Idea Bank bez swobody ruchu. Kto kupi nowe akcje?

Idea Bank
<p>Idea Bank</p>/Wikimedia Commons
Uchwalona emisja akcji Idea Banku ma zwiększyć kapitał zakładowy nawet o 150 mln zł. Z drugiej strony bank próbuje odchudzić bilans. Z problemami.

Na początku lat 90. wydawało się, że jak się chce mieć pieniądze, to wystarczy założyć bank. Była w Polsce grupa banków państwowych. Było też kilkadziesiąt niewielkich podmiotów, spośród których niewiele przetrwało do dziś. Jednym z tych, które wciąż istnieją, jest Idea Bank.

To, co dziś jest Idea Bankiem, powstało na początku lat 90. jako założony przez spółkę wywodzącą się z centrali spółdzielni ogrodniczo-pszczelarskich i grupę samych spółdzielni Bank Rozwoju Ogrodnictwa Hortex. W akcjonariacie było też budownictwo – jeden z państwowych Mostostali i Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego „Mazowsze”. Formuła „banku ogrodnictwa” długo nie przetrwała. Hortex sam pogrążony był w transformacyjnym chaosie. „Nie ma nawet na truskawki” – to typowy tytuł tekstu na temat firmy z ówczesnych gazet. Hortex zmagał się z gigantycznym zadłużeniem wobec banków. Trudno było, by utrzymywał własny.

Po dwóch latach od założenia Hortex-Bank był już Polbankiem. Wcześniej w akcjonariacie pojawił się Europejski Fundusz Leasingowy. Ta firma działa do dziś i jest w czołówce branży leasingowej. W połowie lat 90. była dynamicznie rozwijającą się spółką należącą do Leszka Czarneckiego, biznesmena z Wrocławia, który – tak się składa – dziś kontroluje kolejne wcielenie Hortex-Banku.

Polbank? Nie chodzi o instytucję, która weszła z przytupem na nasz rynek po tym, jak Polska stała się członkiem Unii Europejskiej i stała się jednym z liderów sprzedaży hipotek walutowych. Ponad dekadę wcześniej tej nazwy użyto, by uciec od skojarzeń z ogrodnictwem i sokami. Pierwszy Polbank podziałał dwa lata i zmienił właścicieli. Mostostal i EFL zostały zastąpione przez General Motors Acceptance Corporation – finansowe ramię jednego z największych koncernów motoryzacyjnych na świecie i fundusze private equity. Nazwa zmieniła się na Opel Bank – niemiecka marka, która dziś jest francuska, wtedy należała do Amerykanów – i nastąpił dłuższy czas stabilizacji (nie licząc przemalowania szyldu na GMAC Bank w 2001 r. i wyjścia z akcjonariatu funduszy rok później). Bank miał za zadanie finansować klientom zakupy samochodów wyjeżdżających z fabryk GM. Działał jak kilka innych tego typu instytucji na naszym rynku, aż przyszedł wrzesień 2008 r. i wybuchł globalny kryzys finansowy. General Motors został uratowany przez amerykański rząd, ale musiał mocno ograniczyć działalność, zwłaszcza finansową. To oznaczało pozbywanie się takich spółek jak nasz GMAC Bank.

Tak pojawiła się okazja do powrotu dla Leszka Czarneckiego. Względy sentymentalne nie miały z tym raczej wiele wspólnego. Miliarder budował wtedy grupę bankową. GMAC był jeszcze jedną instytucją finansową, która miała się w niej znaleźć. Czarnecki specjalizował się w przejmowaniu niewielkich podmiotów. Nie przeszkadzało mu, że wykazywały straty – po pierwsze, było taniej, po drugie, gdy pojawiały się zyski, można było korzystać z tarczy podatkowej i przez jakiś czas oszczędzać na CIT.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Łukasz Wilkowicz
Łukasz Wilkowicz
Zastępca redaktora naczelnego DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraIdea Bank bez swobody ruchu. Kto kupi nowe akcje? »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj