Praktyki dla studentów przy chorych na COVID-19, pełnomocnicy ministra zdrowia na czele nieposłusznych szpitali oraz podwyżki dla personelu medycznego, który stanie do walki z epidemią – to niektóre z pomysłów, które pojawiły się w projekcie tzw. ustawy o dobrym samarytaninie.

Dziś Sejm zajmie się jej projektem. Ustawa ma pomóc w zmobilizowaniu maksymalnej liczby osób do walki z epidemią. Z jednej strony daje nawet 100 proc. podwyżki dla medyków i zwalnia ich z odpowiedzialności karnej za nieumyślne błędy medyczne popełnione na froncie walki z epidemią, z drugiej – zaostrza przepisy. Trudniej np. będzie lekarzom z chorobami przewlekłymi uzyskać zaświadczenie zwalniające z nakazu pracy z zakażonymi – po wejściu w życie ustawy będzie mógł je wystawić jedynie lekarz orzecznik ZUS.

Wygląda też na to, że rząd wyciągnął wnioski ze sporów z izbami lekarskimi. Projekt przewiduje bowiem, że izby będą miały obowiązek dostarczyć wojewodom listy lekarzy, których będzie można wykorzystać do walki z epidemią. Obecnie izby argumentowały, że nie mają do tego podstawy prawnej. Jednocześnie rząd będzie mógł zmobilizować do walki z COVID-19 studentów kierunków medycznych, doktorantów, absolwentów studiów medycznych i ratowników medycznych. Wykazy takich osób na wniosek ministra zdrowia czy wojewody będą przygotowywać rektorzy uczelni medycznych i podmioty szkolące ratowników.

Kierownictwo placówki, które odmówi wykonania poleceń związanych z walką z epidemią, może być zawieszone, a w jego miejsce minister wyznaczy pełnomocnika. Placówki, które np. nie przyjmą pacjentów, mogą zostać ukarane finansowo, a za wadliwie wykonane świadczenia będą musiały zwrócić pieniądze.

Kary mogą też czekać przedsiębiorców, którzy nie przestrzegają epidemicznych obostrzeń i nakazów. W takiej sytuacji rząd zastrzega sobie prawo do odmowy udzielania pomocy publicznej z programów osłonowych finansowanych z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19.

Reklama

Walka o kadrę

W świetle nowych przepisów izby lekarskie będą miały obowiązek wydać na polecenie wojewody lub ministra zdrowia pełną listę lekarzy, z imieniem i nazwiskiem oraz numerem wykonywania zawodu, którzy mogą być oddelegowani do walki z COVID. Teraz OIL wskazywały, że mają związane ręce, bo nie pozwala im na to prawo.

Wojewoda będzie mógł także powołać studentów medycyny, doktorantów czy absolwentów, którzy jeszcze nie podeszli do egzaminów. A uczelnie medyczne będą zobowiązane przekazać listę takich osób wojewodom lub ministrowi na ich wniosek. Żeby „osłodzić” studentom przerwę w studiach ‒ pojawia się propozycja, żeby czas z pacjentami zaliczyć jako zajęcia praktyczne.

Wydłużono także ‒ o pięć lat, do 65 ‒ wiek dla mężczyzn, którzy mogą być „zmoblizowani”.

Doprecyzowano też wiek dziecka, który „zwalnia” jednego z rodziców od powołania ‒ jeżeli dzieci mają mniej niż 18 lat, nie można obojga rodziców skierować na „front” walki z epidemią. Aktualnie przepis jest mniej precyzyjny ‒ bo mówi o dzieciach powyżej 14. roku życia. Nie ma jednak zapisanej górnej granicy wiekowej.

Kolejną zmianą jest także utrudnienie zwolnienia z nakazu pracy przy zakażonych koronawirusem lekarzy z chorobami przewlekłymi. Obecnie zaświadczenia w tej sprawie może wystawić lekarz zakaźnik albo specjalista w danej dziedzinie i danej choroby. W projekcie pojawia się propozycja, żeby takie uprawnienia mieli wydawać jedynie lekarze orzecznicy ZUS.

Dziennik Gazeta Prawna

Lekarze spoza Polski

Ministerstwo Zdrowia również wprowadza ułatwienia w przyjmowaniu do pracy lekarzy spoza Unii. Z jednej strony taka osoba musi mieć zaświadczenie z placówki, która chcą ją zatrudnić, posiadać prawo pobytu w RP i mieć potwierdzony przez konsula dyplom lekarza. A także posiadać co najmniej trzyletnie doświadczenie zawodowe w danej specjalizacji, w której będzie pracować w Polsce. Musi też znać polski.

Również w ramach zachęty resort zdrowia daje wszystkim pracownikom medycznym duży zastrzyk finansowy (200 proc. dotychczasowych zarobków).

Są także ułatwienia dla pacjentów ‒ m.in. wśród rozwiązań znalazło się wydłużenie okresu realizacji recept na leki, które są obecnie niedostępne, a okres realizacji recept na nie się kończy. Założono maksymalnie 150 dni ‒ bo tyle może trwać tzw. sezon grypowy.

Są jednak i sankcje dla placówek medycznych. Zgodnie z przepisami NFZ może zabrać część kontraktu (nawet 50 proc.) za kontrolowany okres ‒ m.in. za odmowę wykonania polecenia, nieprzyjęcie pacjenta, leczenie w sposób nieodpowiadający wymaganiom określonym przez NFZ albo „oszukiwanie” o realnych warunkach ‒ np. o liczbie miejsc, warunków do leczenia czy też niewprowadzenia zalecanych zmian po kontroli.

Łóżka, czyli problem nr 2

Rząd zamierza też znacząco zwiększyć liczbę łóżek covidowych. Na dziś jest ich 15 tys. w całym kraju, z czego ok. 60 proc. jest już zajętych. Plan zakłada, że w perspektywie jednego‒ –dwóch tygodni bazę uda się podwoić. Pierwsza droga to przekształcenie części szpitali powiatowych w jednoimienne drugiego poziomu covidowego. Jeśli w regionie obok siebie są dwa szpitale powiatowe, to jeden z nich przejmie ruch „niecovidowy”, drugi zajmie się pacjentami z koronawirusem. Wskutek takiego przekształcenia infrastruktura łóżkowa ma wzrosnąć o 10 tys. Drugi kierunek to przekształcenie oddziałów internistycznych, w całości lub w znacznej części, na potrzeby pacjentów z COVID. W wyniku tej operacji dojść ma ok. 3 tys. nowych łóżek. Trzecia droga to włączenie w walkę z koronawirusem szpitali prywatnych. Już trwają rozmowy rządu z branżą na ten temat. Do jutra ma powstać lista prywatnych placówek, które będą miały narzucony obowiązek utworzenia łóżek covidowych. Potencjał jest spory, bo 417 szpitali prywatnych dysponuje w sumie 33 tys. łóżek. Ale jak wynika z naszych ustaleń, na razie realnie w zasięgu jest kilkaset z tych łóżek (w tym miejsca respiratorowe). Wyznaczonym placówkom rząd zaoferuje podobne zasady finansowania leczenia pacjentów co szpitalom państwowym na kontrakcie NFZ (ponad 400 zł dziennie od pacjenta covidowego). Jeśli te warunki nie zostaną zaakceptowane przez podmioty prowadzące szpitale, minister zdrowia ma prawo je narzucić.

Równolegle trwa budowa szpitali tymczasowych. Co do zasady, mają one powstać we wszystkich miastach wojewódzkich. W pierwszej kolejności w woj. mazowieckim, małopolskim i wielkopolskim. Pierwszy taki obiekt powstaje na Stadionie Narodowym w Warszawie. Z naszych informacji wynika, że pierwsi pacjenci będą tam mogli trafić w najbliższy poniedziałek. Dostępne będzie leczenie tlenowe. Najcięższe przypadki pozostaną w szpitalach specjalistycznych. Wojewodowie typują kolejne lokalizacje w całym kraju. Z naszych ustaleń wynika, że kolejne szpitale mogą się pojawić m.in. na terenie Targów Kielce czy Międzynarodowych Targów Gdańskich (Amber Expo).

Pytanie, czy mnożąc liczbę miejsc covidowych w szpitalach, nadążymy ze sprzętem do ich obsługi. ‒ Respiratorów, łóżek, wyposażenia szpitalnego i środków ochrony osobistej na pewno nie zabraknie. Mamy teraz zapasy i procedury, które pozwalają na ich szybkie uzupełnianie ‒ mówi DGP Michał Kuczmierowski, prezes Agencji Rezerw Materiałowych (ARM). W zapasach agencji jest jeszcze co najmniej 1,5 tys. nowych, nieużywanych respiratorów. Wczoraj przy niecałych 90 tys. zdiagnozowanych aktywnych zakażeń COVID-19 używano ich do leczenia pacjentów nieco mniej niż 700. Obecnie zdecydowana większość maseczek czy kombinezonów jest pozyskiwana w Polsce. Jeżeli kolejne szpitale polowe będą tworzone przez wojewodów, to ARM ma zapewnić wyposażenie medyczne.

Spór gospodarczy

W rządzie zarysowuje się spór o skalę wprowadzanych obostrzeń. Szef resortu rozwoju Jarosław Gowin prowadzi konsultacje z branżami szczególnie dotkniętymi nawrotem epidemii. ‒ W przypadku branży fitness nie mamy pewności, że te obostrzenia muszą mieć aż taki charakter. O ile wesela faktycznie były ogniskami zakażeń, to o siłowniach tak nie mówiono ‒ komentuje osoba z resortu rozwoju. Jednak cofnięcie się rządu z tych zakazów wydaje się wątpliwe. Równocześnie w Ministerstwie Rozwoju trwają prace nad mikrotarczami dla branż, które najmocniej odczuły kryzys. W grę wchodzą podobne instrumenty jak wiosną. ©℗