W przeciwieństwie do szkół uczelnie wyższe nie przewidują od nowego roku akademickiego masowych powrotów studentów do sal wykładowych i opracowują różne scenariusze swojego funkcjonowania w dobie pandemii (pisaliśmy o tym: „Uczelnie przygotowują się do drugiej fali zachorowań”, DGP nr 150/2020). Najwięcej zamierza wdrożyć model mieszany. Niedawno do tej grupy dołączyły m.in. Uniwersytet Warszawski, który planuje wykłady w formie zdalnej, a zajęcia praktyczne w małych grupach – tradycyjnej, Politechnika Wrocławska, gdzie stacjonarnie będą odbywać się przede wszystkim laboratoria i zajęcia wf, a zdalnie wykłady i lektoraty, czy Uniwersytet Śląski, na którym mają obowiązywać podobne reguły.

Kłopotliwa infrastruktura

Reklama
To jednak niejedyny aspekt działalności uczelni, który trzeba dostosować do wymuszonej przez epidemię sytuacji. Odrębnym wyzwaniem są m.in. stołówki, bary czy akademiki.
W przypadku usług gastronomicznych szkoły starają się iść najemcom na rękę.
– W ubiegłym semestrze zaproponowaliśmy, że czynsz w czasie epidemii będzie wynosił 2 zł za mkw., czyli pokrywał tylko podatek od nieruchomości za wykorzystywany lokal, który uczelnia musi płacić. Chcemy, aby było to kontynuowane w przyszłym semestrze – mówi Jacek Szymik-Kozaczko, rzecznik prasowy Uniwersytetu Śląskiego.
Upust w opłatach dla najemców kantyn stosują też Uniwersytet Warszawski, Uniwersytet Łódzki czy Szkoła Główna Handlowa w Warszawie.
Bardziej złożona jest natomiast kwestia zakwaterowania w domach studenckich. Po pierwsze zmniejsza się liczba chętnych, po drugie wymogi sanitarne zwiększają koszty ich prowadzenia.
– Spodziewamy się, że ze względu na wprowadzenie hybrydowego modelu kształcenia zainteresowanie zamieszkaniem w akademiku może być mniejsze. Nie każdemu będzie się opłacało przenosić do innego miasta, gdy w tygodniu ma np. jedne zajęcia stacjonarnie – wskazuje Jacek Szymik-Kozaczko.
Jak dodaje, od połowy marca, czyli od czasu gdy zaczęły być wprowadzane różne restrykcje w związku z epidemią, do końca czerwca straty uczelni, związane m.in. ze zmniejszonymi wpływami z opłat za wynajem pokoi w akademikach czy dodatkowymi kosztami zapomóg wypłacanych studentom w trudnej sytuacji mieszkaniowej przekroczyły już 1 mln zł. – Natomiast za okres wakacji (lipiec, sierpień, wrzesień) prognozujemy, że będzie to strata rzędu 826 tys. zł – podkreśla rzecznik. Jak jednak zastrzega, uczelnia nie zdecydowała się w związku z tym na podniesienie opłat.

Bezpieczeństwo na pierwszym miejscu

Wszystko wskazuje jednak na to, że studenci, którzy zdecydują się na zamieszkanie w akademiku, będą mogli czuć się bezpiecznie. Każda uczelnia podjęła bowiem działania, które mają zminimalizować ryzyko zakażenia.
– Od początku pandemii obowiązują zasady sanitarne zgodne z wytycznymi GIS. Rozwieszono plakaty informujące mieszkańców o zaleceniach służb sanitarnych dotyczących higieny osobistej oraz zachowania bezpiecznego odstępu. Części wspólne zostały w marcu wyłączone z użytkowania. Personel monitoruje czystość obiektów, a powierzchnie często dotykane, np. klamki czy przyciski w windach, są dezynfekowane. Pracownicy zostali wyposażeni w środki ochrony osobistej. Reżim sanitarny będzie utrzymywany tak długo, jak długo będzie zalecany przez sanepid– wskazuje Katarzyna Łukaszewska z Biura Prasowego UW.
W domach studenckich SGH zmniejszono liczbę miejsc w pokojach.
– Dwuosobowe będą „jedynkami”, natomiast w pokojach trzy- i czteroosobowych będą mogły mieszkać po dwie osoby. Obowiązują również ścisłe reguły sanitarne, takie jak noszenie maseczek w kuchniach, na korytarzach oraz w innych ogólnodostępnych pomieszczeniach. W najbardziej uczęszczanych miejscach umieszczono dozowniki z płynem do dezynfekcji – mówi Andrzej Jaszczuk, dyrektor Działu Promocji i Rekrutacji SGH.
Na Politechnice Wrocławskiej będą również wyznaczone miejsca izolacji dla mieszkańców, którzy ze względów zdrowotnych będą musieli być odseparowani.
Podobnie sytuacja wygląda w domach studenckich Uniwersytetu Łódzkiego.
– Mieszkając w nich, trzeba będzie dostosowywać się do aktualnych obostrzeń: nie zapraszać osób z zewnątrz, zachowywać reżim sanitarny, każdorazowo wracać do akademika na noc – mówi Paweł Śpiechowicz, rzecznik prasowy Uniwersytetu Łódzkiego.
Jak wyjaśnia, na razie jest zgoda na zakwaterowanie w placówkach z pokojami dwuosobowymi. – Są to akademiki, gdzie łazienka jest w pokoju. Pokoje trzyosobowe i te z łazienką na korytarzu są wyłączone z użytku – mówi rzecznik UŁ. Jednocześnie przyznaje, że zainteresowanie, jak co roku, jest spore ze względu na atrakcyjne ceny – maksymalnie 440 zł za osobę.
Podkreśla, że warunki zakwaterowania i pobytu będą konsultowane z sanepidem, zgodnie ze środowiskowymi wytycznymi MNiSW. – Ministerstwo zapowiedziało, że ukażą się nowe wytyczne, jeszcze w sierpniu. Czekamy na nie – dodaje.

Wymierne straty

Niezależnie od popytu na miejsca w domach studenckich, uczelnie muszą się liczyć z problemami finansowymi. – Z uwagi na obostrzenia związane z koronawirusem i remont jednego z akademików dysponujemy 700 miejscami mniej niż zazwyczaj, więc tym samym mniejszy będzie tutaj przychód – wskazuje Paweł Śpiechowicz.
Podobnie jest na Politechnice Wrocławskiej. Jak podkreśla jej rzeczniczka Agnieszka Niczewska, na razie zainteresowanie się nie zmniejszyło znacząco, jednak zmniejszenie liczby osób zakwaterowanych w domach studenckich na pewno odbije się negatywnie na ich finansach, podobnie jak odwołanie konferencji, targów i wydarzeń. Dużą niewiadomą, jak zaznacza, są programy wymian międzynarodowych. – Straty będzie można oszacować na początku IV kwartału – zapowiada. ©℗
Choć uczelnie ponoszą straty związane z pustymi domami studenckimi, nie chcą podnosić opłat
Gdzie mieszkają studenci