Jak wyjaśnił Sunak, jest to rozszerzenie programu wspierania miejsc pracy, który od 1 listopada zastąpi wygasający z końcem października program finansowania z budżetu 80 proc. pensji pracowników wysłanych w czasie epidemii na przymusowe urlopy.

Zapowiedź ministra finansów jest odpowiedzią na coraz powszechniejsze spekulacje, że w poniedziałek brytyjski rząd ogłosi nowe restrykcje koronawirusowe w Anglii, wskutek których część firm będzie musiała wstrzymać działalność. Najbardziej prawdopodobne jest, że dotknie to sektor gastronomiczno-hotelarsko-rozrywkowy, ale w przypadku dalszego rozprzestrzeniania się koronawirusa możliwy jest nakaz zamknięcia także innych branż.

Tym pracownikom, którzy wskutek czasowego zamknięcia firm nie będą mogli pracować, rząd wypłacać będzie 67 proc. pensji, do kwoty 2100 funtów miesięcznie. Warunkiem do tego, by pracownicy byli uprawnieni do skorzystania z tego świadczenia, jest wstrzymanie przez firmę działalności na co najmniej siedem kolejnych dni. Nowy program zacznie funkcjonować od 1 listopada i ma potrwać sześć miesięcy, ale po pierwszych dwóch nastąpi przegląd jego działania.

"Przez cały czas trwania kryzysu siła napędowa naszej polityki gospodarczej nie zmieniła się. Zawsze mówiłem, że zrobimy wszystko, co konieczne, aby chronić miejsca pracy i źródła utrzymania w miarę rozwoju sytuacji. Rozszerzenie programu wspierania zatrudnienia zapewni siatkę bezpieczeństwa dla przedsiębiorstw w całej Wielkiej Brytanii, od których wymagać się będzie tymczasowego zamknięcia, zapewniając im odpowiednie wsparcie we właściwym czasie" - oświadczył Sunak.

Reklama

Sunak nie chciał spekulować na temat kosztów, gdyż nie wiadomo jeszcze, ile firm może być zmuszonych do wstrzymania działalności, ale według cytowanych przez brytyjskie media źródeł z ministerstwa finansów, będą to kwoty rzędu kilkuset milionów funtów miesięcznie.

Nowy program wsparcia jest ukierunkowany na te obszary, w których wprowadzone zostały dodatkowe restrykcje z powodu epidemii. Takimi dodatkowymi restrykcjami, choć różnej intensywności, objęte są tereny zamieszkane przez ponad jedną czwartą populacji Wielkiej Brytanii. Po spodziewanym ich rozszerzeniu w poniedziałek ten odsetek znacznie wzrośnie.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)