Debata o reparacjach wojennych dla Polski od lat wywołuje emocje. Spory prawne i dyplomatyczne nie przyniosły dotąd przełomu, dlatego coraz częściej pojawiają się pomysły alternatywne. Jeden z nich, o czym informuje "Deutsche Welle", zaproponował przewodniczący Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Wolfgang Ischinger.

Czołgi dla Polski w ramach reparacji wojennych. Sprytny pomysł Niemiec

Jego koncepcja zakłada przekazanie Polsce nowoczesnego uzbrojenia jako formy "praktycznych reparacji". W opinii niemieckiego dyplomaty taki gest miałby nie tylko znaczenie symboliczne, ale przede wszystkim wzmacniałby bezpieczeństwo regionu w czasie rosnących napięć geopolitycznych i wojny tuż za wschodnią granicą NATO.

Ischinger zwraca uwagę, że Polska pełni dziś szczególną rolę w systemie bezpieczeństwa Zachodu. Jako państwo graniczne UE i NATO jest jednym z kluczowych filarów obrony wschodniej flanki. W jego ocenie sytuację Warszawy można porównać do roli, jaką Niemcy Zachodnie odgrywały w czasach zimnej wojny, czyli państwa frontowego, którego stabilność decyduje o bezpieczeństwie całego kontynentu.

Gest pojednania czy sprytny interes? Niemcy proponują darmowe czołgi dla Polski

W tym kontekście przekazanie sprzętu wojskowego miałoby być inwestycją w bezpieczeństwo wspólnoty euroatlantyckiej, a nie tylko jednostronnym gestem wobec Polski. Jako formę zadośćuczynienia za historyczne krzywdy Ischinger proponuje przekazanie łodzi podwodnej, korwetę lub kilka czołgów. Według niemieckiego dyplomaty Berlin, który znacząco zwiększył wydatki na obronność, mógłby bezpłatnie udostępnić Polsce uzbrojenie. Koszt takiego gestu byłby – jak podkreśla – inwestycją w długofalową stabilność polityczną i poprawę relacji z Warszawą.

Propozycja Ischingera może być odczytywana na kilka sposobów. Z jednej strony to pragmatyczne podejście do problemu, który od lat blokuje relacje polsko–niemieckie i powraca w kampaniach politycznych niczym bumerang. Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że taki ruch byłby dla Niemiec wygodny. Zamiast debaty o odszkodowaniach finansowych, Niemcy mogłyby zaproponować rozwiązanie, które wpisuje się w ich własną strategię zbrojeniową i budowę europejskiego systemu obrony.

Strach przed niemiecką dominacją wraca. Uzbrojenie dla sojuszników ma uspokoić Europę

Ischinger wskazuje też na rosnące obawy w Europie związane z szybkim wzrostem niemieckiego potencjału militarnego. Jego zdaniem przekazanie części sprzętu sojusznikom mogłoby rozwiać podejrzenia, że Berlin chce odgrywać dominującą rolę na kontynencie. Dyplomata zauważa, że w najbliższych latach Niemcy mogą wydawać na zbrojenia nawet dwukrotnie więcej niż Francja, co w niektórych krajach – także w Polsce – budzi historyczne lęki. Wspólne projekty zbrojeniowe i wsparcie dla partnerów miałyby być sposobem na pokazanie, że celem jest obrona Europy, a nie budowanie przewagi jednego państwa.

W szerszym kontekście Ischinger opowiada się za stworzeniem jednolitego europejskiego rynku zbrojeniowego z udziałem największych państw regionu – Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii, Polski i Włoch, a być może także Turcji. Jego zdaniem tylko w ten sposób Europa może zwiększyć swoją autonomię strategiczną i znaczenie w globalnej polityce. Jednocześnie krytykuje zasadę jednomyślności w polityce zagranicznej UE, uznając ją za nieskuteczną w czasach wojny. Jeśli reforma nie będzie możliwa, alternatywą – jak ocenia – może stać się "Europa dwóch prędkości".