Jak słusznie zauważa Sebastian Stodolak, optymiści coraz śmielej podnoszą głowy. Po rewelacyjnym Factuflness autorstwa Hansa Roslinga wraz z rodziną, w moje ręce trafiła kolejna pozycja, która – na przekór naszym pesymistycznym przekonaniom – dokumentuje gigantyczny skok rozwojowy, jaki nastąpił w ciągu ostatnich kilkudziesięciu-kilkuset lat. Choć Norberg nie pisze tak lekko jak Roslingowie oraz przejawia częstą u apologetów Oświecenia (zresztą nie do końca właściwie postrzeganego) niechęć do religii i Kościoła, Postęp jest wart przeczytania. Na ok. 260 stronach autor przedstawia imponujący materiał faktograficzny (ale przeplata go na szczęście historycznymi relacjami kreślącymi niewiarygodny nieraz obraz przeszłości) mogący złamać nawet najbardziej zatwardziałych defetystów. Mimo że byłem świadomy głównych trendów, to jednak i tak zdołałem sporo wynieść z lektury. Książka składa się z dziesięciu rozdziałów, które przedstawiają kolejne argumenty za tym, że na świecie jest coraz lepiej, z czego nie zawsze należycie zdajemy sobie sprawę.

Żywność. Ludzkość prawie rozwiązała problem niedożywienia. Przez wieki głód był zjawiskiem uniwersalnym, a klęski nieurodzaju kończyły się masowym głodem. W XVIII w. Francuzi i Anglicy przyjmowali mniej kalorii niż obecnie przeciętny mieszkaniec Afryki Subsaharyjskiej, czyli najbardziej niedożywionego regionu świata. Ludzie byli tak bardzo pozbawieni energii, że nie mieli siły pracować. Zatem to, że kiedyś ludzie pracowali krótko nie wynika z tego, że wiedli idylliczne życie, ale z tego, że znajdowali się w pułapce żywieniowej – z powodu niedostatku kalorii ludzie nie byli w stanie pracować dostatecznie ciężko, aby wyprodukować odpowiednio dużo żywności. Szacuje się, że 200 lat temu ok. 20 proc. mieszkańców Anglii i Francji nie pracowało ze względu na niedożywienie. Przechodząc do czasów bardziej współczesnych, zauważmy, że odsetek osób niedożywionych na świecie spadł z ok. 50 proc. w 1945 r. do prawie 10 proc. w 2015 r. Z kolei odsetek osób niedożywionych w krajach rozwijających się spadł z 35 proc. w 1970 r. do 13 proc. w 2015 r.

Nie dziwi zatem uznanie przez Vaclava Smila, cytowanego przez Norberga, za najważniejszy techniczny wynalazek XX wieku nie komputera czy samolotu, ale przemysłowego wiązania azotu, dzięki któremu sztuczne nawozy stały się ogólnodostępne, co umożliwiło znaczny wzrost produkcji żywności. W tym kontekście warto też wspomnieć o Normanie Borlaugu, który zainicjował zieloną rewolucję, która znacznie zwiększyła produkcję zbóż w krajach rozwijających się. Stał się tym samym pierwszym człowiekiem w historii, który uratował miliard istnień ludzkich.

Warunki sanitarne. W tym wstrząsającym dla mnie rozdziale Norberg opisuje fatalne warunki sanitarne, które dominowały przez większość ludzkiej historii. Brak czystej wody pitnej to jeden z powodów, dla których tak powszechnie pili piwo i wino. W miastach nieczystości wyrzucano często przez okno na ulicę, a ubikacje budowano w pobliżu rzek i strumyków, przez co zanieczyszczenia przedostawały się do dróg wodnych, prowadząc do wielu chorób takich jak dur brzuszny. W 1900 r. konie zanieczyszczały ulice Nowego Jorku ok. milionem kilogramów obornika. Na szczęście w latach 1980-2015 odsetek ludności świata z dostępem do systemów sanitarnych wzrósł z 24 do 68 proc., zaś z dostępem do źródła dobrej jakości wody wzrósł z 52 do 91 proc. Jest to o tyle ważne, że dostęp do czystej wody ma kluczowe znaczenie w spadku śmiertelności i wydłużeniu oczekiwanej długości życia.

Oczekiwana długość życia. Przeciętna oczekiwana długość życia na świecie wzrosła z 31 lat w 1900 r. do 71 lat obecnie. Przytoczę za Norbergiem tylko jeden, ale bardzo ciekawy fakt: urodzone dzisiaj dziecko ma większe szanse doczekać emerytury niż urodzone w przeszłości dziecko dożyć swoich piątych urodzin!

Reklama

Ubóstwo. Przez większość historii ludzkość żyła w nędzy. Jednak rewolucja przemysłowa i globalizacja wydźwignęły miliony ludzi z biedy, zmniejszając odsetek osób żyjących w skrajnym ubóstwie z 89 proc. w 1820 r. do 63 proc. w 1950 r. i 10 proc. w 2015 r.

Przemoc. Podążając za Stevenem Pinkerem, Norberg przekonuje, że wojna i przemoc były dla ludzkości stanem naturalnym. Jednak wzrost dobrobytu, lepszy stan zdrowia oraz mniej liczne rodziny sprawiają, że bardziej cenimy ludzkie życie i rzadziej sięgamy po przemoc. Świadczyć ma o tym m.in. spadek współczynnika zabójstw. Według Autora współczynnik zabójstw w XIV-wiecznym Londynie i Oksfordzie wynosił około 45-110 na 100 tysięcy osób, zaś w dzisiejszych USA poniżej 5 na 100 tys. osób.

Ktoś mógłby tutaj zaprotestować, wskazując na dwie wojny światowe w XX w. Jednak Norberg twierdzi, że nie zmieniają one ogólnego trendu, zwłaszcza gdy uwzględnimy proporcje populacyjne – przykładowo, podczas inwazji Mongołów w XIII wieku zginąć mogło nawet 40 milionów ludzi, czyli mniej niż podczas II wojny światowej w wymiarze absolutnym, ale ofiary stanowiły jedną ósmą ówczesnej ludności. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że teza Pinkera-Norberga o zmniejszeniu przemocy jest przez niektórych badaczy – zwłaszcza Johna Graya i Nassima Taleba – żarliwie krytykowana.

Środowisko. W kontekście bieżącej dyskusji na temat ekologii i globalnego ocieplenia rozdział ten jest niezwykle ważny. Norberg dostrzega, że dobrobyt i rozwój, dzięki którym ludzkość uwolniła się od biedy i wczesnej śmierci, odcisnęły swoje piętno na środowisku. Zwraca jednak uwagę, że sytuacja w wielu aspektach się poprawia i na pewno nie jest tak zła, jak przewidywały to różne kasandryczne scenariusze z lat 60. i 70. XX wieku. Przykładowo, choć Klub Rzymski przestrzegał przed wykładniczym wzrostem substancji zanieczyszczających, w latach 1980-2014 całkowita emisja sześciu głównych substancji szkodliwych dla środowiska w USA spadła o przeszło dwie trzecie.

Ponadto, dziura ozonowa powoli odbudowuje się, skala wycieków ropy naftowej do oceanów spadła o 99 proc. w latach 1970-2014, zaś proces wylesiania został zatrzymany w bogatych krajach. Do tego samochody stały się mniej szkodliwe dla środowiska: współczesne auto emituje w czasie jazdy mniej zanieczyszczeń niż auto z lat 70. XX wieku stojące na parkingu z wyłączonym silnikiem (ze względu na ulatniające się z niego opary z paliwa)! Autor nie lekceważy potencjalnie poważnych konsekwencji zmian klimatycznych. Jednak przypomina, że zbyt restrykcyjna polityka klimatyczna nie musi być wcale optymalnym rozwiązaniem. Najgorsze problemy środowiskowe w biedniejszych krajach nie są bowiem efektem technologii i dobrobytu, lecz ich braku. Ważne zatem, aby regulacje środowiskowe nie ograniczyły naszych możliwości wypracowywania dobrobytu i rozwijania nowych technologii.

Piśmienność. Wyższe zarobki i bardziej pokojowe warunki życia sprzyjają wzrostowi piśmienności, która to sprawia, że jednostki stają się bardziej produktywne i mogą zarabiać jeszcze więcej. Odsetek osób potrafiących czytać i pisać na całym świecie wzrósł z około 12 proc. w 1800 r. do 21 proc. w 1900 r. i do 86 proc. w 2015 r.

Wolność. Niewolnictwo, które do 1800 r. istniało w zasadzie zawsze i wszędzie, formalnie jest dziś nielegalne na całym globie. Choć handel ludźmi, przymusowa praca i małżeństwa wciąż występują, nikt nie broni już niewolnictwa na płaszczyźnie gospodarczej czy ideologicznej. Coraz więcej osób żyje też w demokracjach (w których każdemu człowiekowi przysługuje jeden głos) – według autora ten odsetek światowej populacji wzrósł z 0 proc. w 1900 r. do 31 proc. w 1950 r. i 58 proc. w 2000 r. Obecnie większość (63 proc.) państw to demokracje. Powiększa się także wolność gospodarcza. W latach 1980-2013 średnia dla świata wskaźnika wolności gospodarczej (Economic Freedom of the World) wzrosła z 5,3 do 6,9. Oznacza to, że świat z 1980 r. trzydzieści kilka lat później zająłby dopiero 150 miejsce – ma to pokazywać, jaki postęp dokonał się w tym czasie.

Równość. Świat stał się także bardziej równy i w coraz większym stopniu są przestrzegane prawa kobiet, mniejszości etnicznych, religijnych i seksualnych.

Przyszłe pokolenia. Poprawia się również sytuacja dzieci. W każdej dotychczasowej epoce praca dzieci była czymś naturalnym. Co ważne, dotyczy to także okresu przed rewolucją przemysłową – wbrew stereotypowi, praca dzieci to nie grzech industrializacji, lecz przykra norma w świecie pełnym ubóstwa. Gdy zarobki wzrosły, przetrwanie wielu rodzin przestało zależeć od pracy dzieci, które mogły zacząć chodzić do szkół, zwłaszcza że rewolucja przemysłowa zwiększyła popyt na wykwalifikowanych robotników. W 1950 roku 28 proc. dzieci w wieku 10-14 lat było aktywnych zawodowo, podczas gdy w 1995 r. – tylko 13 proc.

Obecne dzieci będą żyć dłużej niż kiedykolwiek i cieszyć się niespotykaną wcześniej wolnością. Są też najlepiej wykształconym pokoleniem w historii ludzkości. To dobra wiadomość, bo przyszłość planety leży w ich rękach.

Autor: Arkadiusz Sieroń, doktor nauk ekonomicznych. Pracownik naukowy Uniwersytetu Wrocławskiego. Członek zarządu Instytutu Edukacji Ekonomicznej im. Ludwiga von Misesa

Źródło nieznane