- Mandat czy sąd? Niektórzy wybierają trzecią drogę
- Punkty karne trafiają do „poczekalni”
- Ile może trwać stan zawieszenia?
- „Na przeczekanie” albo „na kurs”
- Czy przewlekłość postępowań sprzyja kierowcom?
Mandat czy sąd? Niektórzy wybierają trzecią drogę
Czy da się uniknąć „mandatowej katastrofy”, gdy konto punktowe jest niemal pełne? Jak opisuje bezprawnik.pl, część kierowców decyduje się na prosty, choć wymagający cierpliwości manewr. Zamiast przyjąć mandat, odmawiają jego przyjęcia i kierują sprawę do sądu. W takiej sytuacji punkty karne przypisane do wykroczenia nie są dopisywane automatycznie do konta kierowcy.
Zostaną one uwzględnione dopiero wtedy, gdy zapadnie prawomocny wyrok sądu i ten uzna winę osoby obwinionej. Co więcej, system przewiduje również możliwość cofnięcia zgody na mandat już po jego przyjęciu. Kierowca ma na to siedem dni.
Punkty karne trafiają do „poczekalni”
Jak wskazuje bezprawnik.pl, standardowo punkty karne są wpisywane do ewidencji kierowców natychmiast po przyjęciu mandatu. Odmowa jego przyjęcia zmienia jednak sytuację zasadniczo. Punkty nie znikają, ale zostają oznaczone jako tymczasowe. Ostatecznie zostaną przypisane do konta kierowcy dopiero z datą prawomocnego wyroku sądu.
Do tego momentu nie są one uwzględniane przy ocenie aktualnego stanu konta punktowego. Dla kierowców balansujących na granicy dopuszczalnego limitu ma to kluczowe znaczenie.
Ile może trwać stan zawieszenia?
Stan „zawieszenia” punktów karnych może trwać długo. W praktyce – jak zauważa bezprawnik.pl – przez wiele miesięcy, a w skrajnych przypadkach nawet przez kilka lat. Wszystko zależy od tempa postępowania sądowego. Do momentu, gdy wyrok stanie się prawomocny, punkty karne nie są brane pod uwagę.
To oznacza realną szansę na zyskanie czasu. Postępowania sądowe w Polsce często trwają ponad rok. W tym czasie część wcześniej naliczonych punktów może po prostu wygasnąć. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, punkty karne są usuwane z konta kierowcy po 12 miesiącach od zapłacenia mandatu.
„Na przeczekanie” albo „na kurs”
O tej strategii pisze bezprawnik.pl. „Jeśli więc kierowca wstrzyma przypisanie nowych punktów i jednocześnie ‘przeczeka’ przedawnienie starych, może uniknąć przekroczenia limitu”.
Zyskany w ten sposób czas można wykorzystać także w inny sposób. Raz na pół roku kierowca ma możliwość wzięcia udziału w specjalnym kursie organizowanym przez wojewódzki ośrodek ruchu drogowego. Taki kurs pozwala zredukować liczbę punktów karnych o sześć.
Dla tych, którzy znajdują się w okolicach granicy 24 punktów może to być kluczowe rozwiązanie, które pozwala uniknąć przekroczenia „magicznego” progu. Jego przekroczenie wiąże się bowiem z obowiązkowym skierowaniem na egzamin sprawdzający kwalifikacje, jeśli kierowca chce zachować lub odzyskać uprawnienia.
Czy przewlekłość postępowań sprzyja kierowcom?
Jak podkreśla bezprawnik.pl, długotrwałość postępowań sądowych w Polsce w praktyce działa na korzyść kierowców z ciężką nogą. Zanim sąd zdąży wydać prawomocny wyrok, część punktów karnych może już zostać automatycznie usunięta z ewidencji.
Zgodnie z przepisami punkty karne znikają z konta po 12 miesiącach od zapłacenia mandatu. Jeśli więc kierowca wstrzyma przypisanie nowych punktów i jednocześnie doczeka przedawnienia starych, faktycznie może uniknąć przekroczenia limitu i związanych z tym konsekwencji. Strategia ta nie daje jednak gwarancji sukcesu i wymaga nie tylko czasu, ale także świadomości ryzyka, jakie niesie sądowy finał sprawy.
Między sprytem a cwaniactwem. Jaka jest prawda o sposobie na uniknięcie punktów karnych
Jednoznacznie ocenia to wieloletni policjant ruchu drogowego. Jego zdaniem takie kombinacje narażają ludzi na dodatkowe koszty sądowe, a nas podatników na dłuższe terminy w innych sprawach. - Jeżeli w dniu odmowy przyjęcia mandatu mam na przykład 15 punktów karnych i popełniam wykroczenie za kolejne 10, to faktycznie punkty są w zawieszeniu.
Jego zdaniem cała prawda wygląda inaczej. - W zawieszeniu są wszystkie, czyli 25 punktów. Nie można ich zredukować jak również się nie przedawniają po roku. Do czasu prawomocnego wyroku sądu te 25 punktów jest zamrożonych bez względu na czas – tłumaczy były funkcjonariusz. - W chwili, kiedy wyrok stanie się prawomocny, informacja z sądu trafia do komendy policji i punkty są odblokowane co natychmiast kończy się przekroczeniem dozwolonej liczby punktów i niestety, ale egzaminem. - Jedyna korzyść – wskazuje policjant drogówki - to odsunięcie w czasie egzaminu. Spotykałem się z tego typu cwaniactwem, podkręconym takim wiadomościami doradczymi. I jakie było później zdziwienie tych kierowców jak się okazywało, że jednak to nie zadziałało – dodaje.
Jak zauważa, w sądzie kwota grzywny, bo nie jest to już mandat, który gdzieś "utknął”, może być wielokrotnie większa od nałożonego mandatu, który nie został przyjęty.
„No nie tak to działa”
- Do sądu trafia wniosek o ukaranie kierowcy. Można by wywnioskować, że mandat i co najwyżej nałożone w drodze mandatu karnego, na przykład 1000 zł, zostanie najwyżej odblokowane po kilku latach. No nie tak to działa - tłumaczy były policjant drogówki.
Z chwilą odmowy przyjęcia mandatu karnego, do czego każdy ma prawo, do sądu kierowany jest wniosek o ukaranie kierowcy – podkreśla i dodaje, że oprócz grzywny jaką określi sąd w praktyce to zawsze jest wyższa kwota, dochodzą koszty postępowania sądowego, które mogą sięgać nawet kilku tysięcy złotych, bo na przykład powołano biegłego z danej dziedziny albo i dwóch.
Nie zawsze postępowanie sądowe toczy się latami
Co ważne – zauważa - nie każdy kierowca mieszka w dużym mieście, gdzie postępowanie toczy się latami. - W miastach powiatowych, a właśnie w takim mieszkam i tam pełniłem służbę, to maksymalnie kilka miesięcy. W skomplikowanych sprawach przy udziale biegłych sądowych i konieczności wykonania dodatkowych czynności może się to wydłużyć. Ale zwykłe wykroczenia jakimi najczęściej jest przekroczenie dozwolonej prędkości jazdy czy korzystanie z telefonu podczas jazdy to idzie błyskawicznie, bo to banalnie proste sprawy – konkluduje były policjant drogówki.