W pacyficznym kraju, jakim jest Nowa Zelandia, zanotowano niecałe 2300 przypadków zakażeń koronawirusem i 25 ofiar śmiertelnych, co przy populacji 5 mln oznacza zaledwie pięć zgonów na milion mieszkańców. Taki wynik kraj zawdzięcza szybkiej reakcji na zagrożenie, głębokiemu lockdownowi i dyscyplinie społecznej. Pod koniec marca 2020 r. władze wprowadziły stan wyjątkowy związany z wymogiem samoizolacji i zamknęły wyspę dla nierezydentów. Stan wyjątkowy wygasł 13 maja, ale różne poziomy ograniczeń w czterostopniowej skali (Prepare-Reduce-Restrict-Eliminate) obowiązywały w różnych miejscach, głównie w Auckland, gdzie pojawiały się niewielkie ogniska wirusa. Od listopada cały kraj objęty jest pierwszym poziomem zagrożenia, oznaczającym niemal normalne funkcjonowanie gospodarki i administracji przy zastosowaniu środków przeciwdziałania możliwości transmisji potencjalnych zakażeń (m.in. monitoring kontaktów, maseczki w transporcie, wymogi sanitarne, itp.). Granice kraju w dalszym ciągu pozostają zamknięte, a rząd w grudniu zapowiedział kontrolowane otwarcie ruchu z Australią i Wyspami Cooka od początku br. Zamówiono u czterech dostawców ponad 15 mln szczepionek przeciw COVID-19, ale rozpoczęcie szczepień planowane jest dopiero na drugi kwartach bieżącego roku.

Wskutek wprowadzonych restrykcji i zawieszenia większości biznesów w drugim kwartale 2020 roku gospodarka nowozelandzka doświadczyła najgłębszego od 30 lat kryzysu; PKB skurczył się o 12,2 proc. (kwartał do kwartału). To więcej niż w Australii (7 proc.) i w USA (9,1 proc.). Najmocniej dotknięta lockdownem została branża turystyczna (w tym hotelarstwo i restauracje), która odpowiada za 6 proc. wartości PKB i zatrudnia około 190 tys. pracowników. Trudny czas przeżywali plantatorzy owoców, przede wszystkim kiwi, jednego z symboli Nowej Zelandii, bo zamknięcie kraju odcięło podaż zagranicznych pracowników, choć już zatrudnionym przedłużono wizy.

Wprowadzenie stanu wyjątkowego wsparte było szeregiem środków pomocowych dla biznesu i pracowników, które obejmowały subsydia płacowe dla 1,8 mln osób i zwalnianych pracowników, krótkoterminowe bezpłatne pożyczki dla małych i średnich przedsiębiorstw, zawieszenie płatności podatków oraz pakiet socjalny w wysokości 2,8 mld dolarów nowozelandzkich (NZD) dla najmniej zamożnych obywateli, którym podwojono wypłatę środków na ogrzewanie. Całkowita wartość pakietu pomocowego wynieść ma 62 mld NZD, co przekracza 20 proc. wartości PKB kraju. Do grudnia wykorzystano ponad 50 mld NZD z tej sumy.

We wspieranie gospodarki zaangażował się centralny bank Nowej Zelandii (RBNZ), ogłaszając program skupu aktywów wart 100 mld NZD i obniżając w połowie marca podstawową stopę procentową (OCR) o 0,75 pp do poziomu 0,25 proc. deklarując jednocześnie, że nie zostanie ona zmieniona przez rok.

Zniesiono ograniczenie wartości udzielanego przez banki kredytu hipotecznego względem wartości finansowanej nieruchomości (LVR), zezwalając na jego wyższy udział w portfelu kredytowym. Pozwoliło to wielu bankom, których większość przyjęła wskaźnik LVR na poziomie 80 proc. obsługiwać bardziej ryzykownych klientów, pobudzając w ten sposób popyt na mieszkania, a tym samym aktywność w sektorze budowlanym. Banki zaproponowały jednocześnie sześciomiesięczne wakacje kredytowe, z których skorzystało 8 proc. osób spłacających hipoteki (28 tys. kredytobiorców), a w przypadku pozostałych klientów procent kredytów notujących opóźnienie w spłacie nie przekraczał jednego procenta.

Bank Centralny przeprowadził też stress testy banków komercyjnych pod kątem odporności na potencjalnie wyższą szkodowość ich portfela kredytowego, które dały wynik pozytywny. Zachęty, które otrzymali klienci i banki doprowadziły jednak do gwałtownego 20 proc. wzrostu cen na rynku mieszkaniowym (przy inflacji na poziomie 1,6 proc.), a przeciętna wartość kredytowanej nieruchomości dochodziła do 720 tys. NZD w miastach takich jak Wellington czy Auckland (średnia roczna wartość zarobków w tych miastach dochodzi do 60 tys. NZD).

Mimo to rata kredytu pochłaniała 35 proc. przeciętnej wartości uzyskiwanych dochodów, tj. 4 pkt. proc. mniej niż przed rokiem. W listopadzie prezes RBNZ Adrian Orr zapowiedział powrót do poprzednich ograniczeń w zakresie wysokości LVR od marca 2021 roku, co ma na celu ograniczenie ryzyka kredytowego. Nie ma natomiast mowy o powrocie do wyższych stóp procentowych. Część analityków spodziewa się wręcz ich obniżenia w latach 2021-22, co ma pomóc konsumentom i biznesowi i wesprzeć nowozelandzki eksport poprzez powrót do niższego poziomu miejscowej waluty. W grudniu RBNZ zapowiedział natomiast udostępnienie tańszego, trzyletniego finansowania (FLP) bankom komercyjnym, co dodatkowo pobudzić ma gospodarkę.

W trzecim kwartale 2020 r. PKB doznał gwałtownego odbicia, notując wzrost w wysokości 14 proc. Najszybciej wzrosła produkcja dóbr w przemyśle przetwórczym (26 proc.) i sektor usług (11,1 proc.) – w szczególności restauracje, hotelarstwo i krajowy transport lotniczy. Konsumpcja gospodarstw domowych skoczyła o prawie 15 procent, a inwestycje głównie za sprawą budownictwa mieszkaniowego aż o 27 procent kwartał do kwartału. Przyśpieszenie gospodarcze zaowocowało podniesieniem dochodu brutto do dyspozycji o 13,9 procent. Jednak mierzony w skali roku na koniec września 2020 PKB Nowej Zelandii był na ponad dwuprocentowym minusie.

Skutków lockdownu nie doświadczył nowozelandzki eksport, którego obroty od lat osiągają równowartość 38-40 mld dolarów rocznie. Na wysoką dynamikę eksportu korzystnie wpływa jego struktura towarowa. Ponad 55 proc. wartości wywozu stanowią produkty spożywcze, które na świecie nie zostały dotknięte ograniczeniami popytu. Korzystna dla eksportu była też trwająca przez trzy lata (do połowy marca 2020 r.) deprecjacja nowozelandzkiego dolara, którego kurs spadł do 0,57 wobec dolara USA. Wskutek jednak dobrych perspektyw wzrostu, szczególnie po trzecim kwartale 2020 r. trend się odwrócił i krajowa waluta pod koniec roku wyceniana była na poziomie 0,7 dol., a więc na poziomie z 2017 roku.

Kluczowymi towarami w wywozie kraju są: skoncentrowane mleko, którego Nowa Zelandia jest głównym dostawcą na świecie (5 mld dol. i ponad 25 proc. udział w rynku), sery owcze i kozie (2,7 mld), masło (2,6 mld), drewno (2,5 mld), mrożona wołowina (1,9 mld), wino (2 mld, szczególnie lubiane Sauvignon Blanc) owoce (kiwi, orzechy) oraz aluminium, ryby, maszyny i urządzenia. Dlatego do największych firm nowozelandzkich należą koncerny rolno-spożywcze jak Fonterra o przychodach bliskich 20 mld NZD i a2 Milk Co. Ltd ze sprzedażą około 2 mld NZD. Nowa Zelandia staje się też szybko dostawcą technologii i usług cyfrowych, które kreują eksport o wartości ponad 8 mld dol., zatrudniając ponad 120 tys. specjalistów. Do największych graczy zaliczają się: Datacom, Fisher and Paykel, Xero, Scott Technology, Pushpay, Gentrack Group, Transaction Services Group, Vista Group International oraz Gallagher Group.

Głównymi rynkami eksportowymi Nowej Zelandii są Chiny (ponad 25 proc.), Australia (16 proc.), USA (10 proc.), Japonia i Korea Południowa. Kraje te są też głównym źródłem nowozelandzkiego importu, który przede wszystkim obejmuje ropę naftową i jej pochodne, samochody osobowe (jeden z najwyższych na świecie wskaźników posiadania aut w stosunku do liczby ludności) i ciężarowe, turbiny gazowe, maszyny i sprzęt telekomunikacyjny oraz komputerowy, samoloty, helikoptery i opony.

Efektywne przeciwdziałanie pandemii i wcześniejsza reakcja na terrorystyczny zamach w Christchurch w marcu 2019 roku przysporzył lewicowej premier Nowej Zelandii Jacindzie Ardern głosów, co pozwoliło zdobyć większość parlamentarną w wyborach w październiku zeszłego roku. Zapowiedziała ona kontynuowanie polityki wspierania gospodarki. Szereg posunięć przeznaczonych będzie szczególnie dla sektora MSP, który odpowiada za 28 proc. wartości PKB i tworzy ponad 600 tys. miejsc pracy. Na plan pierwszy wysuwa się kontynuowanie programu płynnościowego, który umożliwia korzystanie z tanich kredytów w ciągu trzech kolejnych lat. Celem jest przeciwdziałanie bezrobociu, a prognozy wskazują, że w bieżącym roku przekroczyć może ono 6 proc. wobec 4 proc. w październiku 2020 r. Beneficjentami programu są m.in. firmy zatrudniające mniej niż 5 osób, dla których średnia wartość finansowania wynosi 16 tys. NZD. Nowy rząd zapowiedział też dalsze subsydia w średniej wysokości 7500 NZD celem zatrudnienia 22 tys. bezrobotnych. Ponadto podniesiono płacę minimalną do 20 NZD za godzinę i ogłoszono plany publicznych projektów infrastrukturalnych o wartości 5 mld NZD w ciągu kilku lat, co także będzie pozytywnym bodźcem na rynku pracy, przyczyniając się do wzrostu stopy inwestycji w gospodarce Nowej Zelandii.

Pomimo widocznej poprawy koniunktury w gospodarce Nowej Zelandii, skutki pandemii będą odczuwane jeszcze przez kilka lat. Ministerstwo Finansów szacuje, że do roku 2024 skumulowana wartość PKB będzie niższa o 67 mld dol. względem prognozy wzrostu z 2019 roku. Wskutek kontynuacji programów stymulacyjnych i wsparcia akcji kredytowej banków przez RBNZ zadłużenie państwa bliskie będzie 53 proc. wartości PKB. Spadał będzie natomiast deficyt budżetowy z obecnych 6,7 proc. nawet do 1 proc. w 2025 roku. Według szacunków OECD nowozelandzka gospodarka doświadczyła w zeszłym roku spadku PKB o 4,8 procent, choć w rządowych statystykach trudno to potwierdzić, gdyż lata fiskalne obejmują okresy od lipca do czerwca. Biorąc pod uwagę tę metodologię Nowa Zelandia w roku 2019/20 zanotowała spadek zaledwie o 2,1 proc. a prognoza na bieżący rok fiskalny pokazuje wzrost na poziomie 1,5 procent, gdy szacunki OECD wskazują na 2,7 proc. w całym 2021 roku wobec średniej 4,2 proc. dla wszystkich krajów należących do organizacji. W ciągu pięciu lat, jeśli pandemia nie powróci, średnioroczne tempo wzrostu PKB Nowej Zelandii może przekroczyć trzy procent, co uznać można w przypadku kraju wysoko rozwiniętego za wynik całkiem przyzwoity.

Mirosław Ciesielski, wykładowca akademicki; specjalizuje się w rynkach finansowych, opisuje zmiany na rynku fintechów i startupów.
Źródło nieznane