Dyskusję podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach poprzedziła prezentacja Michała Kowalczyka, dyrektora ds. badań w Instytucie Badań Rynkowych i Społecznych (IBRiS), który zaprezentował wyniki najnowszego badania „Dezinformacja jako ryzyko dla polskiego biznesu”. Jak podkreślił, dane są alarmujące, bowiem aż 86 proc. badanych postrzega dezinformację jako realne zagrożenie dla funkcjonowania polskich firm, a niemal połowa uznaje to ryzyko za zdecydowane.
Według Michała Kowalczyka dezinformacja w biznesie rzadko jest czystym kłamstwem. To raczej gra półprawd, manipulacja kontekstem i przeinaczanie faktów w taki sposób, by treść wyglądała na wiarygodną, np. jako materiał wypuszczony przez samą firmę.
– Dezinformacja nie wygrywa dlatego, że jest wiarygodna, tylko dlatego że trafia w emocje. Wywołuje moralną panikę, odwołując się do strachu, niepewności, oburzenia czy troski o zdrowie i bezpieczeństwo dzieci. To sprawia, że niezwykle trudno z nią wygrać drogą racjonalnej argumentacji – tłumaczył ekspert IBRiS.
Dezinformacja w biznesie jako realne zagrożenie dla firm
Z badań wynika, że motywy stojące za atakami są jasne: to osłabienie reputacji, spadek sprzedaży, wywołanie paniki oraz obniżenie wartości rynkowej spółek. Choć najbardziej narażone są duże korporacje międzynarodowe, respondenci dostrzegają zagrożenie także dla sektora MŚP. Tym, co najbardziej mrozi krew w żyłach, jest natomiast powszechność zjawiska. W badaniu praktycznie nikt nie wskazał, by w ciągu ostatnich trzech lat nie spotkał się z żadną formą dezinformacji skierowaną przeciwko firmom. 39 proc. respondentów przyznało, że ich organizacja padła ofiarą ataku, najczęściej wielokrotnie.
Michał Kowalczyk wskazał również m.in. na bariery utrudniające reagowanie: brak świadomości ryzyka, procedur kryzysowych i zbyt długie procesy decyzyjne.
Architektura odporności i Totalizator Sportowy na celowniku
Mariusz Kaczmarek, dyrektor zarządzający pionem technologicznym w Totalizatorze Sportowym, zwrócił podczas dyskusji uwagę, że dezinformacja wkracza dziś w sam rdzeń procesów operacyjnych firm, a jej zwalczanie wymaga podejścia systemowego, łączącego cyberbezpieczeństwo z zarządzaniem kulturą organizacyjną.
Wskazał on na trzy fundamentalne filary bezpieczeństwa informacji w każdym przedsiębiorstwie. Pierwszym są pracownicy, dlatego kluczowa jest ich edukacja, weryfikacja oraz zarządzanie uprawnieniami. Drugim są procesy, czyli jasne ścieżki decyzyjne, a dokładnie to, kto może wydać jaką komendę, co chroni przed atakami typu deepfake czy sfałszowanymi poleceniami wideo. Trzecim filarem jest natomiast technologia, czyli wykorzystywanie nowoczesnych narzędzi do sprawdzania rzeczywistości i ochrony przed zewnętrzną penetracją.
Mariusz Kaczmarek przedstawił też koncepcję pięciu warstw budowania odporności systemowej, które wykraczają poza mury jednej firmy. Pierwszą jest odporność kognitywna. Kluczem nie jest jednak nauka odróżniania każdej konkretnej nieprawdy, ale wypracowanie krytycznego myślenia.
– Powinniśmy zadawać sobie pytanie, dlaczego i komu zależy na tym, abym zainteresował się tą informacją. Manipulatorzy wykorzystują naszą niechęć do niepewności i lęk, dostarczając gotowe, choć fałszywe odpowiedzi „tu i teraz” – tłumaczył przedstawiciel Totalizatora Sportowego.
Drugą warstwą jest ekosystem wartości, gdzie kluczową rolę odgrywają niezależne media jako infrastruktura krytyczna oraz technologia fact-checkingu. Stąd bierze się postulat, aby algorytmy na portalach informacyjnych automatycznie weryfikowały treści, np. oznaczając je jako „potwierdzone w 90 proc.” lub „brak danych”. Ważna jest też rola sprawnego wymiaru sprawiedliwości, który potrafi szybko i prawomocnie skazać manipulatora. Budowanie odporności to również kwestia odpowiedzialności platform globalnych.
– Nie skupiają się one na prawdzie, ale na generowaniu kontentu, który przytrzymuje człowieka. Mają algorytmy zarabiania pieniędzy, a nie mówienia prawdy. To gigantyczny obszar do interwencji państw i Unii Europejskiej – podkreślił Mariusz Kowalczyk.
Porównał on obecną sytuację do przemysłu tytoniowego z lat 70. Wówczas branża broniła się argumentem o „wolności wyboru”, ale dopiero regulacje (zakaz reklamy, ochrona nieletnich, kontrola) zaprowadziły porządek. Podobna ścieżka według niego czeka platformy cyfrowe.
Mariusz Kaczmarek opisywał, że platformy technologiczne działają dziś jak ukryta redakcja, aktywnie kształtując obraz świata poprzez algorytmy, co wymaga od biznesu i państwa najwyższej czujności.
Kolejna warstwa to kapitał społeczny i zaufanie, w której obronę buduje lokalność. W społecznościach, gdzie ludzie się znają, czytają lokalną prasę i ufają konkretnym nazwiskom, manipulacja jest trudniejsza. Mariusz Kaczmarek ostrzegł jednak przed polaryzacją plemienną.
– Jeśli moje plemię mówi, że oni są źli, to ja już nie weryfikuję informacji. Nawet jeśli przeciwnik powie prawdę, uznaję to za niemożliwe. Budowa zaufania do instytucji, wzorem krajów skandynawskich, jest tu niezbędnym kapitałem – zaznaczył.
Na koniec wskazał na bezpieczeństwo narodowe, podkreślając, że w obliczu wojny hybrydowej dezinformacja jest narzędziem walki.
– Rolą państwa, NATO i UE jest pełnienie pieczy kontrolnej i korygowanie działań dezinformacyjnych. Jednak samo blokowanie treści to za mało – podkreślił.
Mariusz Kaczmarek podzielił się również doświadczeniami swojej firmy. Wskazał, że Totalizator Sportowy stał się w ostatnim czasie obiektem działań dezinformacyjnych pojawiających się w kontekście dyskusji o zmianach w ustawie o grach hazardowych.
Dotyczy to m.in. narracji o rzekomej konieczności zmiany obowiązujących przepisów ze względu na brak ochrony nieletnich przed mechanizmami takimi jak lootboxy, podczas gdy realnym efektem proponowanych rozwiązań może być powstanie nowej kategorii gier opartych na dobrach wirtualnych, funkcjonujących na wzór tzw. sweepstakes casinos, czyli mechanizmu pozwalającego obchodzić ograniczenia dla kasyn internetowych.
Uproszczone przekazy i chwytliwe hasła dotyczące ochrony nieletnich odwracają uwagę od rzeczywistych skutków regulacyjnych, w efekcie debata o ochronie graczy może prowadzić do rozwiązań, które w praktyce osłabią kontrolę państwa nad rynkiem hazardowym, zamiast ją wzmacniać.
Ataki związane ze zdrowiem i energetyką
W dyskusji wybrzmiały również głosy z sektorów szczególnie wrażliwych na kłamstwo. Na przykład Małgorzata Żmijewska-Kukiełka, prezeska Fundacji Green Transition Hub oraz menedżer ds. komunikacji w Polskim Stowarzyszeniu Energetyki Wiatrowej, nakreśliła obraz walki o transformację energetyczną.
Zauważyła, że sektor OZE, a zwłaszcza energetyka wiatrowa, stał się celem zmasowanych ataków dezinformacyjnych finansowanych z kierunku wschodniego. Celem jest powstrzymanie Europy przed uniezależnieniem się od rosyjskich surowców. Skutkiem są lokalne protesty oparte na absurdalnych mitach o szkodliwości wiatraków, które blokują inwestycje warte miliardy euro. Jeśli dezinformacja wygra, straty gospodarki UE mogą być gigantyczne.
Z kolei Renata Toczyska-Seliga, global corporate communications director w Medicover, zwróciła uwagę na koszty dezinformacji medycznej będącej dziełem ruchów antyszczepionkowych.
– Mamy powrót chorób, których nie widzieliśmy od 30 lat. Wśród kosztów są natomiast absencje chorobowe rodziców, obciążenie szpitali i miliardy złotych wydawane z kasy podatnika na leczenie skutków dezinformacji – podkreśliła.
Jak pokazała dyskusja, firmy muszą przestać traktować dezinformację jako incydent PR, a zacząć postrzegać jako krytyczne ryzyko operacyjne. Odpowiedzią muszą być inwestycja w edukację cyfrową pracowników, wdrożenie technicznych procedur weryfikacji decyzji finansowych, aktywne budowanie kapitału zaufania u lokalnych społeczności, które będą odporne na algorytmiczne manipulacje, oraz presja na regulację platform technologicznych, by ponosiły odpowiedzialność za dystrybuowane treści.
W dobie wojny informacyjnej, jak zaznaczyli paneliści, bierność biznesu jest przyzwoleniem na straty, które liczy się w miliardach euro i realnym bezpieczeństwie obywateli.
PAO
Organizator
Partner relacji
