Polska firma ratuje USA. Może też zmienić losy wojny na Ukrainie

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
25 lipca 2024, 11:11
[aktualizacja 25 lipca 2024, 15:01]
Amunicja kalibru 155 mm
Polska firma ratuje USA. Może też zmienić losy wojny na Ukrainie/ShutterStock
Polska firma zbrojeniowa ma szansę uratować zachodnią produkcję amunicji artyleryjskiej, której tak brakuje na ukraińskim froncie. Już dziś bez niej USA nie mogłyby produkować jednej ze swych sztandarowych bomb lotniczych, a jak ujawniają amerykańscy eksperci, tylko w Polsce nie zaniechano jeszcze takiej produkcji i szacują, że mogłaby zabezpieczyć dostawy dla nawet 1 mln pocisków dla Ukrainy.

Wojna na Ukrainie jasno pokazała, że Zachód się mylił, a używana na froncie broń nijak ma się do zachodnich planów, w myśl których przyszły konflikt zbrojny miał być starciem nowoczesnych technologii. I tu, jak z kapelusza, wyskakuje pewna polska firma, która nie zapomniała, jak robić coś, o czym Zachód zapomniał.

Dramat na ukraiński froncie. Polska firma idzie na ratunek

Na kluczową rolę pewnej państwowej, polskiej firmy zbrojeniowej zwrócili uwagę zachodni analitycy, cytowani przez Agencję Reutersa. A stało się to przy okazji opisywania problemów, jakie USA oraz Europa mają z zapewnieniem wystarczającej liczby pocisków artyleryjskich kalibru 155 mm, których tak ostatnio brakuje Ukrainie. W oczach fachowców, podstawowym błędem Zachodu, który swój początek miał kilkanaście lat temu, było przeświadczenie, że przyszła wojna nie będzie wymagała tak wielkiego użycia siły artyleryjskiej, a w przekonaniu tym decydentów utwardziły asymetryczne wojny z terroryzmem.

Na afgańskiej, czy irackiej pustyni nikt nie potrzebował bowiem setek tysięcy pocisków artyleryjskich, a sprawę załatwiały szybkie i precyzyjne uderzenia sił specjalnych. Na Ukrainie jednak czas zaczął się cofać i znów, by osiągnąć na froncie przewagę, trzeba zasypywać przeciwnika tonami amunicji, której Zachód, a nawet USA nie są w stanie szybko wyprodukować. Jak podaje Reuters, jednym z powodów, dla których produkcja nie jest możliwa, było przestawienie się państw Zachodu na nowoczesne prochy i ładunki miotające i niemal całkowite odrzucenie wiekowego i sprawdzonego TNT, czyli trotylu. Jego fabryki sukcesywnie likwidowano i gdy nagle pojawił się pomysł, aby wrócić do starszych, ale wydajnych metod produkcji, okazało się, że brakuje dostawców jego kluczowego składnika. I tu właśnie na scenę wkracza bydgoski Nitro Chem.

Wielkie braki trotylu. USA na łasce polskiej firmy

W ocenie analityków Reutersa, polska firma jest jedyną w Europie, która nie zrezygnowała z produkcji TNT – materiału tak obecnie potrzebnego przy planowaniu przestawienia produkcji zbrojeniowej na starsze technologie.

„W Niemczech zamknięto ostatnią fabrykę TNT, Schönebeck nad Łabą, w 1990 roku. W Wielkiej Brytanii w 2008 roku zamknięto fabrykę TNT w Bridgewater w Somerset. Była to ostatnia z co najmniej czterech fabryk TNT w tym kraju, działających od czasów II wojny światowej” – podaje Reuters.

Szacunki wskazują, ze bydgoska firma jest w stanie rocznie wyprodukować około 10 tys. ton TNT, ale jak się okazuje, większość i tak idzie na eksport. Od dawna bowiem polski producent jest oczkiem w głowie amerykańskiej machiny wojennej.

- Ten nasz trotyl Amerykanie wykorzystują w bombach MK 82, a to jest typowa bomba lotnicza. Stara jak świat, którą Amerykanie unowocześnili, teraz stała się podstawą do stworzenia precyzyjnych bomb dla lotnictwa i nasz trotyl im pasuje – mówi Forsalowi Mariusz Cielma, redaktor naczelny Nowej Techniki Wojskowej.

Bez polskiej firmy USA nie zrobi bomby

A to dopiero początek kłopotów, bowiem oprócz Polski, największymi producentami TNT są Chiny oraz Indie, a raczej nie ma się co spodziewać, aby te kraje chętnie rozpoczęły militarną współpracę z Zachodem. Ten zaś, nie mając innego wyjścia, już wycofuje się ze stosowania w pociskach artyleryjskich nowoczesnych ładunków miotających, a fakt ten potwierdziła Reutersowi amerykańska armia.

„Nieoczekiwane wydarzenia na świecie i koszt IMX skłoniły armię do porzucenia IMX-101 i użycia TNT, który jest tańszy. Wieloletnie stosowanie IMX spowolniło tempo produkcji, tak że obecnie produkcja artylerii jest o 25 proc. „wyższa przy użyciu TNT niż IMX” – przyznaje US Army.

Produkcja polskiego zakładu w większości i tak trafia do USA, gdzie TNT jest obecnie na wagę złota. Czy jest zatem szansa, aby w niedalekiej przyszłości stała się oczkiem w głowie polskiego przemysłu zbrojeniowego?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Wojtek Kubik
Wojciech Kubik
Dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej specjalizujący się w tematyce obronności i bezpieczeństwa.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraPolska firma ratuje USA. Może też zmienić losy wojny na Ukrainie »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj