Kościół Szwecji demaskuje "niewinne" siostrzyczki. Wybuchł skandal

Żeński monastyr św. Elżbiety w Mińsku podlega Rosyjskiemu Kościołowi Prawosławnemu. W okresie poprzedzającym Boże Narodzenie ubrane na biało zakonnice zgromadzenia pojawiały się przed co najmniej 20 kościołami w Szwecji, w tym na przykład w Täby na przedmieściach Sztokholmu. Sprzedawały dewocjonalia i inne drobiazgi, jak skarpety, nie wzbudzając większych podejrzeń.

Niedawno protestancki Kościół Szwecji wydał oświadczenie, w którym przestrzegł przed współpracą z białoruskimi zakonnicami. W specjalnym oświadczeniu napisano, że zgromadzenie "przeznacza swoje dochody na wspieranie rosyjskiego nacjonalizmu, popieranie agresji przeciwko Ukrainie oraz utrzymuje bliskie kontakty z GRU", czyli rosyjskim wywiadem wojskowym.

"Klasztor twierdzi, że dochód ze sprzedaży rękodzieła trafia na cele charytatywne. To nieprawda… Kościół Szwecji odradza wspieranie ich działalności w jakikolwiek sposób" – dodano.

W efekcie w kraju wybuchł skandal, który zaowocował serią artykułów o aktywności "Z-Sióstr", jak je ochrzczono od symbolu poparcia dla "operacji specjalnej" w Ukrainie. Okazało się też, że prawosławni duchowni nie ograniczali się tylko do zbierania datków zasilających machinę wojenną Putina.

Z-Siostry na froncie. "To jednostka bojowa"

Archiprezbiter Andriej Lemeszonok, ojciec duchowy sióstr z Mińska, nazwał swoje zakonnice "jednostką bojową".

Kobiety regularnie jeżdżą na okupowane terytoria Ukrainy w ramach różnych akcji podnoszenia morale rosyjskich żołnierzy. W sieci jest wiele zdjęć białoruskich zakonnic w wojskowych kamizelkach, z symbolami "Z" w tle. Mimo to w oświadczeniu dla szwedzkich mediów miński klasztor zaprzeczył, jakoby popierał inwazję na Ukrainę, i stwierdził, że "wspiera jedynie potrzebujących i najsłabszych".

ikona lupy />
Zakonnica otrzymująca wsparcie od klasztoru św. Elżbiety na okupowanym przez Rosję terytorium Ukrainy / Klasztor Świętej Elżbiety / Telegram

Dodajmy, że sprawa prowojennej aktywności białoruskich zakonnic wypłynęła nie pierwszy raz. Europejskie media piszą o tym od lat. Na przykład w grudniu 2024 r., jak informował Biełsat, zauważono je nawet na bożonarodzeniowym jarmarku w Szczecinie. Mimo to, jak widać, kraje UE nie przestają im wydawać wiz wjazdowych.

Cerkiew przy kluczowym lotnisku. "Brutalne przebudzenie"

Kristina Smith, stojąca na czele jednostki planowania kryzysowego w Kościele Szwecji, kuriozalna sprawa „Z-Sióstr” to zaledwie jeden z elementów szerszego, niepokojącego zjawiska. Zawróciła uwagę, że Rosja od dłuższego czasu próbuje manipulować tamtejszymi parafiami.

– Wydaliśmy ogólne ostrzeżenie przed wynajmowaniem lub użyczaniem obiektów sakralnych Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Zauważyliśmy bowiem, że miejsca, o które zabiegali, zawsze sąsiadowały z instalacjami wojskowymi – mówiła brytyjskiemu dziennikowi "The Telegraph".

Oceniła, że to smutny znak czasów dla Szwedów, których wspólnoty wyznaniowe zazwyczaj bez mrugnięcia okiem gościły u siebie chrześcijan innych denominacji.

– Dla szwedzkiego społeczeństwa to sytuacja nowa… Inwazja z 2022 roku była dla wielu Szwedów brutalnym przebudzeniem. Szczyciliśmy się tym, że od 200 lat nie zaznaliśmy wojny. Wierzyliśmy, że jesteśmy "miłym" krajem, wobec którego każdy chce być uprzejmy. Myślę, że całe państwo zrozumiało już, że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej – mówiła.

Co ważne, Rosjanom koniec końców udało się już postawić cerkiew w bezpośrednim sąsiedztwie infrastruktury krytycznej. W Västerås, położonym około stu kilometrów na zachód od Sztokholmu, cerkiew Kazańskiej Ikony Matki Bożej stanęła tuż przy lotnisku.

I nie jest to przypadkowy port lotniczy: Stockholm Västerås (VST) dysponuje jednym z najdłuższych pasów startowych w kraju. Podczas pandemii COVID-19 odgrywał kluczową rolę w szybkim transporcie medycznym. W Szwecji ma on status lotniska rezerwowego, co oznacza, że stanowiłoby ono fundament operacyjny w razie klęski żywiołowej lub konfliktu zbrojnego z Rosją.

ikona lupy />
Cerkiew stoi tuż obok lotniska w Västerås / Google Maps

Trudno więc uznać za przypadek, że Rosjanie postanowili wznieść monumentalną cerkiew zaledwie trzysta metrów od płyty lotniska.

Choć rosyjska ambasada w Sztokholmie kpi z zarzutów o ukrywanie tam szpiegów, szwedzkie służby specjalne nie mają złudzeń – budynek służy najprawdopodobniej jako baza do działań wywiadowczych, w tym monitorowania ruchu lotniczego.

Pozwolenie na budowę cerkwi władze Västerås wydały na długo przed pełnoskalową inwazją na Ukrainę. Dziś rada miasta przyznaje, że był to kardynalny błąd i zapowiada walkę o odzyskanie terenu.

– Podejrzewamy, że ta cerkiew to przyczółek wykorzystywany do zbierania informacji wymierzonych w bezpieczeństwo Szwecji – powiedziała „The Telegraph” Eleonore Lundkvist, radna z Västerås.