Od Londynu, przez Amsterdam, po Berlin - na europejskich lotniskach panuje chaos, uwidaczniając jak rozpada się precyzyjna współpraca między stanowiskami odprawy, pracownikami ochrony i obsługą bagażową.

Reklama

Chaos na europejskich lotniskach

Branża turystyczna w Azji wciąż działa na zwolnionych obrotach po Covid-19, a Stany Zjednoczone cierpią z powodu braku pilotów. Jednak dane o cenach biletów i anulacjach lotów pokazują, że to Europa jest miejscem, w którym zamieszanie w portach lotniczych wyrządza największe szkody podróżnym.

Według danych firmy śledzącej loty RadarBox.com, w Europie od kwietnia do czerwca odwołano dwa razy więcej lotów niż w USA. Redukcje w czerwcu, czyli na początku szczytowego sezonu letniego w Europie, obejmowały 7870 lotów z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Hiszpanii. To prawie trzykrotnie więcej niż w tym samym okresie w 2019 r., wynika z danych firmy konsultingowej Cirium.

Tymczasem ceny na letnich trasach, takich jak połączenia z Londynu do Alicante w Hiszpanii, w minionym tygodniu były ponad trzy razy wyższe niż w tym samym tygodniu ubiegłego roku, pokazują analizy Kayak.com. Ceny z Paryża do Nowego Jorku potroiły się od marca 2019 r.

Branża nie nadąża po pandemii

Szybsze niż oczekiwano ożywienie w podróżach lotniczych zderzyło się z ogromnym niedoborem personelu po głębokich cięciach z czasu pandemii. Zamiast dynamicznego powrotu do normalnego ruchu, globalny przemysł lotniczy potyka się i wciąż jest niezdolny do szybkiego wznowienia operacji po najgorszym w historii załamaniu na rynku. W ten sposób to, co w przeszłości było rutynową podróżą, teraz przypomina odyseję.

Problemy w lotnictwie pogłębiają strajki na całym kontynencie, ponieważ szalejąca inflacja prowadzi do wyższych żądań płacowych.

Francuski urząd lotnictwa cywilnego nakazał niedawno ograniczenie lotów z paryskiego lotniska Charles de Gaulle z powodu strajku strażaków. Załogi pokładowe Ryanair Holdings Plc w Hiszpanii, Portugalii i Belgii zorganizowały w poprzedni weekend trzydniowy strajk, do którego później dołączyli koledzy z Francji i Włoch. A to jeszcze nie koniec kłopotów dla podróżnych, bo zaplanowano więcej akcji protestacyjnych, gdy kontynent wejdzie w szczyt sezonu wakacyjnego.

Ceny biletów na popularnych europejskich trasach letnich rosną / Bloomberg

"To totalne załamanie, nic nie działa”

Dyrektor generalny Deutsche Lufthansa AG Carsten Spohr ostrzegł, że sytuacja prawdopodobnie nie wróci do normy do końca roku, ale ryzyko polega na tym, że zamieszanie osłabia ożywienie gospodarcze, zniechęcając pasażerów do rezerwacji. Z kolei dyrektor generalny Virgin Atlantic Airways Ltd., Shai Weiss, którego firma odwołała tylko kilka lotów, ostrzegł linie lotnicze i lotniska przed zmuszaniem ludzi do rozważania, czy naprawdę muszą podróżować.

Takie pytanie mógł zadać sobie Julius von Jagow, pasażer, który zarezerwował lot 29 czerwca z Montrealu do Monachium przez Frankfurt, kiedy dowiedział się, że ostatni etap został odwołany. Lufthansa oświadczyła, że może bezpłatnie przesiąść się na pociąg w Niemczech, ale United Airlines Holdings Inc., które obsługiwało transatlantycką część podróży, zamiast tego wysłało go na lot przez Waszyngton i Brukselę. Następnie odwołano również lot Bruksela-Monachium, zmuszając do zmiany trasy przez Zurych. Kiedy samolot w końcu wylądował w Niemczech 30 czerwca, po 26-godzinnej gehennie pasażerowie utknęli w kabinie w upale na godzinę, ponieważ ich bagaże nie mogły zostać wyładowane z powodu braku obsługi naziemnej. „To totalny chaos, totalne załamanie, nic nie działa” – powiedział 45-letni Julius von Jagow, który wracał tym właśnie lotem z podróży służbowej.

Odwołane loty / Bloomberg

Rządy próbują ratować sytuację

Ostatnie tygodnie na lotniskach były zdominowane przez obrazy ludzi wijących się przed budynkami terminali w Amsterdamie, grupy koczujące w halach odlotów we Frankfurcie i stosy zagubionych bagaży w Londynie. Alternatywne środki transportu również nie wydają się kuszące - przez Wielką Brytanię przetacza się fala strajków kolejowych, a koszty transportu drogowego szybują w górę po wzroście cen benzyny.

Rządy państw zauważają problem o próbują działać, podobnie jak rynki finansowe. Inwestorzy sprzedają obligacje linii lotniczych, ponieważ branża, która miała czerpać zyski ze stłumionego wcześniej popytu na podróże, zamiast tego ponownie boryka się z wstrząsami. Papiery dłużne firm, od EasyJet po Lufthansę, notowane są już powyżej poziomów uznawanych za „zagrożone”.

Niemcy zapowiedziały, że pomogą sprowadzić pracowników ochrony lotnisk z miejsc takich jak Turcja, aby wypełnić pustkę po pracownikach, którzy zrezygnowali z pracy podczas pandemii. W Irlandii resort transportu stawia armię w stan gotowości, aby pomóc złagodzić problemy kadrowe na lotnisku w Dublinie. Brytyjski sekretarz ds. transportu Grant Shapps ogłosił plan rozwiązania problemu zakłóceń, ostrzegając, że „teraz lotniska i linie lotnicze zobowiązują się do obsługi obiecanych lotów lub anulowania ich z dużym wyprzedzeniem”.

Ruch po stronie przewoźników

Firmy transportowe skarżyły się, że nie były w stanie odpowiednio przygotować się na powrót do normalnego ruchu podróżnych z powodu mylącej polityki dotyczącej blokad covidowych, długiej weryfikacji w procesie rekrutacji i ograniczonej pomocy dostępnej dla nich w szczytowym momencie pandemii. Rządy twierdzą jednak, że ostatecznie to od branży zależy uporządkowanie swoich operacji po otrzymaniu ogromnych dotacji w czasie pandemii.

„Nie do przyjęcia jest to, że firmy stwarzają problemy, a następnie rzucają je u progu rządu” – powiedział 29 czerwca niemiecki minister pracy Hubertus Heil. „Teraz to ich ruch. My stworzyliśmy ramy do działania.”

Lufthansa zredukowała około jednej trzeciej siły roboczej do 100 tys. osób po wprowadzeniu ograniczeń w podróżach w celu spowolnienia rozprzestrzeniania się koronawirusa. Teraz, gdy zapotrzebowanie na podróże powraca, przewoźnik pozostaje bez personelu pokładowego, personelu naziemnego i pilotów.

„Tego lata musimy to wspólnie przezwyciężyć”, napisał dyrektor generalny Spohr w notatce po tym, jak Lufthansa ujawniła, że przedłuża odwołania lotów w lipcu i sierpniu z 900 lotów do 3100, co odpowiada około 4 proc. jej przepustowości w szczycie letnim.

Brakuje pracowników

Niewystarczająca liczba pracowników obsługi naziemnej jest jedną z największych przyczyn opóźnień i odwołań. Ale uzupełnianie zubożonych szeregów kadrowych było trudne. Nie jest to zaskakujące, biorąc pod uwagę charakter pracy. Załoga naziemna często pracuje na trzy zmiany, które ciężko pogodzić z życiem rodzinnym i towarzyskim. Praca może być wymagająca fizycznie, a poziomy płac nie rekompensują z nawiązką dyskomfortu.

Liczba pracowników linii lotniczych i firmy obsługi naziemnej / Bloomberg

Niemieccy pracownicy naziemni zazwyczaj zarabiają na starcie około 20 tys. euro rocznie, podobne płace można spotkać na stanowiskach, które są mniej wymagające i mają więcej regularnych godzin pracy. Stopa bezrobocia w Niemczech jest zbliżona do najniższego poziomu od czasu zjednoczenia w 1990 roku, co oznacza, że firmy obsługi naziemnej stoją w obliczu ostrej konkurencji o pracowników z niemal wszystkich sektorów gospodarki.

„Wszyscy pytają, gdzie oni wszyscy poszli? A odpowiedź zawsze brzmi: Amazon" – powiedział Tim Clark, prezes Emirates.

Nie tak miało być

Zaledwie kilka miesięcy temu linie lotnicze i lotniska przygotowały się na rekordowe lato, ponieważ pragnienie ponownego spotkania z rodziną po pandemii lub spędzenia tygodnia na plaży wywołało lawinę rezerwacji. Według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego, od początku roku do kwietnia liczba pasażerów w Wielkiej Brytanii rosła o prawie 35 proc. każdego miesiąca.

Jednak już w marcu pojawiły się sygnały ostrzegawcze dotyczące zdolności branży do radzenia sobie z tak szybkim odbiciem popytu na loty.

British Airways zasugerował nadchodzące kłopoty, informując personel w notatce, że zamierza zmniejszyć przepustowość do końca maja po trudnościach z pozyskaniem nowych pracowników przez ośmiotygodniowy proces weryfikacji bezpieczeństwa.

Nieoczekiwany, problem wydawał się jednorazowy, ponieważ BA zredukowało personel o 10 tys. pracowników w celu obniżenia kosztów na początku pandemii, korzystając z rządowego programu urlopów. Mimo to, przerwa w nauce w okresie poprzedzającym Wielkanoc zaowocowała chaosem w kilku portach w Wielkiej Brytanii. Najgorsze zakłócenia miały miejsce na lotnisku w Manchesterze, gdzie brak pracowników ochrony doprowadził do tego, że kolejki pasażerów wiły się od terminalu, do parkingów i wiele osób spóźniło się na loty. Inni zaczęli przyjeżdżać nawet osiem godzin wcześniej, aby mieć pewność, że dostaną się na pokład, pogłębiając problem przepełnienia hal. Niedobór pracowników bagażowych sprawiał, że oczekiwanie na bagaż przeciągało się długo po wylądowaniu samolotów, co skłoniło wiele osób do rezygnacji z oczekiwania i powrotu po swoje rzeczy następnego dnia.

Kryzys szybko nabrał tempa, a opóźnienia i odwoływanie w ostatniej chwili lotów stały się powszechne na lotniskach, w tym w Londynie Gatwick, Birmingham i Bristolu.

Wściekli Brytyjczycy wyładowali swoje frustracje w mediach społecznościowych – a niektórzy poszli jeszcze dalej. Wczasowicze powracający do Manchesteru wspięli się przez karuzelową kurtynę, próbując odzyskać zagubione torby, co doprowadziło do interwencji uzbrojonej policji lotniskowej.

EasyJet i operator turystyczny TUI AG znaleźli się wśród operatorów, którzy ograniczyli przepustowość lotów, podczas gdy BA podwoiła swoje cięcia do około 10 proc. wcześniej zaplanowanych lotów w swoim londyńskim węźle Heathrow do października. Gatwick jest liderem wśród lotnisk, eliminuje do 100 lotów dziennie w lipcu i sierpniu, nakładając limit na ruchy samolotów.

Strajki na lotniskach

W czasie gdy Europa kontynentalna zaczęła zauważać pewne oznaki napiętego rynku pracy, który ma wpływ na usługi, na lotniskach w Dublinie i Berlinie, które za odwołane loty obwiniają problemy kadrowe, sytuacja nie wydawała się tak aż tak dotkliwa jak w Wielkiej Brytanii.

Już sam niedobór kadr w lotnictwie wystarczyłby, by zboczyć z kursu. Jednak niepokoje nabrały nowego wymiaru, ponieważ rosnące koszty życia powodują wybuchy strajków w całym sektorze.

Podczas gdy firmy turystyczne desperacko chcą zarobić na swoim pierwszym od czterech lat niezakłóconym lockdownami lecie, związki zawodowe domagają się podwyżek płac, lepszych warunków pracy i wyższych świadczeń – częściowo ze świadomością, że czas na tego typu żądania może być krótki, jeśli eskalacja kosztów wepchnie świat w recesję.