Francuzi grożą Rosji, a sami zaliczają koszmarną wpadkę. Ich wojsko jak na widelcu

francja, łódź podwodna
Francuzi grożą Rosji, a sami zaliczają koszmarną wpadkę. Ich wojsko jak na widelcu/Shutterstock
Francuzi wymachują szabelką, chcą wysyłać na Ukrainę swe wojska i pilnować Rosjan, a najwyraźniej mają problem z przypilnowaniem samych siebie. I to w najściślej strzeżonej bazie marynarki wojennej, gdzie stacjonuje ich broń jądrowa. Wykazali się taką czujnością, że każdy, nie tylko Rosjanie, mógł dowiedzieć się, gdzie i kiedy ich nuklearne łodzie ruszają na patrol.

We Francji nie ukrywają już wstydu po tym, co wydarzyło się w tajnej bazie łodzi podwodnych na półwyspie Île Longue w porcie Brest. A to właśnie tam stacjonuje chluba francuskiej floty, czyli jednostki przystosowane do przenoszenia broni jądrowej.

Wpadka francuskiej armii. Świat pęka ze śmiechu

Już dostanie się na teren bazy stanowi dla osoby postronnej nie lada wyzwanie. Jak wyliczają dziennikarze „Le Monde”, obiekt pilnowany jest przez liczne skanery biometryczne, system rozpoznawania twarzy, a także psy i ochronę. W powietrzu cały czas krążą drony, a każdego śmiałka, których chciałby bazę podglądać od strony morza, od razu zgarną łodzie patrolowe. Wszystkie te środki bezpieczeństwa stoją na straży 2000 pracowników bazy, a jak się okazuje, nie były w stanie ich dopilnować.

Najwyraźniej nie przewidziano, że zawinić może element ludzki, a dokładnie pracownicy bazy, którzy w wolnych chwilach biegali i szlifowali swą tężyznę fizyczną, zaś osiągnięciami chwalili się za pośrednictwem aplikacji Strava. Dane te szły do sieci, gdzie bez problemu można było zorientować się, marynarze których łodzi podwodnych są akurat na miejscu, a którzy przebywają na patrolu. Pomagała w tym włączona przez nich funkcja geolokalizacji, pozwalająca namierzyć wysportowanych wojskowych.

„Z naszego śledztwa wynika, że ​​kilku marynarzy podwodnych nieumyślnie ujawnia w Internecie informacje dotyczące tempa patroli SSBN” – przyznaje Le Monde.

Atomowe okręty widoczne jak na widelcu

Opisujący całe zajście dziwią się, jak francuska armia mogła dopuścić do takiej sytuacji, by przy tych wszystkich środkach bezpieczeństwa, pozwolić wojskowym na posiadanie prywatnych telefonów. Tym bardziej, że świat zna już takie przypadki, a podobną wpadkę wiele lat temu zaliczyła armia USA w Syrii. Amerykańscy żołnierze również chwalili się swymi biegami w tajnych syryjskich bazach, a na podstawie zagęszczenia lokalizacyjnego w aplikacji Strava można było oszacować liczebność amerykańskiego personelu. Po tej nauczce armia USA zakazała używania na misjach funkcji geolokalizacji i wprowadziła restrykcje odnośnie używania prywatnych telefonów komórkowych.

We Francji nie ukrywają, iż wpadka ta to plama na honorze armii, tym bardziej, że baza w Breście jest jedną z najbardziej tajnych. To właśnie w niej stacjonują tzw. czarne łodzie, czyli zespół czterech okrętów podwodnych, wyposażonych w broń jądrową. Zgodnie z francuską doktryną, jak informuje Le Monde, jeden z nich zawsze musi znajdować się na patrolu, a dzięki niefrasobliwości wojskowych, teraz wiadomo który i kiedy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj