Tego dnia niewiadome były dwie: wytrzymałość lodu oraz postawa Litwinów. Ten pierwszy pokrywał Dźwinę warstwą odpowiedniej grubości, jednak artyleria mogła go skruszyć, a dział w Dyneburgu nie brakowało. Jeśli zaś chodzi o Litwinów, to ich stosunek do Polski – przy sporze o Wileńszczyznę – był wrogi, zaś ich relacje z Łotyszami zaogniał konflikt o szeroki pas ziemi na całej długości granicy między oboma państwami.

W grudniu 1919 r. w pasie tym pojawiło się polskie wojsko, co mogło sprowokować Litwinów do uderzenia. Ryzyko było spore, a jednak 3 stycznia 1920 r. gen. Edward Śmigły-Rydz wydał rozkaz ataku. O godz. 5.30, pod osłoną mroku, armie polska i łotewska rozpoczęły szturm Dyneburga.

Rozpoczęła się operacja o kryptonimie „Zima”.

Szybkie zwycięstwo

Litwini nie uderzyli, lód wytrzymał – a mimo to walka była koszmarna. Początek 1920 r. był wyjątkowo mroźny. Późniejszy pisarz, a wówczas żołnierz Stanisław Strumph-Wojtkiewicz wspominał, że tego ranka było dobrze poniżej minus 30 stopni Celsjusza. Zamarzały zamki karabinów, ich lufy pękały po wystrzale, pod działami trzeba było rozpalać ogień. A jakby tego było mało, rozpoczęła się śnieżyca i atakujący zapadali się w zaspy sięgające nawet po pas. Śmigły-Rydz i towarzyszący mu gen. Stanisław Szeptycki obserwowali szturm z baszty zamku w Kałkunach – i mieli powody do obaw.

Polacy mieli jednak znaczną przewagę liczebną, zaś szturm przeprowadzono z zaskoczenia – w walce na bagnety opanowano dworzec i cytadelę, zaś ogniem odparto dopiero rosyjski kontratak. Niemal bez wystrzału, bijąc się głównie wręcz, zajęto strategicznie panującą nad miastem Złotą Górę. „Ze szczytu góry ostrzelano doskonale widoczne na śniegu tyraliery sowieckie, zmuszając je do bezładnego odwrotu” – pisał historyk Janusz Odziemkowski. Do godz. 15 Dyneburg był zdobyty. O tym, jak sprawnie przeprowadzono szturm, najwięcej mówią liczby. Polacy stracili 21 żołnierzy, Rosjanie – 300, a dobrze ponad drugie tyle dostało się do niewoli.

>>> Czytaj też: Heroizm Finów przyniósł im ocalenie przed Armią Czerwoną 

Śmigły-Rydz wjechał do miasta i natychmiast wydał przygotowaną wcześniej odezwę: „Wojska polskie przekroczyły Dźwinę i weszły do Dyneburga celem oswobodzenia wraz z wojskami łotewskimi miasta i kraju od anarchii, w jaką wtrącił was rząd bolszewicki. Przybywamy jako sprzymierzeńcy państwa łotewskiego, rządu i mieszkających tu Polaków”.

Dość zabawnie w kontekście tych wydarzeń zabrzmiał wydrukowany tego dnia we francuskim „Le Journal de Pologne” wywiad z Józefem Piłsudskim, w którym przekonywał, że na froncie polsko-bolszewickim podejmujemy tylko działania obronne. Zabawnie tym bardziej, że Polacy nie poprzestali na Dyneburgu: dwa tygodnie później wraz z Łotyszami odbili Pytałowo oraz Kārsavę, zaś do końca miesiąca jednostki polskie przekroczyły Dryssę. „Teraz bitwa za bitwą, aż nuży ta monotonia – pisał Władysław Broniewski, przyszły poeta. – Zdarzyło mi się walczyć przez kilka godzin z 6 pułkiem, rzecz prosta przez omyłkę”. Natarcie zatrzymało pod koniec stycznia podpisanie przez Rygę rozejmu z Moskwą. W tym momencie Łotwa stawała się państwem już nie tylko niepodległym, ale też kompletnym.

W ostatniej chwili, bo kraj był w katastrofalnym stanie. Po I wojnie światowej, po okupacji niemieckiej oraz bolszewickiej nie brakowało przypadków śmierci głodowej, szerzyły się choroby. Stan państwa oddał komisarz Łatgalii, prowincji, o którą toczyła się wojna: „W Dyneburgu wszystko jest zrujnowane przez bolszewików (…). Dzięki gospodarce bolszewickiej ludność tak się wygłodziła, że niezbędny jest jak najprędszy dowóz produktów. Znaczną pomoc okazali Amerykanie. Spodziewam się, że w najbliższym czasie będziemy mogli rozpocząć odżywianie ludności na szeroką skalę. Tu pragnę zaznaczyć, że dowództwo polskie przesłało nam produkty w drodze pożyczki”.

Było to tym bardziej szokujące, że od początków XIX w. Łotwa, podobnie jak Estonia, należały do najbogatszych i najszybciej rozwijających się prowincji imperium rosyjskiego. Bolszewikom wystarczyły miesiące, by obrócić je w ruinę.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP