Rząd przyjął w poniedziałek projekt nowelizacji ustawy o CIT, zakładający wprowadzenie od 1 stycznia 2021 r. możliwości rozliczania się firm za pomocą tzw. estońskiego CIT. Próg, poniżej którego można będzie korzystać z tego rozwiązania, to 100 mln zł rocznie. Wcześniej rządowa propozycja zakładała, że limit wyniesie 50 mln zł.

"Dotychczasowa propozycja była o połowę niższa. To powodowało, że nawet podatnicy, którzy obecnie mają sprzedaż na nieco niższym poziomie niż 50 mln zł, nie rozważali możliwości skorzystania z estońskiego CIT” - powiedział cytowany w komunikacie Dec.

"To dlatego, że warunki trzeba spełnić w czterech kolejnych latach. Nawet niewielki rozwój firmy powodowałby w znacznej części utratę korzyści i pracochłonną kalkulację opodatkowania nadwyżki przychodów ponad limit” - dodał.

Zdaniem eksperta, aby estoński CIT rzeczywiście stał się popularny należałoby pomyśleć o złagodzeniu i uszczegółowieniu części innych warunków, np. co do wysokości nakładów inwestycyjnych.

"Należy bowiem pamiętać, że w związku z epidemią koronawirusa sytuacja na wielu rynkach jest trudna do przewidzenia. Zarządom spółek nie będzie zatem łatwo zadeklarować, że przez kolejne cztery lata będą w stanie zwiększać wydatki inwestycyjne w wysokości zaproponowanej przez ustawodawcę” - zaznaczył Dec.

Reklama

Jak poinformowało w poniedziałek Centrum Informacyjne Rządu, istotą estońskiego CIT jest przesunięcie czasu poboru podatku na moment wypłaty zysków z przedsiębiorstwa. Przedsiębiorca będzie mógł wybrać, czy chce skorzystać z nowego rodzaju opodatkowania, czy woli rozliczać się na starych zasadach.

Zgodnie z projektem, z opodatkowania na nowych zasadach będzie mogła skorzystać spółka kapitałowa - z o.o. lub akcyjna, w której udziałowcami są wyłączenie osoby fizyczne.