Johnson ponowił w Izbie Gmin złożone już wcześniej przeprosiny i zapewnił, że bierze na siebie pełną odpowiedzialność za wszystko, co wydarzyło się pod jego nadzorem, ale chce też zwrócić uwagę na kontekst tych wydarzeń. Wskazywał, że ludzie na Downing Street, którzy bezpośrednio reagowali na pandemię Covid-19, bez przerwy wówczas pracowali po godzinach, co powodowało, że zacierała się granica między życiem zawodowym a prywatnym.

Mówiąc o swoim udziale w spotkaniach, wyjaśnił, że poszedł podziękować pracownikom, bo jest to "jeden z podstawowych obowiązków lidera", aby utrzymać morale na jak najwyższym poziomie podczas intensywnego okresu walki z pandemią. "Jasno wynika z tego, co (urzędniczka służby cywilnej - PAP) Sue Gray napisała, że niektóre z tych spotkań trwały znacznie dłużej niż było to konieczne i wyraźnie naruszały zasady" - przyznał jednak Johnson, ale dodał: "Nie miałem wiedzy na temat tych późniejszych działań, ponieważ mnie tam nie było".

Reklama

Premier powiedział, że był tak samo "zaskoczony i rozczarowany jak wszyscy w tej Izbie, gdy te rewelacje" wyszły na jaw i że był "zbulwersowany" niektórymi zachowaniami opisanymi w raporcie. Zaprzeczył, jakoby skłamał w Izbie Gmin, mówiąc wcześniej, że nie złamano żadnych zasad.

W środę przed południem opublikowana została pełna, licząca 37 stron, wersja raportu Sue Gray, która badała okoliczności 16 nieformalnych spotkań na Downing Street i w innych budynkach rządowych, które odbywały się wiosną i późną jesienią 2020 roku oraz wiosną 2021 roku, w czasie gdy obowiązywały wprowadzone przez rząd restrykcje z powodu pandemii koronawirusa.

W raporcie wskazano m.in., że Johnson sam przyniósł wino i ser na jedno ze spotkań w ogrodzie Downing Street, że jego były prywatny sekretarz zaprosił na inne ze spotkań 200 osób, była szefowa ds. etyki przyniosła na spotkanie sprzęt do karaoke, na tym samym jeden z uczestników wypił tak dużo, że wymiotował, a dwóch innych wdało się w bojkę, a po quizie świątecznym uczestnikom polecono, by wyszli tylnymi drzwiami, bo byli tak pijani. Szczególne oburzenie wzbudziły informacje, że uczestnicy tych spotkań lekceważąco się odnosili do personelu sprzątającego i ochroniarzy na Downing Street.

Sue Gray napisała w raporcie, że wyższe kierownictwo Downing Street - zarówno polityczne jak i urzędnicze - musi ponieść odpowiedzialność za kulturę imprezowania, która się wytworzyła, a "choć nie ma usprawiedliwienia dla niektórych z opisanych tu zachowań, ważne jest, aby przyznać, że osoby na najniższych stanowiskach uczestniczyły w spotkaniach, na których ich przełożeni byli obecni, a nawet je organizowali".

Podczas debaty po oświadczeniu premiera lider opozycyjnej Partii Pracy Keir Starmer mówił, że Johnson okazał "całkowitą pogardę" dla opinii publicznej, a raport Sue Gray pokazał "pychę i arogancję" rządu. Oświadczył, że nadszedł czas, aby Johnson "spakował manatki" oraz aby "przywrócić godność" urzędowi premiera. "Oni (rząd) udają, że premier został w jakiś sposób uniewinniony, tak jakby fakt, że tylko raz złamał prawo, był godny pochwały. Prawda jest taka, że ustawili poprzeczkę dla jego postępowania niżej niż brzuch węża" - mówił Starmer.

Johnson podczas debaty wielokrotnie zapewnił, że nie ma zamiaru zrezygnować i wskazywał, że dzięki jego rządowi Wielka Brytania najszybciej w Europie zaczęła szczepienia przeciw Covid-19, najszybciej zniosła restrykcje i ma najniższe od 50 lat bezrobocie. Podkreślił też, że szereg postulowanych przez Sue Gray zmian w zarządzaniu Downing Street zostało już wprowadzonych w życie.

Publikacja pełnego raportu Sue Gray nastąpiła niespełna tydzień po tym, jak policja poinformowała o zakończeniu swojego śledztwa, którym objęte było 12 wydarzeń. W efekcie policyjnego śledztwa 83 osoby ukarane zostały łącznie 126 mandatami, ale Boris Johnson, jego żona Carrie oraz minister finansów Rishi Sunak otrzymali tylko po jednym.

Ujawniane przez media od listopada 2021 roku kolejne informacje o odbywających się na Downing Street nieformalnych spotkaniach towarzyskich w czasie obowiązywania restrykcji covidowych zachwiały pozycją Johnsona, bo jego ustąpienia domagali się nie tylko politycy opozycji, ale też część posłów z jego własnej Partii Konserwatywnej. Rosyjska napaść na Ukrainę i aktywna rola, jaką Wielka Brytania odgrywa w udzielaniu pomocy Kijowowi, na pewien czas odwróciły uwagę od sprawy przyjęć, ale po ukaraniu premiera mandatem wezwania do jego rezygnacji powróciły.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)