- Tusk: "Sprawę uważam za zamkniętą"
- Co zakładała reforma PIP?
- Dlaczego Tusk wycofał reformę? Krytyka RCL
- Ministerstwo pracy broniło projektu
- Czarzasty: "Jeżeli tymi drzwiami nie można, to wejdziemy oknem"
Tusk: "Sprawę uważam za zamkniętą"
Premier Donald Tusk oświadczył we wtorek na konferencji w Paryżu, że podjął decyzję o niepodejmowaniu dalszych prac nad reformą Państwowej Inspekcji Pracy.
– Ja uważam, że jakby przesadna władza dla urzędników, którzy będą decydowali o tym, jak się kto zatrudnia, byłaby bardzo destrukcyjna dla bardzo wielu firm i mogłaby także oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi. Tak wynika z mojej analizy – powiedział Tusk.
Premier dodał, że w sposób bardzo twardy i z uzasadnionymi emocjami tłumaczył ministrom, dlaczego widzi ryzyka związane z projektem.
– Podjąłem decyzję, żeby nie kontynuować pracy nad tego typu reformą. Tak że sprawę uważam z mojego punktu widzenia za zamkniętą – oświadczył szef rządu.
Co zakładała reforma PIP?
Projekt ustawy o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, który na początku grudnia został przyjęty przez Stały Komitet Rady Ministrów, zakładał szereg kontrowersyjnych zmian.
Przekształcanie umów cywilnoprawnych w umowy o pracę
Najgłośniejszym punktem reformy było nadanie okręgowym inspektorom PIP uprawnienia do przekształcania umów cywilnoprawnych (umów o dzieło, zleceń czy B2B) w umowy o pracę. Jak zaznaczył Tusk, w wersji skrajnej odbywałoby się to bez pytania o zgodę zarówno pracodawcy, jak i pracobiorcy.
Od decyzji okręgowego inspektora przysługiwałoby odwołanie do Głównego Inspektora Pracy, a ostateczną instancją byłby sąd pracy.
Wymiana danych między instytucjami
Projekt przewidywał wymianę informacji i danych między ZUS, PIP i Krajową Administracją Skarbową na potrzeby kontroli i analizy ryzyka. Miało to umożliwić skuteczniejsze wykrywanie nadużyć w zatrudnieniu.
Kontrole zdalne i cyfryzacja
Reforma zakładała wprowadzenie zdalnych kontroli z wykorzystaniem urządzeń technicznych, elektronicznej dokumentacji sporządzanej podczas kontroli, oraz protokołów kontroli w formie cyfrowej.
Wyższe kary dla pracodawców
Projekt wprowadzał rozwiązania w zakresie wysokości kar grzywny za wykroczenia przeciwko prawom pracownika. Miały one pełnić funkcję odstraszającą dla pracodawców nieprzestrzegających przepisów prawa pracy.
Nowe obowiązki Głównego Inspektora Pracy
Reforma nakładała na Głównego Inspektora Pracy obowiązek opracowania wieloletniej strategii budowania zdolności i poprawy warunków pracy PIP. Chodziło szczególnie o sprostanie wyzwaniu nieobsadzonych wakatów i wprowadzenie narzędzi informatycznych na potrzeby skutecznych kontroli.
Projekt zakładał także utworzenie międzyinstytucjonalnego zespołu zadaniowego z udziałem Głównego Inspektora Pracy, prezesa ZUS i szefa KAS w celu zwiększenia skuteczności kontroli.
Dlaczego Tusk wycofał reformę? Krytyka RCL
Decyzja premiera nie była przypadkowa. Projekt wywołał ostrą krytykę, szczególnie ze strony przedsiębiorców i Rządowego Centrum Legislacji.
Rządowe Centrum Legislacji: naruszenie konstytucji
RCL w uwagach do projektu napisało wprost, że regulacja narusza konstytucyjne zasady, takie jak Swoboda prowadzenia działalności gospodarczej, Wolność wyboru i wykonywania zawodu, oraz wyboru miejsca pracy.
Ministerstwo pracy broniło projektu
W odpowiedzi na krytykę resort pracy podkreślił, że projekt nie wprowadza arbitralnego naruszania swobody prowadzenia działalności gospodarczej, lecz precyzuje procedurę wykrywania i korygowania nadużyć w zakresie stosowania umów cywilnoprawnych w miejsce stosunku pracy.
Według ministerstwa, za wprowadzeniem nowego uprawnienia dla inspektorów przemawia skala zjawiska zawierania umów cywilnoprawnych zamiast umowy o pracę, czemu bezwzględnie należy przeciwdziałać.
Przedsiębiorcy przeciw, związki za
Reforma wzbudziła ostrą dyskusję. Przeciwko zmianie byli przedsiębiorcy, obawiający się nadmiernej ingerencji państwa w prowadzenie działalności. Broniły jej związki zawodowe, wskazujące na skalę nadużyć w stosowaniu umów cywilnoprawnych.
Czarzasty: "Jeżeli tymi drzwiami nie można, to wejdziemy oknem"
Decyzja premiera wywołała natychmiastową reakcję koalicjanta. Marszałek Sejmu i lider Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty zapowiedział w środę w Radiu Zet, że Lewica nie odpuści tematu.
– Ja nie odczytuję decyzji premiera jako końca prac nad tą ustawą. Według mnie premier powiedział, że nie godzi się na proponowane rozwiązania „w tym kształcie", dlatego należy zaproponować inne – powiedział Czarzasty.
Lider Lewicy zapowiedział, że w środę wieczorem spotka się z premierem Tuskiem, aby rozmawiać m.in. o reformie PIP.
– Jeżeli ten wariant, jeżeli tymi drzwiami nie można wejść, to wejdziemy z tą sprawą oknem – zadeklarował Czarzasty.
Lewica nie rezygnuje z walki z umowami śmieciowymi
Czarzasty podkreślił, że Nowa Lewica na pewno się nie zgodzi na dalszy kształt funkcjonowania umów śmieciowych i będzie dążyć do tego, by je zlikwidować.
– Nie szukam żadnej zwady z premierem ani z rządem. Wśród koalicjantów są różne podejścia do różnych spraw. Ja to akceptuję – dodał lider Lewicy.
Zapewnił też, że nawet jeśli premier nie zgodzi się na żadną reformę PIP, Nowa Lewica nie wyjdzie z koalicji rządzącej.
– Nie biorę tego pod uwagę – odpowiedział na pytanie o możliwość opuszczenia koalicji.
Lewica zapowiada nowe propozycje
Czarzasty zapowiedział, że Lewica przedstawi własne rozwiązania w sprawie reformy PIP. Na razie nie podał szczegółów, jak miałyby wyglądać te propozycje.
Rzecznik Nowej Lewicy Łukasz Michnik potwierdził PAP, że rozmowa Czarzastego z premierem ma odbyć się w środę wieczorem.
Reakcje: pracodawcy zadowoleni, związki rozczarowani
Organizacje przedsiębiorców od początku ostro krytykowały projekt. Wycofanie reformy spotka się zapewne z ich zadowoleniem, choć na razie brakuje oficjalnych komentarzy.
Przedsiębiorcy argumentowali, że projekt dawał inspektorom zbyt dużą władzę i mógł doprowadzić do nadużyć oraz arbitralnych decyzji.
Dla związków zawodowych, które od lat postulują walkę z umowami śmieciowymi, decyzja premiera to porażka. Związkowcy argumentują, że bez uprawnień do przekształcania umów PIP pozostaje bezsilna wobec nadużyć pracodawców.
Decyzja Tuska pokazuje, że w koalicji brak jednomyślności w kwestii reform rynku pracy. Nowa Lewica chce radykalnych zmian, pozostali koalicjanci są ostrożniejsi.
Kontekst: skala zjawiska umów śmieciowych
Ministerstwo Pracy argumentowało za reformą, wskazując na skalę nadużyć w stosowaniu umów cywilnoprawnych. Według danych resortu setki tysięcy osób pracuje na umowach cywilnoprawnych, mimo że faktyczny charakter stosunku przypomina umowę o pracę. Pracodawcy unikają w ten sposób płacenia składek ZUS, urlopów i innych świadczeń pracowniczych. Obecne przepisy nie dają PIP skutecznych narzędzi do walki z tym zjawiskiem
Z drugiej strony przedsiębiorcy argumentują, że umowy cywilnoprawne są często wybierane dobrowolnie przez pracobiorców, którzy cenią elastyczność i wyższe zarobki na rękę.
Polityczna porażka czy przemyślana decyzja?
Decyzja Tuska o wycofaniu reformy PIP to jedno z bardziej kontrowersyjnych posunięć obecnego rządu. Dla premiera oznacza ona uniknięcie ryzyka utraty poparcia przedsiębiorców i możliwych problemów gospodarczych. Natomiast dla pracowników to powrót status quo, który zdaniem związków zawodowych nie chroni skutecznie przed nadużyciami.
Czy temat wróci? Czarzasty zapowiada, że tak. Ale czy Tusk się zgodzi na jakąkolwiek wersję reformy PIP, pozostaje wielką niewiadomą.