W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy w białoruskim internecie rośnie rola kanałów w sieci Telegram. Anonimowo i nieoficjalnie przekazują one informacje, często pochodzące z bardzo zamkniętych struktur urzędniczych czy ze szczytów białoruskich władz.

Przykładem takiego kanału jest profil blogera Nexta, czyli Sciapana Puciły. Tylko na dwóch kanałach na Telegramie liczba jego subskrybentów wynosi ponad 500 tys. O Pucile, który mieszka i pracuje w Polsce (do niedawna współpracował z telewizją Biełsat), stało się głośno przed wyborami do parlamentu jesienią ubiegłego roku, gdy udało mu się zwołać na miting kilkaset osób. Zdobył popularność m.in. dzięki informacjom ze struktur władzy, które publikuje na swoim kanale – często po prostu skany wewnętrznych dokumentów urzędowych.

Kanał Basta! „specjalizuje się” w informacjach, dotyczących epidemii i codziennie publikuje zdjęcia, dokumenty lub po prostu relacje z miejsc, dotkniętych przez koronawirusa, które pochodzą od świadków. To mogą być adresy, spod których „kosmonauci” (ubrani w kombinezony medycy) wywieźli kolejnego pacjenta lub szpitale, gdzie lekarze skarżą się na różne problemy. Oprócz tego kanał relacjonuje sytuację potencjalnych oponentów Alaksandra Łukaszenki w wyborach prezydenckich, wzywa do złożenia podpisów poparcia czy po prostu przyjścia na miejsce pikiet wyborczych.

Wpływowych i dobrze poinformowanych profili w Telegramie jest jednak znacznie więcej i ich liczba stale rośnie. Wiele z nich ma jawnie antyreżimowy wydźwięk i, co ciekawe, dysponuje informacjami, które nie znajdują się w dostępie publicznym. Dotyczą one np. sytuacji epidemicznej i walki z koronawirusem, relacji z Rosją.

Cały szereg pomniejszych (w sensie liczby subskrypcji) profili, takich jak np. Trykataż, Bulba Prestołow, Bieło-russkij diałog, zajmuje się komentowaniem białoruskiej sytuacji politycznej.

Reklama

„Jestem pewien, że wiele z kanałów, które deklarują probiałoruskość, działa na zlecenie Moskwy i stamtąd otrzymuje informacje. Nie wierzę w tak nagłą zmianę mentalności białoruskich urzędników, że nagle rzucili się do masowego organizowania przecieków” – mówi analityk Arsen Siwicki.

Od czasu do czasu „wrzutki” na temat Białorusi robią wpływowe rosyjskie kanały w Telegramie, takie jak np. Niezygar, który wiązano z kremlowską administracją. „Jeszcze w 2018 r. Niezygar zaczął pisać o Białorusi jako o części wewnątrzrosyjskiej agendy. Wkrótce pojawiło się słynne integracyjne ultimatum premiera Miedwiediewa i stało się jasne, po co Niezygar w ogóle zajmował się Białorusią” – mówi Siwicki. W grudniu 2018 r. ówczesny premier Rosji Dmitrij Miedwiediew powiedział wprost, że dalsze wsparcie gospodarcze dla Białorusi będzie uwarunkowane pogłębianiem integracji w ramach państwa związkowego.

Komentując działalność niektórych „antyłukaszenkowskich kanałów”, dziennikarz Andrzej Poczobut zauważył na swoim Facebooku, że „Rosjanie, podając na anonimowych kanałach białoruskie informacje, wyprzedzają nawet robiony przez służbę prasową Łukaszenki i mający stały dostęp do przywódcy Białorusi Puł Pierwogo”.

Tajemnicą poliszynela w dziennikarsko-eksperckim światku jest to, że Puł Pierwogo prowadzi sama Natalja Ejsmant, rzeczniczka prasowa prezydenta. Profil powstał kilka miesięcy temu, jak się wydaje - właśnie po to, by na tle siermiężnych państwowych mediów przyspieszyć i uatrakcyjnić nieco przekaz płynący od Łukaszenki. Przede wszystkim jednak – po to, by dać odpór kanałom sterowanym z Kremla. „Sedno rosyjskiej gry jest takie, że prawdziwe newsy otaczają morzem dezinformacji i insynuacji” – powiedział Poczobut. Dokładnie to samo mówią analitycy, z którymi rozmawiała PAP.

„Nie ma tu jakiejś jasnej gry, schematu. Chodzi o to, żeby rozmyć przekaz, fakty. Główny cel dezinformacji to maksymalna relatywizacja wszystkiego i wprowadzenie chaosu” – powiedział PAP Andrej Parotnikau, analityk ds. bezpieczeństwa.

Zdaniem Arsena Siwickiego „na rękę Rosjanom jest wszystko, co polaryzuje społeczeństwo”. „Dokładnie tak samo, jak w krajach UE, te taktyki mają na celu skłócenie i radykalizację. W takich warunkach łatwo jest prowokować konflikty” – przekonuje ekspert. Nie jest ważne, jak dodaje, czego ten spór dotyczy.

Obecnie najwyraźniejszy trend działania propagandy z Rosji, mówi Siwicki, to podważanie zaufania do władz na tle epidemii. „Epidemia koronawirusa dała nowe pole do popisu, zarówno w państwach zachodnich, jak i na Białorusi” – ocenia.

Sprawnie działające paramedia mogą, zdaniem eksperta, stać się elementem rozkręcania przez Moskwę kryzysu, którego celem będzie przymuszenie Łukaszenki do ustępstw lub nawet obalenie go.

„Już teraz widać, że główna linia narracyjna mediów oficjalnych i nieoficjalnych w Rosji ma na celu podkreślenie nieefektywności walki Białorusi z epidemią, a także pokazania jej jako zagrożenia, +zadżumionego baraku+. Podobnie jak było w 2014 r. na Ukrainie, Moskwa może ruszyć +na pomoc+ miejscowej ludności, tylko zamiast +zielonych ludzików+, tu mogą się pojawić bratni wojskowi wirusolodzy” – ocenia Siwicki.

Również Parotnikau uważa, że Telegram i sieci społecznościowe, same w sobie nie mając decydującej roli, mogą stać się elementem większej układanki. „To tylko jeden z puzzli w całym kompleksie działań obliczonych na osłabienie Białorusi”. „Jest bardzo wygodny, bo nie da się kontrolować” – dodaje.

Telegram to popularny komunikator internetowy, stworzony przez Rosjanina Pawła Durowa. W kwietniu informował, że ma 400 mln aktywnych użytkowników miesięcznie.

Z Mińska Justyna Prus (PAP)