Każdy biskup i arcybiskup w Polsce ukrywał pedofilię?

Do 2007 r. chyba każdy, po 2007 r. większość, po 2013 r. pewnie pół na pół, a po 2016 r. – radykalnym zaostrzeniu przepisów przez papieża Franciszka – niewielu. Oczywiście jeśli ukrywanie rozumiemy jako nieprzesyłanie do Watykanu dokumentów dotyczących księży pedofilów.

Jakich dokumentów?

Świadectw ofiar. Od 2001 r. istnieje w Kościele prawny obowiązek przekazywania do Watykanu informacji o przestępstwach pedofilskich księży. Jeśli biskup lub przełożony zakonny dowie się choćby o prawdopodobieństwie nadużycia seksualnego wobec osoby nieletniej księdza czy zakonnika, musi niezwłocznie przeprowadzić wstępne dochodzenie i potem przesłać dokumenty do sekcji dyscyplinarnej watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary. W latach 2005–2013 za tak rozumiane tuszowanie pedofilii papież Benedykt XVI zdymisjonował ok. 80 biskupów.

Żadnego w Polsce. Ksiądz studiował w Rzymie. Kiedy ksiądz się zorientował, że Kościół zaczyna coś wspominać o problemie pedofilii?

Przełom w moim życiu nastąpił 22 lata temu. Od 27 czerwca do 18 lipca 1998 r. uczestniczyłem w Rzymie w kursie formacyjnym zorganizowanym przez Stolicę Apostolską dla rektorów i wykładowców seminariów duchownych. W ramach tego szkolenia mogłem słuchać m.in. wykładu kard. Josepha Ratzingera, ówczesnego prefekta Kongregacji Nauki Wiary. Ważne słowa skierował do uczestników kursu kard. Darío Castrillón Hoyos, pochodzący z Kolumbii prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa, który mówił m.in. o wielkim problemie pedofilii w Kościele katolickim.

Ale co mówił? Przyglądajcie się, sprawdzajcie?

Nie, raczej: kiedy wrócicie do swoich seminariów, koniecznie się tym zajmijcie, bo to decyduje o przyszłości Kościoła katolickiego. Proszę sobie wyobrazić taką sytuację: robię doktorat z filozofii na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie, pod koniec studiów mieszkam przez rok w malowniczej Umbrii i nasycam się niezwykłym pięknem tego regionu Włoch. Wracam do Polski i w 1998 r. zostaję wykładowcą w seminarium duchownym w Płocku, a rok później obejmuję funkcję prorektora do spraw wychowawczych na tej uczelni. Zaczynam otwarcie mówić o pedofilii, molestowaniu seksualnym, tożsamości seksualnej, homoseksualizmie. Na początku nie wiedziałem, że zderzę się z wielką i twardą górą lodową. Kompletnie nie znałem skali tych problemów na Mazowszu i w całej Polsce. Trochę nieświadomie otworzyłem puszkę Pandory. Szybko okazało się, że jeden z moich poprzedników na stanowisku prorektora do spraw wychowawczych wykorzystywał seksualnie młodych chłopców. O tym wielkim skandalu pisały media ogólnopolskie w 2007 r. W internecie są dostępne obszerne opracowania, które zostały wówczas opublikowane m.in. na łamach „Rzeczpospolitej”, „Gazety Wyborczej”, tygodnika „Wprost”.

Co się teraz z nim dzieje?

Pracuje duszpastersko na Mazowszu, ale nie sprawuje żadnej funkcji kościelnej. Głosi kazania, spowiada, udziela komunii świętej.

Dzieciom też?

Pewnie też. I chyba większości ludzi jest wszystko jedno. Dominuje obojętność i święty spokój. Gdy pod koniec lat 90. zaczynałem wojnę z pedofilią, jednym z największych problemów był brak pisemnych świadectw ofiar. Prawie nikt nie chciał poruszać tego tematu. Strach paraliżował. Nikt nie chciał narazić się władzy kościelnej. Po kilku latach brutalnych sporów w wieku 39 lat wylądowałem na pewien czas w domu księży emerytów.

Cały wywiad z ks. Andrzejem Kobylińskim przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP