"Przed wyborami do PE prezes PiS Jarosław Kaczyński zażądał, żeby kandydaci wpłacili na kampanię partii i swoją własną. Z wpłat czołowych polityków i ich rodzin PIS zebrał ponad milion złotych" - pisze w poniedziałkowym wydaniu "GW". Jak podaje gazeta, po jesiennych i wiosennych wyborach "PiS zaczął szukać pieniędzy na trzecią kampanię.

"Stąd decyzja Jarosława Kaczyńskiego, by europosłowie, którzy są najlepiej wynagradzanymi politykami, zrzucili się na kampanię partii" - informuje "GW" i przypomina, że w ciągu pięcioletniej kadencji każdy z europosłów otrzymuje ponad 7,5 tys. euro miesięcznie oraz zwrot kosztów podróży i dodatkowe środki na prowadzenie biura, noclegi.

"Jednak nie wszystkim, którzy wsparli hojnie partię, udało się zdobyć mandat. Jacek Kurski, chociaż drugi na liście, miał dopiero szósty wynik na Mazowszu. Nie pomogły billboardy, śpiewy disco polo z Zenkiem ani wsparcie Beaty Szydło" - podaje gazeta. Przed kampanią i wyborami do PE Kurscy mieli wpłacić po 200 tys. zł na konto partii.

Na fundusz wyborczy danej partii każdy zgodnie z przepisami może wpłacić 25-krotność minimalnego wynagrodzenia w Polsce, czyli ok. 106 tys. zł. Maksymalna wysokość wpłaty na tzw. bieżący rachunek partii jest określona na 15-krotność minimalnego wynagrodzenia w Polsce - ok. 63 tys. zł. (PAP)

Reklama

autor: Maciej Replewicz