Czy temat wyborów w Polsce interesuje francuskich polityków i opinię publiczną? Jak kampanię w Polsce relacjonują media we Francji?

Romain Le Quiniou: Francuskie artykuły dotyczące tych wyborów są dość subiektywne, ponieważ otwarcie wyrażają swoje preferencje wobec Rafała Trzaskowskiego. Osobiście uważam, że francuska prasa powierzchownie zajmuje się kwestiami tych wyborów, informacje odbiegają od rzeczywistości, ponieważ mało jest ekspertów zajmujących się polską czy wschodnioeuropejską polityką. We Francji przecenia się znaczenie wyborów prezydenckich w Polsce. Jest to oczywiście ważny, ale przede wszystkim symboliczny wybór, ponieważ prezydent w Polsce ma mniejszą rolę polityczną niż prezydent we Francji. Natomiast uwaga mediów tym razem skupiła się w szczególności na jednym temacie: sytuacji mniejszości LGBT w Polsce, zwłaszcza po wypowiedziach prezydenta Andrzeja Dudy.

W Polsce mówimy o dużej polaryzacji i konflikcie wokół wyborów. Jak sytuacja wygląda we Francji, gdzie odbyły się niedawno wybory samorządowe?

RLQ: Nasze dwa kraje, podobnie jak większość krajów europejskich, doświadczają silnej polaryzacji politycznej. We Francji wybór (Emmanuela) Macrona w 2017 roku radykalnie zmienił krajobraz polityczny, a równowaga sił nie jest jeszcze jasno określona. Dochodzi jednak do wzmocnienia populistycznych tendencji, które są wspólne dla obu krajów i które biorą swój początek w ogólnej nieufności wobec elit politycznych. Wynika ona z silnych oczekiwań ludzi rozczarowanych tradycyjnymi partiami politycznymi. Dla Polski jest oczywiste, że znaczna część społeczeństwa nie skorzystała z transformacji gospodarczej od 1989 roku, a bardziej ogólnie z integracji europejskiej. We Francji odczuwa się stagnację w kraju, zarówno pod względem wpływów na arenie międzynarodowej, jak i wewnętrznego rozwoju społeczno-gospodarczego. Kryzys „żółtych kamizelek” jest szczególnie związany z poczuciem stagnacji, a nawet deprecjacji siły nabywczej dużej części populacji. Dlatego myślę, że w społeczeństwach polskich i francuskich istnieje pewna część, która postrzega siebie - mniej lub bardziej słusznie - jako pozostawioną samą sobie.

Reklama

Czy we Francji istnieje spór wokół francuskiej tożsamości?

RLQ: Drugim aspektem wspólnym dla społeczeństw francuskich i polskich jest niepewność w zakresie kultury czy też tożsamości. Zjawisko, które jest oczywiście upolitycznione przez wiele partii politycznych w obu krajach. Widzieliśmy to podczas obecnej kampanii wyborczej w Polsce przy politycznym wykorzystaniu mniejszości LGBT. Ta strategia polityczna wcześniej dotyczyła migrantów, ale proces jest taki sam. Debata koncentruje się zatem na obronie tradycyjnych polskich wartości w obliczu zewnętrznego rozwoju kultury uznanego za zdegenerowany i niebezpieczny. We Francji debata na temat obrony tożsamości francuskiej również nabiera coraz większego znaczenia. Francuski system republikański oparty na integracji i asymilacji jest kwestionowany. Było to widoczne w ostatnich tygodniach w wielu debatach politycznych po protestach dotyczących George'a Floyda i Adamy Traore. Moim zdaniem to będzie trwać, a nawet się zaostrzy. W obu krajach przeciwstawne obozy radykalizują się politycznie i przemoc (werbalna) nie jest rzadkością. Mamy określenia „zdrajcy narodu” w debacie publicznej. Myślę, że to zjawisko jest bardzo niepokojące, ponieważ emocje mają pierwszeństwo przed racjonalnością.

Jak Pan ocenia temperaturę relacji polsko-francuskich oraz perspektywy na przyszłość?

RLQ: Sytuacja nie jest idealna. Oczywiście na temperaturze tych relacji zaważyło anulowanie przez Polskę umowy na dostawę francuskich śmigłowców Caracal w 2016 roku. Stosunki pozostają zimne, pomimo wizyty prezydenta Macrona w lutym. Jednak kraje mają wiele wspólnych interesów, a ściślejsza współpraca może przynieść obopólne korzyści - m.in. dotyczy to przemysłu obronnego, cywilnego przemysłu nuklearnego, rolnictwa. Wzmocnienie współpracy m.in. poprzez ponowne uruchomienie formatu weimarskiego może być korzystne dla całej Europy. Nie sądzę jednak, aby wybory prezydenckie w Polsce miały decydujący wpływ na nasze stosunki dwustronne. Myślę, że wyniki wyborów prezydenckich w USA będą miały znacznie większy wpływ. Ewentualny wybór (Joe) Bidena, a nie Trumpa może zmusić Polskę do znacznego przekierowania swojej polityki zagranicznej na partnerów europejskich, a zatem logicznie na Francję. Uważam, że ewentualny wybór Trzaskowskiego na prezydenta niewiele zmieniłby w stosunkach francusko-polskich. Prezydent RP pełni jedynie reprezentacyjną rolę w zakresie polityki zagranicznej i europejskiej. Moim zdaniem zbyt duże poparcie dla Trzaskowskiego mogłoby dodatkowo zrazić i tak już skomplikowane relacje dwustronne. Dlatego w przypadku wyboru Trzaskowskiego zakładam, że nie powinniśmy oczekiwać czegoś więcej niż tylko kurtuazyjnych i mediatyzowanych spotkań.

W jaki sposób prezydent Macron będzie prowadził francuską politykę zagraniczną przez następne dwa lata, w tym politykę europejską?

RLQ: Obecnie głównym celem Macrona są negocjacje budżetowe na poziomie europejskim. Jest to skomplikowana sprawa, w której musi bronić interesów Francji, odgrywając rolę pośrednika między kilkoma grupami krajów. W tym kontekście stosunki z Niemcami znów będą miały kluczowe znaczenie. Myślę, że kwestia budżetu jest kluczowa dla Macrona przed wyborami prezydenckimi we Francji w 2022 roku. Nie powinniśmy też zapominać, że Francja będzie sprawować przewodnictwo w UE przez sześć miesięcy od stycznia 2022 roku. Kwestie europejskie będą zatem w centrum kampanii. Natomiast niedawne przetasowania we francuskim rządzie potwierdziły chęć kontynuacji polityki zagranicznej, ponieważ Jean-Yves Le Drian pozostaje na czele MSZ. Wciąż istnieje niepewność co do polityki europejskiej, ponieważ następca Amelie de Montchalin na czele sekretariatu stanu do spraw europejskich nie jest jeszcze znany. Krążą plotki, że Clement Beaune - obecny specjalny doradca europejski Macrona może zająć jej miejsce. Moim zdaniem takie mianowanie wzmocniłoby europejską politykę Francji.

Rozmawiała Katarzyna Stańko (PAP)