- Ludzie dramaty w suchych statystykach
- Rynek trudniejszy niż wskazują dane
- Bilans dodatni tylko w skali kraju
- Zawieszenie zamiast likwidacji
- Coraz więcej firm na granicy opłacalności
196,7 tys. wniosków o zamknięcie jednoosobowej działalności wpłynęło w ubiegłym roku do rejestru Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczej. To o 4,1 proc. więcej niż w 2024 roku, kiedy takich przypadków było 189 tys. Skala wzrostu nie jest duża, ale — jak wskazują eksperci — może mieć znaczenie wykraczające poza same liczby.
Ludzie dramaty w suchych statystykach
Same liczby… pytanie ile kryje się za nimi ludzkich historii, takich jak pana Marka z Nowego Sącza, który kilkanaście lat prowadził niewielki sklep spożywczy na osiedlu. Znał klientów po imieniu, wiedział, kto przychodzi po chleb o szóstej rano, a kto po mleko wieczorem. Ale z czasem biznes szedł coraz gorzej. – Najpierw weszły dyskonty. Potem podnieśli ceny dostawcy. Na końcu dobiły mnie rachunki za prąd – wylicza.
Jeszcze próbował się ratować. Zrezygnował z pracownicy, na którą nie było go stać, sam stał za ladą od świtu do nocy. – Ludzie zaczęli kupować mniej. Albo jechali do marketu i robili większe zakupy raz w tygodniu. U mnie zostawały drobne. W pewnym momencie zrozumiałam, że pracuję więcej niż kiedykolwiek, a zarabiam mniej. I że tak już będzie. Decyzję o zamknięciu podjął wtedy, gdy rachunki przestały się spinać. To nie była jedna zła decyzja. To było sto małych rzeczy, które przestały działać – mówi. Teraz jestem bez pracy, z pięćdziesiątką na karku. Za mało na emeryturę, za dużo, żeby ktoś chciał mnie zatrudnić.
Takich historii jest coraz więcej. I coraz rzadziej kończą się „przeczekaniem”. Dlaczego umiera mały polski biznes? – Stoją za tym rosnące koszty zatrudnienia pracowników, energii i usług księgowych oraz turbulentność otoczenia zewnętrznego, w tym rosnąca konkurencja i niestabilność prawa – wyjaśnia w rozmowie z Monday News prof. Jerzy Choroszczak, ekonomista z Wyższej Szkoły Biznesu – National Louis University w Nowym Sączu.
Malejące przychody w powiązaniu z wyższymi kosztami, nawet jeżeli te tendencje są przejściowe, sprawiają, że przy braku odpowiednich buforów zabezpieczenia finansowego sytuacja przedsiębiorców może się gwałtownie pogorszyć. To może skutkować podjęciem decyzji o zamknięciu firmy – dodaje prof. Choroszczak.
Rynek trudniejszy niż wskazują dane
Na niepokojący charakter danych zwraca uwagę także Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii GKPG. – Przedstawiony wzrost liczby wniosków o zamknięcie JDG w 2025 r. może być trochę niepokojący. W ub.r. sytuacja na rynku była w miarę dobra, więc wynik powinien iść raczej w drugą stronę, tj. wskazywać na lekki spadek – podkreśla ekspert.
Jak dodaje, dane pokazują również wyraźne spowolnienie tempa rozwoju przedsiębiorczości indywidualnej. – Ponadto statystyki potwierdzają, że przedsiębiorczość indywidualna nadal rośnie, ale bardzo powoli. Warto również zauważyć, że liczba utworzonych firm w formie JDG w 2025 r. była prawie na tym samym poziomie co w 2024 roku, podczas gdy liczba zamknięć się zwiększyła. To wskazuje na stabilizację polskiej przedsiębiorczości z elementem coraz większej trudności w funkcjonowaniu przedsiębiorstw – podsumowuje prof. Choroszczak.
Bilans dodatni tylko w skali kraju
Z danych Centralna Ewidencja Działalności Gospodarczej wynika, że mimo wzrostu liczby zamknięć, ogólny bilans działalności pozostaje dodatni. W 2025 roku złożono 288,8 tys. wniosków o otwarcie jednoosobowej działalności gospodarczej wobec 196,7 tys. wniosków o jej zamknięcie. Rok wcześniej proporcje były bardzo zbliżone.
Sytuacja nie jest jednak jednolita w całym kraju. W siedmiu województwach liczba zamknięć przewyższyła liczbę nowych działalności. Dotyczy to m.in. województw kujawsko-pomorskiego, lubuskiego, pomorskiego, śląskiego, świętokrzyskiego, warmińsko-mazurskiego oraz zachodniopomorskiego.
– Zjawisko to pokazuje, że bilans przedsiębiorczości w Polsce nie jest jednolity terytorialnie, ale nie należy go interpretować wyłącznie przez pryzmat geografii. Różnice pomiędzy województwami wynikają w dużej mierze ze struktury lokalnych gospodarek oraz z dominujących branż, a nie z samych warunków administracyjnych prowadzenia działalności – wyjaśnia Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.
Ekspert zwraca uwagę, że szczególnie narażone są regiony o specyficznej strukturze gospodarczej.
– W regionach, gdzie przeważają sektory bardziej wrażliwe na koszty energii, pracy czy sezonowość, zamknięcia JDG mogą przewyższać otwarcia nawet przy ogólnie stabilnej sytuacji gospodarczej. Jednocześnie kluczowe znaczenie ma fakt, że największa liczba wniosków dotyczy działalności bez wskazania województwa, a w tej grupie wyraźnie przeważają otwarcia nad zamknięciami. To sugeruje, że coraz większa część JDG funkcjonuje poza klasycznym podziałem regionalnym – dodaje mec. Parol.
Zawieszenie zamiast likwidacji
Istotnym uzupełnieniem obrazu są dane dotyczące zawieszeń działalności. W 2025 roku przedsiębiorcy złożyli 388,1 tys. takich wniosków, czyli o 3,3 proc. więcej niż rok wcześniej (375,7 tys.).
– Zawieszenie działalności bardzo często nie oznacza trwałego wyjścia z rynku, lecz tryb tzw. „przeczekania”, który wynika z sezonowości, chwilowego braku zleceń, testowania opłacalności biznesu, czasem z przygotowania się do zmiany formy prawnej – tłumaczy Sebastian Sajnóg, analityk z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.
Z perspektywy gospodarki oznacza to, że część firm nadal istnieje, choć funkcjonuje w ograniczonym zakresie.
Coraz więcej firm na granicy opłacalności
Jednocześnie rosnąca liczba zawieszeń, w połączeniu ze wzrostem liczby zamknięć, budzi obawy ekspertów. – W 2025 r. mieliśmy pogłębienie negatywnego trendu wzrostowego liczby zawieszonych indywidualnych działalności gospodarczych. Nie jest to wzrost dramatyczny i może on wynikać z chwilowych trudności przedsiębiorców, ale nie daje powodów do optymizmu, zwłaszcza w powiązaniu ze wzrostem liczby zamykanych jednoosobowych form działalności. Jeśli dodamy do siebie liczbę zamykanych i zawieszanych JDG w 2025 roku, to okazuje się, że przekraczają one znacznie liczbę inicjowanych nowych JDG – podkreśla prof. Choroszczak.
Gospodarka w trybie „przeczekania”
Eksperci są zgodni. Dla wielu przedsiębiorców ostatni rok był okresem funkcjonowania w warunkach wysokiej niepewności, a nie dynamicznego rozwoju.
– Zawieszeń jest wyraźnie więcej niż zamknięć, co można uznać za pozytywny sygnał, bo oznacza, że przedsiębiorcy częściej próbują przeczekać trudniejszy okres niż kończyć działalność. To coraz rzadziej oznacza porażkę. Końcowa konkluzja jest jednoznaczna. Polska gospodarka nie mierzy się dziś z falą upadłości JDG w sensie formalnym, ale z masowym zjawiskiem ekonomicznej niewypłacalności, rozwiązywanej poza systemem restrukturyzacji i upadłości przedsiębiorców, a właśnie przez świadomą decyzję o przeczekaniu – podsumowuje mec. Adrian Parol.