Zgodnie z zapowiedziami rządu Donalda Tuska, rozpoczęły się prace zmierzające do odbudowy terenowych struktur Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, której funkcjonariusze mają skupić się między innymi na zwalczaniu obcych szpiegów. Szykuje się wiele zmian.

ABW szuka chętnych do łapania szpiegów

Jak informowała „Rzeczpospolita”, rząd planuje przywrócić do życia 10 delegatur ABW, które zlikwidowała poprzednia władza, a wszystko po to, aby pokryć kraj szczelną siecią kontrwywiadowczą. Nowe delegatury miałyby powstać w: Białymstoku, Bydgoszczy, Gdańsku, Katowicach, Krakowie, Lublinie, Łodzi, Poznaniu, Olsztynie, Opolu, Poznaniu, Radomiu, Rzeszowie, Szczecinie, Zielonej Górze i Wrocławiu.

Reklama

Problem jednak pojawił się z chwilą, gdy ABW zaczęła sondować, skąd wziąć pracowników do rozbudowywanych struktur, gdyż okazało się, że mało kto garnie się do tego, by zostać łowcą szpiegów. W ocenie specjalistów, którzy na działalności służb specjalnych zjedli zęby, nie jest to nowy problem, a droga do służb zawsze była otwarta.

- Ta ścieżka była zawsze otwarta i nikt jej nie zamykał. To nie tu jest problem i to nie jest tak, że nagle otwieramy podwoje i przyjmujemy, chyba że obniżymy poprzeczkę, standardy i będziemy robić statystykę. Pieniądze na to były, ale problemem jest to, że po prostu trzeba zmotywować ludzi, żeby im się chciało przychodzić do tej służby. I to ludzi, którzy mają odpowiednie predyspozycje i właściwości – mówi Forsalowi płk Grzegorz Małecki, były szef Agencji Wywiadu.

Teraz jednak, gdy czas nagli i nowe struktury przydałoby się uruchomić jak najszybciej, specjalista nie ma wątpliwości, skąd wziąć ludzi do pracy i jest zdania, że trzeba sięgnąć po doświadczonych oficerów, którzy z różnych powodów musieli pożegnać się ze służbą.

- I ci ludzie powinni wejść z marszu do służby, a młodzież powinna się przy nich uczyć. Bez jakiegoś programu przywracania tych funkcjonariuszy, którzy mają coś do zaproponowania, to się nie obejdzie – ocenia Grzegorz Małecki.

Praca jest, a chętnych brak

Jednak nawet gdyby władza zdecydowała się na taki ruch kadrowy i poprosiła o powrót do pracy starszą, doświadczoną już kadrę, to i tak pozostaje problem, skąd wziąć młody narybek. Młodzi ludzie, nawet mający predyspozycje do pracy w służbach, chętniej wybierają bardziej atrakcyjną pracę w sektorze cywilnym. W ocenie pułkownika Małeckiego, aby zmienić podejście młodych ludzi, konieczna jest zmiana systemu naboru, dostosowanie go do nowych czasów, oczekiwań nowych pokoleń i ich postrzegania świata. Ważne jest też zaufanie.

- Do tego potrzebny jest klimat zaufania do służby, zaufania do władzy, klimat bezpieczeństwa, stabilizacji służby, poczucia, że państwo stoi za takim funkcjonariuszem. Od lat mówię, że służby psuje się w ciągu tygodni, ale buduje latami. Władza musi stworzyć odpowiedni wizerunek służby, plus sama służba musi prowadzić długofalowo politykę wizerunkową, że to coś wartościowego, cennego i pożytecznego dla społeczeństwa i niosącego ze sobą jakąś wartość – mówi ekspert.

Kto może zostać łowcą szpiegów?

I nawet gdy już służby zaoferują młodym ludziom atrakcyjne pieniądze i skuszą ich, by pracować dla dobra państwa, to pozostaje jeszcze jedna kwestia – nie każdy nadaje się do tej pracy. Ekspert nie ma wątpliwości, że aby dobrze sprawdzić się w kontrwywiadowczej pracy, trzeba mieć niekiedy wyjątkowe predyspozycje.

- Muszą to być ludzie o otwartych umysłach, o umiejętnościach analitycznych, a jednocześnie o predyspozycjach psychofizycznych do działania w warunkach tajności. Do tego umiejący nawiązywać kontakty, zdyscyplinowani i umiejący słuchać, ale dodatkowo oddziaływać w pożądany sposób na rozmówcę – wylicza Grzegorz Małecki.

Ostrzega też, że jest to praca żmudna, wymagająca zweryfikowania wielu tropów, które mogą być zupełnie nietrafione, a do przeznaczona dla ludzi, którzy nie ulegają fantazjom i nie szukają sensacyjnych rozwiązań. Bywa też nudna.

- Trzeba czasem przysiąść i za kimś przez długi czas chodzić, a to też bywa nudne – wyznaje Grzegorz Małecki.