Trump robi "deal" z Ukrainą! Sprytne posunięcie USA, czy nietrafiona inwestycja?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 maja 2025, 06:44
Imane Khelif nie da się zastraszyć Donaldowi Trumpowi
Donald Trump - osiągnął kolejny sukces?/shutterstock
30 maja w Waszyngtonie ogłoszono utworzenie wspólnego funduszu inwestycyjnego USA-Ukraina, który ma finansować odbudowę kraju po wojnie. Oficjalnie – chodzi o solidarność, pokój i przyszłość. Ale za kulisami umowy kryją się interesy surowcowe, polityczne napięcia i pytania o prawdziwe intencje obu stron.

Wicepremier Swyrydenko: „Pełna własność i kontrola zasobów pozostają przy Ukrainie”

Wicepremierka i minister gospodarki Ukrainy, Julia Swyrydenko, oficjalnie poinformowała o podpisaniu z ministrem finansów USA, Scottem Bessentem, umowy o utworzeniu Wspólnego Funduszu Inwestycyjnego Odbudowy USA–Ukraina. Zaznaczyła, że kluczowe zasoby naturalne, infrastruktura oraz państwowe spółki takie jak „Ukrnafta” czy „Energoatom” pozostają w wyłącznej własności Ukrainy. Fundusz ma działać na zasadach pełnego partnerstwa 50/50, bez możliwości dominacji którejkolwiek ze stron, i będzie zasilany zarówno środkami finansowymi, jak i pomocą wojskową (np. systemami obrony przeciwlotniczej). Zyski przez pierwszą dekadę mają być reinwestowane wyłącznie w Ukrainie, a cała struktura umowy nie przewiduje zadłużenia ani ingerencji w ukraińskie prawo własności. Fundusz ma wspierać długoterminową odbudowę, przyciągać globalne inwestycje i gwarantować podatkowe zachęty dla inwestorów.

Inwestycje, nie długi – ale kto naprawdę zapłaci cenę?

Premier Ukrainy Denys Szmyhal podkreślił, że wspólny fundusz nie generuje nowych zobowiązań finansowych, a środki mają być inwestowane, a nie pożyczane. Amerykańskie firmy uzyskają jednak gwarancje zakupów na zasadzie „bierz albo płać”, co może okazać się kosztowne dla ukraińskiej gospodarki. Co więcej, zyski mają być reinwestowane wyłącznie na Ukrainie – przynajmniej według deklaracji.

Waszyngton daje dolary i broń, ale chce pierwszeństwa do zysków

Z przecieków medialnych wynika, że amerykańskie firmy otrzymają uprzywilejowany dostęp do najcenniejszych złóż Ukrainy. Mają też mieć pierwszeństwo przy eksploatacji nowych odkryć. Choć umowa nie przewiduje zwrotu pomocy wojskowej, jej wartość zostanie zaliczona jako wkład USA do funduszu. Dla jednych to pomoc "bezinteresowna", dla innych – sprytna inwestycja. Jedno jest pewne czasy darmowej pomocy wojskowej dla Ukrainy z USA się skończyły.

Dokument z wieloma znakami zapytania

Cześć ukraińskich polityków, twierdzi że w rzeczywistości podpisano na razie tylko jeden z trzech planowanych dokumentów, a pełna ratyfikacja przez Radę Najwyższą wciąż nie nastąpiła. Pojawiają się głosy krytyki, że cała konstrukcja prawna jest zbyt ogólna, by realnie zabezpieczać interesy Ukrainy. Według tych polityków narracja o „sukcesie” to czysta propaganda, a prawdziwe negocjacje jeszcze trwają.

Prawdziwa intencja: pokój czy geopolityczny poker?

Według sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta, umowa jest wynikiem „niezłomnych wysiłków prezydenta Trumpa na rzecz pokoju”. Jednak nie brakuje opinii, że umowa jest również sygnałem dla Moskwy – i narzędziem wpływu w regionie. Co więcej, umowa wyklucza z uczestnictwa jakiekolwiek podmioty powiązane z finansowaniem rosyjskiej armii. Ale czy to wystarczy, by Ukraina rzeczywiście odrodziła się jako niezależne i suwerenne państwo?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj