Coaching nie naprawi relacji z szefem. Chodzi o efekty pracy i wydajność [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
10 lipca 2020, 21:30
Szef, pracodawca i pracownik w jednym
<p>Szef, pracodawca i pracownik w jednym</p>/Shutterstock
Część firm upatruje w pandemii szansy na rozwój i widzi nowe możliwości rekrutacyjne, bo jest większa dostępność pracowników - mówi Anna Leśnikowska-Jaros, psycholog biznesu, certyfikowany trener, HR konsultant.

Czy można działać w biznesie bez znajomości psychologii i mechanizmów, które kierują naszym zachowaniem?

Nie, chyba że jest to nieuświadomiona kompetencja, czyli coś, co nazywamy talentem. Działać w biznesie i ominąć psychologię to tak, jakby prowadzić samochód i ignorować prawa fizyki.

W jakich obszarach wiedza z psychologii jest najbardziej przydatna?

Tego jest bardzo dużo, ale spróbujmy włożyć to do trzech worków. Pierwszym jest zarządzanie zasobami ludzkimi, czyli po prostu kierowanie pracownikami; drugim obsługa klienta, negocjacje i sprzedaż; trzecim – marketing. W każdym z tych worków są kieszenie, czyli kolejne obszary warte wsparcia psychologa. Dla przykładu w zarządzaniu zasobami ludzkimi jest strefa przywództwa, rekrutacji i selekcji pracowników, budowania zespołu, a potem zaangażowania w pracę, motywowania. Do tego dochodzą interwencje w sytuacje trudne, mediacje, zarządzanie zmianą.

I przedsiębiorca zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę? Wie, że musi szkolić zespół, by jego firma miała lepsze wyniki?

Jeżeli mówimy o dużej organizacji, z rozbudowanym działem HR, to prezes nie wchodzi w takie szczegóły. On oczekuje wyników na poziomie celów strategicznych, nie do końca interesują go drogi, jakimi się je osiąga.

Kiedy w Polsce pracodawcy zaczęli dostrzegać, że do osiągnięcia pełnego potencjału firmy i satysfakcji pracowników przyda się wsparcie psychologa?

Kiedy zaczął raczkować w Polsce kapitalizm i coraz więcej międzynarodowych firm zaczęło u nas inwestować, to wraz z nimi przyszły szkolenia. Na początku bardzo ekskluzywne. Zdarzało się, że za dzień szkolenia trzeba było zapłacić ok. 2 tys. dol. Równolegle pojawił się temat rekrutacji, czyli wybierania z rynku pracy osób, które mają największy potencjał i największe doświadczenie, oraz motywowania pracowników. Gdy pod koniec lat 90. zaczęłam pracować w jednej z pierwszych firm doradztwa personalnego, nasze usługi kupowały już nie tylko firmy z kapitałem zagranicznym, lecz także te rodzime, polskie. Oczywiście firmy zagraniczne miały większą świadomość znaczenia inwestycji w kadrę i realizowały te działania szerzej.

fot. Materiały prasowe

Anna Leśnikowska-Jaros psycholog biznesu, certyfikowany trener, HR konsultant

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj