Długie zmiany w najmie krótkoterminowym

Pokoje na dni i na godziny, szczególnie te kupione „pod inwestycję”, paraliżują wiele miast. Najgorzej jest tam, gdzie taki biznes pojawia się w zwykłym bloku mieszkalnym czy kamienicy. Sąsiedzi skarżą się na hałas, a samorządy załamują ręce.

– 1–2 mieszkania w kamienicy terroryzują życie mieszkańców. Nie mówiąc już o przypadkach Starego Miasta czy Kazimierza. To dzielnice, które umierają przez brak regulacji – mówi „Forsalowi” Maciej Fijak, radny z ruchu miejskiego Akcja Ratunkowa dla Krakowa. – Kraków z ogromną niecierpliwością czeka na zmiany. Ale to jest co najmniej o dekadę za późno. Z tego powodu duża część miasta jest już stracona – dodaje.

– To jest bardzo duży problem, jeśli chodzi o mieszkania spoza rejestru i spoza firm. Dotyczy to osób fizycznych, które chcą zarobić na działalności, a niekoniecznie się na niej znają. Nie ponoszą odpowiedzialności za to, co robią – mówi „Forsalowi” Katarzyna Choczaj, dyrektor Biura Promocji i Turystyki w Sopocie.

Dwa projekty, jedno rozwiązanie

Problem był tak duży, że do ministerstwa – wspólnie – apelowały grupy o odmiennych interesach. Samorządy razem z branżą hotelarską i firmami zajmującymi się profesjonalnym wynajmem oczekiwały zmian. Te wymogła dopiero decyzja unijna. Zgodnie z rozporządzeniem do 20 maja trzeba uchwalić prawo. Wersja minimum to centralny rejestr lokali.

W środę w Sejmie dyskutowany będzie poselski projekt (złożyła go Polska 2050), który ma ukrócić proceder. Niedawno pisaliśmy o nim szczegółowo. Jednak – jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie – utknie w sejmowej „zamrażarce”. Zdaniem branży zajmującej się najmem był on „zbyt lewicowy”. Także według ministerstwa nie udało się pogodzić interesów wielu różnych grup. Wobec tego resort zaproponował własne rozwiązania.

– Nasz projekt jest dojrzały. Odbyliśmy ponad 150 konsultacji. Musieliśmy wykonać decyzje unijne, ale tam wskazano, żebyśmy tego rynku nie przeregulowali – tłumaczył Ireneusz Raś, wiceminister odpowiedzialny za temat najmu krótkoterminowego.

Jak przyznał, nie może stanąć po żadnej ze stron. Przepisy przygotowane przez jego zespół mają odpowiadać wielu grupom. Wśród nich wymienił m.in. właścicieli mieszkań (tych żyjących z najmu krótkoterminowego), turystów oraz samorządy terytorialne. - Dlaczego regulacji nie było wcześniej? Według mnie nie było rozporządzenia UE, które daje możliwość kontroli, tak aby po zmianach rynek nie wchodził w szarą strefę – przyznał Raś.

Nowe przepisy najmu krótkoterminowego: regulamin i numer telefonu

Zdaniem ministerstwa aż 35 proc. lokali funkcjonuje w tzw. szarej strefie. Branża mówi nawet o 60 proc. W pierwszej kolejności przepisy mają pomóc oszacować, jak wiele mieszkań wynajmowanych jest turystom. Szacunki wskazują, że w całej Polsce jest ich 80–100 tys.

Według propozycji ustawy o najmie krótkoterminowym, którą poznał „Forsal”, do 15 października 2026 roku każdy lokal będzie musiał zostać zarejestrowany w specjalnym systemie. Centralna ewidencja – według twórców przepisów – pozwoli na wyeliminowanie patologii rynku. Dlaczego jesienią? Minister przyznał, że nie chce, by zmiany zakłóciły zbliżający się sezon turystyczny.

Każdy lokal otrzyma numer, a przychody osiągane przez jego właściciela z tytułu najmu będą raportowane samorządom. Zgodnie z prawem – o ile zostanie uchwalone – w każdym mieszkaniu będzie musiał znaleźć się regulamin z zasadami korzystania z lokalu oraz numer telefonu do właściciela.

Samorządy, za każdy wpis do rejestru, otrzymają 40 zł, a za załatwienie sprawy 240 zł przypadnie urzędom marszałkowskim. W ten sposób ministerstwo chce zachęcić do sprawnego tworzenia ewidencji. Jak słyszymy, potrzebni będą dodatkowi urzędnicy, ale dzięki profesjonalizacji rynku samorządy zarobią.

– Tylko te obiekty, które są w rejestrze, będą mogły legalnie funkcjonować na rynku. Brak numeru rejestracyjnego będzie skutkował możliwością nałożenia wysokich kar – do 50 tys. zł. Kara jest tak wysoka, żeby odstraszała tych, którzy funkcjonują poza strefą – mówi wiceminister Ireneusz Raś.

„Od jesieni będziemy mieć narzędzia”

To pierwsza ważna zmiana, która ma wspomóc samorządy w walce z problematycznymi lokalami, który utrudnieją życie okolicznym mieszkańcom. Ministerstwo uważa, że problem jest marginalny („zamyka się w jednym procencie”), jednak samorządowcy np. z Sopotu czy Krakowa mają odmienne zdanie. Według nich skala jest naprawdę duża.

– Od jesieni będziemy mieć narzędzia. Wiemy, co się dzieje na naszym terenie. Pomimo że wysyłaliśmy wezwania, nie przynosiły one efektu. Kary były tak niskie, że wiele osób nic sobie z nich nie robiło. Proponowane kary i mechanizmy pozwolą uporządkować rynek. A w kolejnych latach będą pojawiać się dodatkowe możliwości dla samorządów – przyznaje Katarzyna Choczaj, dyrektor Biura Promocji i Turystyki w Sopocie.

Strefy bez najmu: dopiero w 2029 roku

Główna różnica między projektem poselskim a ministerialnym dotyczy terminów. Pierwsze regulacje w obu przypadkach miałyby wejść w życie w kolejnym roku. Jednak na te bardziej zdecydowane – w wersji ministerstwa – trzeba będzie poczekać.

Od 1 stycznia 2029 roku samorządy miałyby zyskać prawo do ograniczania stref najmu krótkoterminowego. To punkt sporny z lobbującym za liberalnymi zmianami Polskim Stowarzyszeniem Wynajmu Krótkoterminowego. Jak przyznał Grzegorz Żurawski, takie rozwiązania przeszkodzą przedsiębiorcom.

Ministerstwo chce, by zakazy wprowadzały gminy poprzez uchwałę. Proces ten musiałby jednak zostać poprzedzony konsultacjami społecznymi. W projekcie poselskim strefy bez najmu mogłyby działać jeszcze w tym roku.

– Samorządy po konsultacjach będą mogły wprowadzać strefy, w których ograniczają bądź likwidują najem krótkoterminowy. To wszystko – według nas – powinno wejść w określonej perspektywie. Samorządy nie chcą dostać tego uprawnienia dziś – najpierw muszą poznać skalę problemu, a następnie skonsultować propozycje z mieszkańcami – powiedział Raś.

W tym projekcie nie ma też dodatkowych uprawnień dla spółdzielni. Raś twierdził, że – jak „u Kargula i Pawlaka” – nie byłoby szans na jedno, spójne zdanie sąsiadów. Niektóre organizacje postulowały bowiem, by spółdzielnie mogły nie wyrażać zgody na najem krótkoterminowy na swoim terenie.

Ostatnia zmiana – w 2030 roku

Najpóźniej, bo 1 stycznia 2030 roku, w życie miałaby wejść zmiana dotycząca przepisów przeciwpożarowych. Chodzi o dostosowanie dużych obiektów – powyżej 6 lokali lub więcej niż 30 miejsc noclegowych. Miałyby one spełniać nowe, wyższe standardy przeciwpożarowe.

Do tej pory nie wiadomo jednak, o jakie dokładnie zmiany chodzi. Ministerstwo zapowiada, że do końca roku przedstawi propozycję tzw. ZL w formie rozporządzenia.

– Przepisy powinny wchodzić ewolucyjnie, a nie rewolucyjnie. Prawo musi mieć odpowiednie tempo wdrażania – krok po kroku – żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Z turystyki mamy dziś 5 proc. PKB, to blisko 700 tys. miejsc pracy – powiedział wiceminister sportu i turystyki.

Ostra krytyka projektu poselskiego. "Liczymy, że zniknie w historii dziejów"

Mimo, że ministerstwo oficjalnie nie skrytykowało pomysłu poselskiego, podczas wspólnej konferencji zrobił to przedstawiciel Polskiego Stowarzyszenia Wynajmu Krótkoterminowego.

- Liczymy na to, że projekt pani Pełczyńskiej zniknie w historii dziejów parlamentaryzmu. Po pierwsze jest bardzo mocno lewicowy, ingerujący we własność, w uczciwą konkurencyjność gospodarczą. A poza tym likwiduje wakacje dla dużych rodzin (zdaniem ministra Rasia, korzystają one z najmu krótkoterminowego - red.) - przyznał Grzegorz Żurawski z tej organizacji.

Następnie wyliczał, że w projekcie poselskim znajdują się - według niego - błędy oraz punkty niezgodne z konstytucją.

Jednocześnie Żurawski przyznał, że przepisy ministerialne nie do końca mu się podobają. - Będziemy jeszcze rozmawiali, z ministrem, z posłami, na temat tego jak te strefy wolne od najmu powinny wyglądać, bo według nas to powinno być ograniczenie w przyjmowaniu nowych obiektów do rejestru, a nie likwidowanie tych, które już funkcjonują - przyznał.