Kierowane przez Zbigniewa Ziobro Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało wniosek w sprawie wypowiedzenia konwencji stambulskiej, umowy międzynarodowej ratyfikowanej przez Polskę w 2015 r. Dotyczy ona zwalczania zjawiska przemocy domowej i wobec kobiet. Ale zdaniem ziobrystów konwencja przemyca jednocześnie treści ideologiczne, związane m.in. z pojęciem płci w rozumieniu społeczno-kulturowym (gender), a nie biologicznym. Politycy PiS uważają, że to gra szefa Solidarnej Polski na wewnętrzne potrzeby i boją się politycznych kosztów wypowiedzenia traktatu. – Nie ma w tej sprawie decyzji. Zbigniew Ziobro chce pokazać, że to jego formacja jest prawdziwie konserwatywna. Pytanie, na ile to, co robi, jest korzystne dla całego obozu prawicy i Polski – mówi polityk PiS.

Odświeżona pamięć

Dokument został przyjęty przez polski parlament pięć lat temu. Dlaczego akurat teraz rządzący sobie o nim „przypomnieli”? – Chęć wypowiedzenia konwencji stambulskiej to naturalna konsekwencja tego, że wiosną zostały przyjęte przez polski parlament przepisy z tzw. ustawy antyprzemocowej, chroniące ofiary przemocy domowej w o wiele większym stopniu niż dotychczas. To był punkt zwrotny w kontekście podjęcia decyzji o zawnioskowaniu o podjęcie prac nad wypowiedzeniem konwencji – tłumaczy DGP wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta. Jak przekonuje, jeszcze zanim traktat ratyfikowano w Polsce, nie było przecież przyzwolenia państwa na przemoc domową. – A skoro od niedawna regulacje polskiego prawa gwarantują jeszcze wyższą ochronę pokrzywdzonych przemocą domową, to możemy podjąć działania mające na celu usunięcie z polskich zobowiązań skrajnie ideologicznych przepisów konwencyjnych burzących konstytucyjny model rodziny oraz płciowości. Konwencja to klasyczny lewicowy wytrych, który – zasłaniając się szczytnymi celami – bocznymi drzwiami próbuje wprowadzić pseudonaukową ideologię gender – dodaje Kaleta.

Wtóruje mu Janusz Kowalski, związany z Solidarną Polską wiceminister aktywów państwowych. – Przyjęta z inicjatywy Zbigniewa Ziobry i wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego ustawa antyprzemocowa jest jedną z najnowocześniejszych ustaw tego typu w Europie. Konwencja stambulska w warstwie ideologicznej jest sprzeczna z polskim prawem i konstytucją, dlatego trzeba ją wypowiedzieć – mówi Kowalski.

Ofensywę ziobrystów można rozpatrywać nie tylko na gruncie ideologicznym, ale również czysto pragmatycznym. Tak widzi to opozycja. – Zawsze po wyborach, także tych wygranych, trzeba utwardzać swój elektorat, by nie poczuł rozprężenia. I właśnie Ziobro zarysowuje linię podziału i stawia w niewygodnej sytuacji Mateusza Morawieckiego, który wolałby nie wchodzić w taką tematykę. Ponadto Solidarna Polska ewidentnie pozycjonuje się przed szykowaną rekonstrukcją rządu – ocenia Arkadiusz Myrcha z PO.

Reklama

Rekonstrukcja i Konfederacja

W tym kontekście z jednej strony Solidarna Polska może chcieć zaznaczyć swoją obecność w koalicji w związku z szykowaną rekonstrukcją rządu, na której koalicjanci PiS – Solidarna Polska i Porozumienie – mogą stracić. Z drugiej strony to także próba narzucenia PiS bardziej radykalnego kursu w związku z obawami przed umacniającą się Konfederacją. – Nie jest tajemnicą, że Konfederacja pozyskuje młodych, ideowych ludzi. Ale to dlatego, że oferta Zjednoczonej Prawicy przestaje im wystarczać. Musimy uderzyć się w pierś, popełniamy wiele błędów – mówi nam jeden z polityków obozu władzy. Jego zdaniem takim błędem jest przekonanie, że należy zabiegać o centrowych wyborców, by utrzymać władzę w kolejnych latach. – Chcąc pozyskać centrum, musielibyśmy być bardziej „trzaskowscy” od Trzaskowskiego, a Konfederacja tylko na to czeka. Jeśli tożsamościowo stracimy swoje jądro, to nie tylko Konfederacja nam zagrozi, ale też inne ruchy, np. antypartyjny ruch Szymona Hołowni. Nam nie trzeba żadnego marszu do centrum, wystarczy przecież, że utrzymamy bazę 10 mln wyborców, którzy zagłosowali chwilę temu na Andrzeja Dudę. Zrobili to nie bez powodu – diagnozuje nasz rozmówca.

Politycy PiS, choć w sporej części nie mieliby nic przeciwko wypowiedzeniu konwencji ze względu na zapisane w niej wątki światopoglądowe, to mają w pamięci czarny protest. Nie chcą wdać się w gorący, ideologiczny spór w momencie, w którym partia może korzystać z wyborczego zwycięstwa Andrzeja Dudy.

Sprawa konwencji wraca kolejny raz w atmosferze gorącego sporu politycznego. Pierwszy raz stało się tak w pierwszej połowie tej dekady, gdy podzieliła PO. Jej przeciwnikiem był wówczas Jarosław Gowin, a argumenty były podobne do tych, jakie dziś podnosi Solidarna Polska. Z kolei zwolennicy konwencji tak jak dziś argumentowali, że sprzeciw wobec niej to zezwolenie na przemoc wobec kobiet. Konwencję ratyfikował w trakcie kampanii wyborczej ówczesny prezydent Bronisław Komorowski.

Solidarna Polska łatwo nie odpuszcza

Walka ziobrystów o wycofanie z konwencji może też być związana z nowym rozdaniem rządowym. W świetle szykowanej rekonstrukcji rządu ziobryści są w niekorzystnym położeniu. Jeśli stracą resort środowiska (efekt jego fuzji z Ministerstwem Klimatu), trudno będzie im poszerzyć swoje wpływy w sytuacji, gdy posiadają Ministerstwo Sprawiedliwości. Jeśli dojdzie do zmian w ramach działów administracji rządowej, trudno temu resortowi będzie przypisać nowe kompetencje. Tu lepsze perspektywy ma kierowane przez Jadwigę Emilewicz (Porozumienie) Ministerstwo Rozwoju, któremu można dokooptować np. politykę regionalną i zarządzanie eurofunduszami. To dlatego ziobryści wykazali ostatnio mocno ofensywną postawę, nie tylko w zakresie praworządności i dwuznacznych ustaleń ostatniego szczytu unijnego, ale także w zakresie neutralności klimatycznej czy europejskiego handlu emisjami. W tym drugim aspekcie politycy Solidarnej Polski ostro krytykują rząd i ministra klimatu Michała Kurtykę za bierność. Przy czym znów – jest to nie tylko merytoryczna krytyka, ale działanie o charakterze strategicznym. – Dzięki temu poszerzamy pole gry, mamy szansę zaistnieć jako ugrupowanie w innej tematyce niż tylko wymiar sprawiedliwości – tłumaczy nam polityk Solidarnej Polski.

PiS trzyma jak na razie kurs na mniejszy rząd. – Nie ma opcji na zmniejszenie liczby resortów i pozostawienie im po dwóch, bo ich sfera wpływu by się zwiększyła – podkreśla polityk PiS. ©℗