- Dwie fabryki ruszą z produkcją min
- Rosji miny nie zatrzymają. Polacy owszem
- Dzieciństwo zamienione w niepełnosprawność
- Puszcza Białowieska zamieniona w strefę wykluczenia
- Miliardy strat, turystyka i rolnictwo do wyrzucenia
Dwie fabryki ruszą z produkcją min
Za produkcję min odpowiadać mają dwie spółki sektora zbrojeniowego: Bydgoskie Zakłady Elektromechaniczne „Belma" S.A., należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej, oraz Niewiadów Polska Grupa Militarna S.A. Miny trafią przede wszystkim na granicę polsko-białoruską i polsko-rosyjską, a nadwyżki produkcyjne do Ukrainy i państw bałtyckich. Jak zauważa Amnesty International - Belma ma przy tym wykorzystywać technologię rodem z lat 90., nie żadne zaawansowane systemy nowej generacji. Wielokrotnie udowodniono, że mechanizmy samoneutralizacji, czyli zdalnego oczyszczania terenu po zakończeniu konfliktu, notorycznie zawodzą. Konsekwencja jest prosta: miny trzeba będzie usuwać ręcznie, latami, z ogromnym ryzykiem dla saperów i okolicznych mieszkańców. Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiedziało, że produkcja ruszy wkrótce po uprawomocnieniu się wypowiedzenia konwencji.
Rosji miny nie zatrzymają. Polacy owszem
Dyrektorka Amnesty International Polska Anna Błaszczak-Banasiak nie ma złudzeń co do wojskowej skuteczności tej decyzji. - Decyzja o wypowiedzeniu Konwencji ottawskiej była argumentowana koniecznością zwiększenia ochrony na naszej wschodniej granicy. Doświadczenia z Ukrainy pokazują, że miny nie wpływają na decyzje operacyjne ani polityczne Rosji. Największe zagrożenie stanowią dla ludzi Polek i Polaków, których rząd zadecydował o zaminowaniu własnego terytorium - mówi Błaszczak-Banasiak. Logika wojskowa potwierdza tę ocenę: pola minowe spowalniają przeciwnika co najwyżej o kilka godzin, są łatwe do obejścia nawet prostymi środkami inżynieryjnymi i wymagają ciągłego nadzoru oraz ognia osłonowego. Na długich odcinkach granicy jest to niemożliwe do zapewnienia. Do tego miny regularnie powodują straty wśród własnych wojsk - to nie jest broń, która działa selektywnie.
Dzieciństwo zamienione w niepełnosprawność
Kasia Derlicka-Rosenbauer, wicedyrektor Międzynarodowej Kampanii na Rzecz Zakazu Min Przeciwpiechotnych (ICBL), nie zostawia na tej decyzji suchej nitki.
- Miny zamieniają pola uprawne w śmiertelne pułapki, pastwiska w pustkowia, a dzieciństwo w niepełnosprawność. Ich okrucieństwo jest ciche, ukryte i długotrwałe. Jako obywatelka Polski w pełni rozumiem potrzebę wzmocnienia obronności, szczególnie w obecnej sytuacji geopolitycznej. Ale sięganie po miny przeciwpiechotne to krok w złym kierunku - moralnie, strategicznie i reputacyjnie - wyjaśnia Derlicka-Rosenbauer. Statystyki, na które powołuje się ICBL, są bezwzględne: 85% ofiar min to osoby cywilne, a 40% to dzieci. Oznakowanie i ogrodzenia pól minowych często okazują się nieskuteczne, szczególnie w warunkach klęsk naturalnych i kryzysów humanitarnych. A miny przemieszczają się pod wpływem powodzi, osuwisk i suszy. Na terenach bagiennych Podlasia oznacza, to że dokładna lokalizacja urządzeń staje się z czasem praktycznie niemożliwa.
Puszcza Białowieska zamieniona w strefę wykluczenia
Zaminowane mają zostać tereny przy granicy z Białorusią i Rosją, czyli Podlasie, Warmia i Mazury oraz Lubelszczyzna. Puszcza Białowieska, jeden z ostatnich pierwotnych lasów nizinnych w Europie i dziedzictwo UNESCO, stałaby się terenem wykluczonym. Miny stanowią bezpośrednie zagrożenie dla żubra, wilka, rysia, łosia, jelenia, sarny, dzika i dziesiątek innych chronionych gatunków, prowadząc do trwałej fragmentacji ekosystemów. To nie jest retoryka, to udokumentowany skutek zaminowania terenów leśnych i podmokłych, znany z konfliktów na Bałkanach czy w Azji Południowo-Wschodniej. Mieszkańcy Podlasia, którzy od pokoleń utrzymują się z rolnictwa, leśnictwa i turystyki przyrodniczej, stracą możliwość korzystania z własnych gruntów.
Miliardy strat, turystyka i rolnictwo do wyrzucenia
Ekonomiczny rachunek za tę decyzję będzie długi. Koszt usunięcia jednej miny jest wielokrotnie wyższy niż koszt jej wyprodukowania i obejmuje nie tylko samą operację saperską, ale też oznakowanie, monitoring, edukację mieszkańców, opiekę nad ofiarami i utracone przychody z turystyki oraz rolnictwa. Doświadczenia Bośni i Hercegowiny oraz Chorwacji pokazują, że skutki zaminowania ograniczają swobodne użytkowanie gruntów i hamują rozwój gospodarczy przez dziesięciolecia po zakończeniu konfliktu. Regiony przygraniczne pożegnają się ze zbieraniem grzybów, polowaniami, leśnictwem i agroturystyką na wiele lat, a w najgorszym scenariuszu na zawsze. Rząd nie przedstawił żadnych wyliczeń dotyczących kosztów ewentualnego rozminowania ani rekompensat dla mieszkańców dotkniętych terenów.
Polska straci wiarygodność w NATO
Jest jeszcze wymiar sojuszniczy, który decydenci zdają się bagatelizować. Użycie i produkcja min przeciwpiechotnych stoją w sprzeczności z normami obowiązującymi zdecydowaną większość partnerów z NATO. Polska stanie się w oczach sojuszników krajem nieobliczalnym, co przełoży się na realny spadek skuteczności gwarancji bezpieczeństwa dla polskich obywateli ostrzega Amnesty International Polska. Paradoks jest gorzki: w imię wzmocnienia obrony rząd może osłabić pozycję Polski w sojuszu, który pozostaje jej najpoważniejszym gwarantem bezpieczeństwa. Miny przeciwpiechotne są bronią aktywowaną przez ofiarę. Miny podobnie jak broń biologiczna, chemiczna czy nuklearna, nie rozróżniają żołnierza od cywila ani czasu wojny od pokoju. Pozostają aktywne przez dekady, długo po tym, jak ostatni żołnierz opuści pole bitwy.