W wywiadzie minister spraw zagranicznych zastanawia się, czy Białoruś jest na etapie polskiego roku 1979, "gdy papież Jan Paweł II mówił o zstępowaniu Ducha Świętego, czy jest to już nasz rok 1980, czy też może 1989". "Widać, że te zmiany są nieodwracalne. W społeczeństwie białoruskim nie ma już bariery strachu. Przekroczona została również bariera przyzwolenia. Nie ma już legitymizacji władzy, która jest władzą tylko dlatego, że może fizycznie rządzić. Społeczeństwo uznało, że potrzebne jest inne uprawomocnienie" - stwierdził Rau.

Zwrócił uwagę, że Rosja chce mieć Białoruś w sferze swoich wpływów, ale chce też mieć lepsze relacje z Zachodem. "I to jest paradoks. Bardzo trudna sytuacja dla Putina. Ostatnie wydarzenia doprowadziły nawet do tego, że po raz pierwszy – nawet w Niemczech – prowadzi się dyskusję o projekcie Nord Stream 2" - zauważył szef MSZ.

Wspomniał w tym kontekście o próbie otrucia Aleksieja Nawalnego. "Takie metody jak trucie ludzi – sprawa Aleksieja Nawalnego – nie mieszczą się w żadnej formie współpracy. Są też nieakceptowalne z perspektywy zwykłych ludzkich emocji. Co więcej, do tej pory truto byłych agentów, co również jest nieakceptowalne. Nie dotyczyło to jednak czynnych polityków" - podkreślił Rau.

Jego zdaniem, w grze interesów, jaką jest Nord Stream 2, trudno oczekiwać, że Rosjanie zachowają wiarygodność. "Z kolei w sferze politycznej projekt ten zwiększa podziały w Unii Europejskiej. Jego zasadność nie jest przesądzona" - powiedział.

Reklama

Zapytany, czy to znaczy, że Rosjanie popełnili błąd, próbując pozbyć się Aleksieja Nawalnego, odpowiedział: zapewne.(PAP)