Niezależnie od tego, jak bardzo rząd, Pałac Prezydencki i PiS będą zaklinały rzeczywistość, wczorajsza debata w Parlamencie Europejskim, wcześniejsze objęcie Polski tzw. mechanizmem ochrony praworządności i seria nieprzychylnych Polsce wypowiedzi eurokratów – szkodzą państwu.
Niezależnie od tego, jak bardzo rząd, Pałac Prezydencki i PiS będą zaklinały rzeczywistość, wczorajsza debata w Parlamencie Europejskim, wcześniejsze objęcie Polski tzw. mechanizmem ochrony praworządności i seria nieprzychylnych Polsce wypowiedzi eurokratów – szkodzą państwu.
Ani debata, ani mechanizm nie przekładają się na konkretne konsekwencje prawne. Procedura – jak wynika z opinii Służby Prawnej Rady UE – jest wręcz sprzeczna z zasadą przyznania, która wyznacza granice kompetencji instytucji unijnych. Paradoks polega na tym, że mimo błahości debaty PE i wątpliwej zgodności z prawem mechanizmu oba wydarzenia – w wymiarze politycznym – są absolutną porażką Polski.
Weźmy kolejny przykład. Od kilku tygodni Kancelaria Prezydenta organizowała wizytę w Brukseli. Andrzej Duda jechał do kwatery głównej NATO, by rozmawiać o szczycie warszawskim. I do Rady Europejskiej, by potwierdzić kluczową rolę Polski w UE. Zamiast wyjaśniania celów polskiej ofensywy dyplomatycznej (skądinąd ciekawej i rokującej nadzieje na sukces) słuchał, jak sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg odpowiadał na absurdalne pytanie o to, czy aby szczyt NATO na pewno odbędzie się w Warszawie. Czy stan demokracji w Polsce nie wymusi przeniesienia go do innego miasta? Z tego punktu widzenia stracone było również spotkanie z Donaldem Tuskiem, które koncentrowało się na namawianiu do przejścia na jasną stronę mocy.
Nie inaczej było w Parlamencie Europejskim. Lepiej, gdybyśmy mogli wysłuchać debaty o Nord Stream 2. Zamiast tego tłumaczyliśmy, czy przypadkiem Jarosław Kaczyński nie wychodzi naprzeciw Władimirowi Putinowi.
Nawet jeśli tak jest, jego zadaniem było zapobieżenie takiej sytuacji. Szef MSZ powinien dbać o to, by Polska nie była kozłem w buzkaszi. W tej grze nie ma żadnych zasad, ale tylko pozornie jest ona prymitywna. Oprócz brutalności i siły liczą się sprawność, spryt oraz odpowiednio szkolone konie.
Zarówno minister spraw zagranicznych, jak i szefowa rządu zamiast skuteczności serwują Polakom sytuację z kawału o zagajniku, w którym zając pyta nieporadnego niedźwiedzia o to, czy dostał lanie w lesie. Ten, nieco zdezorientowany, odpowiada: „Eeeeeee. Jaki tam las. Parę drzew”.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zobacz
||
