Gdy Georgette Mosbacher, ambasador USA w Polsce, skarciła kilkanaście dni temu na Twitterze europosłankę PiS Beatę Mazurek (Mosbacher napisała: „Szerzy Pani coś, co jest absolutnym kłamstwem, sugerując, że TVN to WSI. Powinna się Pani wstydzić”), uznano jej wystąpienie za „oryginalne”. Kilka dni później pani ambasador postanowiła publicznie skarcić Antoniego Macierewicza za jego wpis adresowany do zwolenników PO. Przedwczoraj zaś – odpowiadając na krytykę Witolda Waszczykowskiego, byłego ministra spraw zagranicznych w rządzie PiS – stwierdziła, że „złożenie przysięgi jako ambasador nie oznacza, że odrzuciłam etykę, wartości i umiejętność odróżniania dobra od zła. Jeśli widzę, że historia jest zniekształcana lub interpretowana ze złych pobudek, zabieram głos niezależnie od mojego stanowiska”.

Jeśli ktoś sądzi, że Mosbacher zabiera głos wtedy, gdy trzeba odróżnić dobro od zła, jest naiwny. Ambasador USA włącza się do dyskusji wtedy, gdy atakowany jest amerykański biznes. Na przykład należący do amerykańskiego koncernu Discovery TVN. Jak przyznają eksperci, którzy na dyplomacji zjedli zęby, jeśli coś w tej postawie zaskakuje, to jedynie przeniesienie dyplomatycznej osłony dla biznesu na publiczną arenę, do mediów społecznościowych.

Czego nie widać

– Nie mam wątpliwości, że jednym z głównych zadań każdego ambasadora jest wspieranie krajowego biznesu na zagranicznych rynkach. Od dawna nie wystarcza już, by jedynie dobrze wypadał w towarzystwie – mówi Arkadiusz Krężel, przewodniczący rady nadzorczej Grupy Boryszew i prezes rady nadzorczej Przedsiębiorstwa Badań Geofizycznych w Warszawie, w latach 1992–2006 prezes zarządu Agencji Rozwoju Przemysłu.

Reklama

Doskonale zdają sobie z tego sprawę dyplomaci wielu państw. Przykład USA jest najdobitniejszy, ale nie jedyny. Spójrzmy na jedną z największych i najprężniej rozwijających się gałęzi gospodarki, w Polsce wartą 40 mld zł rocznie – rynek farmaceutyczny.

W 2015 r. Główny Inspektorat Farmaceutyczny wydaje negatywną decyzję dla potentata na rynku farmaceutycznym – francuskiego koncernu Sanofi-Aventis. Według urzędników korporacja bezprawnie ograniczała pacjentom dostęp do swoich produktów. W sprawę szybko zaangażował się ambasador Francji w Polsce. Postanowił spotkać się z głównym inspektorem („Sanofi jako inwestor francuski od lat utrzymuje stałe kontakty z Ambasadą Francji w Polsce, uznając ambasadę za instytucję wiarygodną i wspierającą dobre relacje gospodarcze między Polską a Francją. W związku z tym poprosiliśmy ambasadę o wsparcie w dialogu z Głównym Inspektoratem Farmaceutycznym” – przyznała wówczas spółka w odpowiedzi na pytania DGP). Interwencja okazała się jednak nieskuteczna. Postanowiono więc ją ponowić, z tym że do głównego inspektora tym razem przyszedł... polski wiceminister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP