O zaskakujących propozycjach polityków państw bałtyckich, jakie miały paść w trakcie ubiegłotygodniowej Konferencji Lennarta Meriego w Tallinie, pierwszy doniósł niemiecki Der Spiegel. Zdaniem gazety, była to reakcja na powściągliwość władz Niemiec.

Chcą wysłać wojsko na Ukrainę. Sensacyjne doniesienia mediów

Przedstawiciele państw bałtyckich oraz Polski zarzucać mieli władzom Niemiec, że te znów zbyt asekuracyjnie podchodzą do propozycji pomocy wojskowej dla Ukrainy. Kraj ten sprzeciwiać ma się między innymi temu, aby pozwolić Ukraińcom na atakowanie zachodnią bronią celów w głębi Rosji, a wobec coraz ostrzejszej polityki Federacji Rosyjskiej i rysującej się przewagi jej wojsk na ukraińskim froncie, stanowisko Niemiec rozzłościło sojuszników.

Reklama

„Twierdzą, że jeśli Rosjanom uda się dokonać strategicznego przełomu na wschodniej Ukrainie, bo Zachód pomaga Kijowowi tylko połowicznie, sytuacja może się dramatycznie pogorszyć. W takim przypadku państwa bałtyckie i Polska nie będą czekać na rozmieszczenie wojsk rosyjskich na swoich granicach – ostrzegali politycy bałtyccy, ale sami wyślą wojska na Ukrainę. I było jasne, co to będzie oznaczać: NATO stanie się stroną wojny” – pisze Der Spiegel.

Wieści o tak ostrym stanowisku państw bałtyckich szybko dotarły na Ukrainę, a podchwyciły je nie tylko tamtejsze media, ale też politycy. W ocenie byłego ambasadora Ukrainy w Polsce Andrija Deszczycy, takie wsparcie wojskowe byłoby bardzo mile widziane.

- W takiej sytuacji każda pomoc jest bardzo dobra i u nas każde wspieranie Ukrainy jest bardzo dobrze odbierane. W wojsku ukraińskim, tak czy inaczej, służą ochotnicy z innych krajów, którzy walczą po naszej stronie, ale jeżeli sytuacja na froncie będzie zagrażać bezpieczeństwu Ukrainy, a to oznacza, że zagrozi też bezpieczeństwu Polski i krajów bałtyckich, i będzie zgoda tych państw na wysyłanie żołnierzy do Ukrainy, to zostanie przyjęte bardzo pozytywnie – mówi Forsalowi ambasador Deszczyca.

Wojna z Rosją. Generał Koziej: „Nieoficjalny udział pojedynczych grup żołnierzy”

Nie ma jednak wątpliwości, że oficjalne zaangażowanie się któregokolwiek kraju NATO w walkę militarną po stronie Ukrainy odczytane by było przez Rosję jako akt wypowiedzenia wojny. Tego zaś na razie nikt nie chce, a zdaniem ekspertów, podobne sensacyjne doniesienia mogą być specjalną rosyjską „wrzutką”.

- W przypadku takich doniesień dmuchałbym na zimne, czy te przecieki nie są jakąś prowokacją, aby zasiać zamieszanie wśród sojuszników. Nie bardzo sobie wyobrażam, aby takie mogło być stanowisko naszych przedstawicieli – ostrzega w rozmowie z Forsal.pl generał Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Nie wyobraża on sobie jednocześnie, aby na obecnym etapie wojny na Ukrainie polscy żołnierze pojawili się na froncie samodzielnie, choć nie mówi ostatecznego „nie”. Wskazuje, że są pewne precedensy, aby wydajniej pomóc Ukraińcom w walce, nie idąc jednocześnie na oficjalne wojenne zwarcie z Rosją.

- Czym innym jest nieoficjalny udział pojedynczych niewielkich grup żołnierzy, a nie mówię już o wojskach specjalnych, które na pewno gdzieś tam operują – mówi generał Koziej.

Misja pokojowa i polscy żołnierze nad Dnieprem?

Po stronie ukraińskiej zdają sobie sprawę z zachodnich dylematów, ale są zdania, że oficjalne prawo można jakoś obejść. Ambasador Deszczyca zwraca uwagę, że nawet wysłanie jakiejś formy misji pokojowej byłoby już dla jego kraju wyrazem dużego wsparcia.

- Nawet jako misja pokojowa, to będzie gest wsparcia, bo to będzie nie tylko obecność fizyczna, ale też jeszcze większe wzmocnienie tej koalicji demokratycznej, która już działa. Bo wysyłanie broni do Ukrainy, tworzenie koalicji przeciwlotniczych, czy przeciwpancernych już miało miejsce w przeszłości, a teraz będzie jeszcze większe wzmocnienie tej koalicji, jeżeli zostaną wysłane wojska i to w różnych rodzajach misji - przekonuje Andrij Deszczyca.

W podobnym tonie kilka tygodni wcześniej wypowiadał się już francuski prezydent, jednak jego wizja wysłania wojsk na ukraiński front nie spotkała się ze strony zachodnich polityków z pozytywnym przyjęciem. Patrząc jednak na pomysł zmontowania koalicji i wysłania misji pokojowej, eksperci już są mniej stanowczy i nie wykluczają, że jest to jakieś rozwiązanie. Stawiają jednak konkretne warunki.

- Misja pokojowa musiałaby mieć jakiś mandat, na przykład ONZ, czy NATO, a nawet Unii Europejskiej. Pamiętajmy, że przecież takie precedensy były, kiedy nie można było wypracować decyzji ONZ, podobnie jak teraz, bo przecież Rada Bezpieczeństwa zawsze będzie miała weto Rosji, czy Chin. Natomiast swego czasu NATO zadziałało w Jugosławii bez takiego mandatu. Jako minimum ja bym uważał pewną koalicję ad hoc w ramach NATO, niekoniecznie całego Sojuszu, ale jakiejś koalicji państw, która by mogła tam działać – ocenia generał Stanisław Koziej.

Na doniesienia zachodnich mediów na razie nie zareagowali polscy politycy, choć wcześniej wielokrotnie dawali do zrozumienia, że nie ma obecnie możliwości, aby polscy żołnierze pojawili się nad Dnieprem.