może kupić już od kilku tysięcy złotych.

Marki takie jak Rolex mocno troszczą się o własny wizerunek, więc nie zwiększają podaży zegarków, żeby nie stracić aury „luksusowości”. To w pełni świadoma strategia obejmująca także inne luksusowe dobra.

Osoby inwestujące w luksusowe zegarki to szybko rosnąca grupa. Zamknięta fejsbukowa grupa „Zegarkomania” urosła w ciągu 3 lat do 15 tys. osób. Takich dużych grup zegarkowych w Polsce jest już kilka.

Społeczność tworzą głównie pasjonaci, ale nie brakuje w niej także inwestorów. Zaczynają oni najczęściej od tanich zegarków, stopniowo wchodząc w tę tematykę i nabywając coraz ciekawsze i coraz droższe modele. Zdarzają się też oczywiście kolekcjonerzy, którzy kupują na przykład radzieckie zegarki za kilkaset złotych – mówi Michał z „Zegarkomanii”. Zegarki są postrzegane w Polsce coraz częściej jako alternatywna forma inwestycji na czas kryzysu. – Przychodzi do mnie coraz więcej osób, które pytają mnie o zegarki premium, które zagwarantują im pewny zysk – opowiada.

Inwestujący w zegarki to dosyć zróżnicowana grupa. – Sprzedaję zarówno osobom wykonującym proste fizyczne prace, jak też właścicielom firm. Najczęściej jednak inwestorzy Ci nie obnoszą się ze swoją aktywnością – mówi Michał.

Luksus na giełdzie

Co ciekawe, pandemia nie zaszkodziła giełdowej kondycji spółek działających na interesującym nas rynku. Autorzy wspomnianego raportu KPMG piszą, że rynek dóbr luksusowych jest bardziej odporny na kryzysy gospodarcze niż rynek dóbr masowych. Jest tak, ponieważ głównymi nabywcami i inwestującymi w prestiżowe dobra są osoby o stabilnej i ugruntowanej sytuacji finansowej, która nie jest wrażliwa na krótkotrwałe zawirowania. Tę właśnie odporność najbogatszych na kryzys obserwowaliśmy zarówno w okresie pęknięcia bańki na rynku dotcomów w 2000 roku, jak również w okresie globalnego kryzysu finansowego z lat 2007-2008. Podobnie jest także teraz.

Analitycy KPMG przeanalizowali, jak radziły sobie spółki z sektora dóbr luksusowych na giełdzie na tle całego rynku w czasie pandemii. W tym celu porównali zachowanie indeksu S&P Global 1200 (który agreguje indeksy spółek notowanych w ponad 30 krajach, stanowiących około 70 proc. kapitalizacji światowego rynku akcji) ze stworzonym przez siebie indeksem uwzględniającym najważniejsze „luksusowe” spółki (LVMH, Hermes, Kering, Campagnie Financière Richemont, Prada, Tepestry oraz Capri Holdimgs). Kapitalizacja podmiotów z tej grupy przekroczyła na koniec 2020 roku 600 mld dol. Poniżej wykres prezentujący zmianę wartości obu indeksów:

Dynamika wartości indeksu akcji rynku osobistych dóbr luksusowych; źródło: KPMG / Media

Przez trzy pierwsze kwartały poprzedniego roku indeks spółek z segmentu „dobra luksusowe” zachowywał się podobnie jak przyjęty benchmark: mocno tracił, pod koniec pierwszego kwartału nawet ok. 30 proc., po czym zaczął odrabiać straty, pod koniec trzeciego kwartału osiągając pułap lepszy niż na początku roku. Po tym okresie cały rynek zaczął zyskiwać na wartości, ale znacznie mniej niż segment dóbr luksusowych. Wartość indeksu stworzonego przez KMPM była pod koniec roku o ok. 30 proc. wyższa niż na początku stycznia.

Ciekawie zachowywały się spółki motoryzacyjne: w okresie największej zapaści giełdowej indeks spółek działających w segmencie masowym (m. in. VW, Ford, General Motors) i premium (Daimler, Mercedes, BMW, Volvo) straciły ok. 50 proc. swojej wartości, podczas gdy indeks S&P Global 1200 ok. 30 proc. Jednak akcje Ferrari potaniały tylko o 20 proc., co jest kolejnym dowodem na odporność na kryzys sektora dóbr luksusowych. Ostatni kwartał to również w tym przypadku rynkowe odbicie, najmocniej odczuwalne w przypadku włoskiej luksusowej marki.

Dynamika wartości wybranych indeksów i akcji rynku samochodów; źródło: KMPG / Media