Chiny i USA od wielu lat ścierają się na arenie międzynarodowej o palmę pierwszeństwa. Każde z mocarstw stara się przyciągnąć do siebie jak najwięcej wiernych sprzymierzeńców. W najnowszej odsłonie konfrontacji punktem zapalnym stała się Litwa. Ten relatywnie niewielki kraj położony na wschodniej flance Unii Europejskiej, jako jeden z niewielu jawnie sprzeciwił się polityce „jednych Chin”.

W Wilnie jak w Waszyngtonie

Reklama

Po przejęciu władzy w Hongkongu Pekin brutalnie rozprawił się z demokratyczną opozycją. Jednocześnie coraz głośniej domaga się włączenia Tajwanu i Makau w swoje struktury. Litwa od dawna zarzuca Chinom łamanie praw człowieka i sojusz strategiczny z Rosją. Ciążące ku Stanom Zjednoczonym Wilno zdecydowanie poparło Tajpej w jego dążeniach do utrzymania niezależności. W listopadzie bieżącego roku na Litwie uruchomiono pierwsze oficjalne przedstawicielstwo Tajwanu na świecie.

Jest to złamanie niepisanej zasady dotyczącej ekspozytury tego kraju w innych państwach. Wcześniej, nie chcąc drażnić "Wielkiego Smoka", oficjalne placówki dyplomatyczne Tajwanu nosiły nazwę odnoszącą się do stolicy wyspy, Tajpej. Mimo to były one traktowane jak oficjalne konsulaty. Litwa otwierając nową misję dyplomatyczną zgodziła się, by w jej nazwie pojawiło się słowo „Tajwan”. Stanowi to jawne pogwałcenie milczącej zasady stosowanej przez 15 krajów świata, z którymi Tajwan utrzymuje oficjalne kontakty. W Europie są 23 takie jednostki, w tym jedna w Polsce. Od 1992 roku w Warszawie działa Biuro Przedstawicielskie Tajpej.

„Relacje bilateralne z Chinami po otwarciu przedstawicielstwa Tajwanu na Litwie są fatalne. To zresztą było łatwe do przewidzenia i myślę, że taka też dokładnie była strategia Litwy, która w czasie wielkich geopolitycznych zmian czuje się zagrożona i stawia wszystko na jedną kartę, którą są Stany Zjednoczone”- zauważa dr Radosław Pyffel z Instytutu Sobieskiego, autor książki Biznes w Chinach.

Litewski święty Jerzy kontra chiński smok

Na reakcję Chin nie trzeba było długo czekać. Eskalacja działań doprowadziła do tego, że Pekin wycofał swojego ambasadora z Wilna i tego samego zażądał od MSZ Litwy. Do tego w chińskich mediach rozpoczął się festiwal czarnego PR-u pod adresem naszego wschodniego sąsiada. Brak zdecydowanego poparcia dla polityki jednych Chin uznano za dowód podporządkowania się Litwy Stanom Zjednoczonym.

Do retorsji politycznych dołączyły też kwestie gospodarcze. Litwa nagle zniknęła z chińskiego rejestru celnego, co całkowicie zablokowało eksport towarów do ChRL. Towary sygnowane „made in Lithuania” nie mają prawa wjazdu do kraju. Dotyczy to również części i materiałów wyprodukowanych na Litwie. Według wiceministra spraw zagranicznych Mantasa Adomenasa Chińczycy poinformowali międzynarodowe korporacje, że towary zawierające podzespoły wyprodukowane w jego kraju, nie będą mogły być sprzedawać na rynku chińskim. Firmy te nie będą również obsługiwane przez swoich dotychczasowych chińskich dostawców, podał Reuters 9 grudnia.

Kolej na kolej

Przez Litwę biegnie trasa kolejowa Chiny-Europa, którą docierały towary wyprodukowane w dalekiej Azji. Istniejące na terenie naszego wschodniego sąsiada centra dystrybucyjne odbierały część frachtu i dalej dystrybuowały go po całej Unii Europejskiej, w tym między innymi do Polski. Obecnie pociągi jadące z ChRL do należącego do Rosji Kaliningradu nie zatrzymują się w Wilnie. Rozładunek kontenerów odbywa się na przejściu granicznym między Litwą a Kaliningradem. Stamtąd towary wracają z powrotem do Wilna, co zapewne podnosi koszty transportu i osłabia pozycję Litwy jako dystrybutora chińskich wyrobów na Unię Europejską.

Litewskie koleje nie mają ostatnio dobrej passy. Niedawno sferami rządowymi wstrząsnęła afera dotycząca przewozu do Kłajpedy nawozów potasowych produkowanych przez objęte amerykańskimi sankcjami zakłady Biełaruśkalij. W jej wyniku ministrowie spraw zagranicznych i transportu, Gabrielius Landsbergis i Marius Skuodis podali się do dymisji, która nie została przyjęta przez premier Ingridę Szimonyte. We wtorek wieczorem zarząd Litewskich Kolei oświadczył, że ze swojego stanowiska ustąpi prezes Bartuszka. Rocznie grupa transportowa LTG Cargo korzystając z litewskich magistrali przewoziła w imieniu Biełaruśkalij ponad 10 mln ton towarów za co otrzymywała około 60 mln euro.

Najważniejsi sprzymierzeńcy

Wilno od lat świadomie unikała zbytniej zależności gospodarczej od Chin, dlatego bezpardonowa i bezprecedensowa reakcja Pekinu nie odbije się zbyt mocno na firmach z nad Wilii. „W relacjach z Chinami o taką postawę Litwie tym łatwiej, że Wilno ma niewiele do stracenia. Wymiana handlowa między obu krajami czy poziom chińskich inwestycji na Litwie jest bardzo niski. Gospodarczo Litwa uważa zatem iż niewiele traci, a do zyskania ma sympatię USA. Jak zauważył prezydent Giantas Naused litewskie firmy zainwestowały w Państwie Środka kwotę 40 milionów euro, Chińczycy na Litwie zaledwie 10 milionów euro. To - w połączeniu z chęcią umocnienia więzi translantyckich- doprowadziło Litwinów do podjęcia świadomej decyzji o pójściu na dyplomatyczne i polityczne zderzenie z Chinami,”- uważa dr Pyffel.

Chiny dążą również do zdyskredytowania Litwy w swoim kraju. Państwowe publikatory oskarżają Wilno o łamanie praw człowieka i prześladowanie mniejszości rosyjskiej i polskiej. Odwołując się do wydarzeń z II wojny światowej uznano Litwę za kraj antysemicki „Zgodnie z imperialną polityka, którą stosuje każde imperium pod każdą szerokością geograficzną i w każdej epoce historycznej, Chiny muszą teraz przykładnie ukarać Litwę, aby nie zachęcać innych krajów tego typu inicjatyw. Problem z perspektywy Pekinu polega jednak na tym, że nie bardzo wiadomo jak to zrobić, a próby retorsji wobec Wilna od razu mniej lub bardziej negatywnie wpływają na relacje z Unią Europejską i innymi krajami.”

Gdzie dwóch się bije… tam jest zamieszanie na globalną skalę

Na razie trudno przewidzieć, jakie skutki będą miały tarcia między Litwą i Chinami. Tym bardziej, że nasz wschodni sąsiad rozpoczynając całą tę awanturę zdawał sobie sprawę z tego, jak niewielki bezpośredni wpływ ma na niego Pekin. Litewski eksport do Państwa Środka wyniósł w 2020 roku zaledwie około 265 milionów euro, ChRL była 22. partnerem eksportowym Litwy, a 7. importowym. Problem dla litewskiej gospodarki zacznie się jednak wtedy, gdy Pekin zablokuje import z innych państw towarów zawierających w sobie litewskie komponenty. W 2020 roku eksport towarów i usług stanowi blisko 75 proc. PKB Litwy. Dla porównania udział eksportu w polskim PKB to ok. 55 proc., a niemieckim około 44 proc.

W sprawie tarć na linii Litwa-Chiny „Polska nie wychodzi przed szereg” – twierdzi dr Pyffel. „Życzliwie przygląda się różnego rodzaju deklaracjom poparcia dla Wilna, choćby na forum UE, natomiast nie idą za tym jakieś poważniejsze gesty czy deklaracje, co spotyka się to z pewnym rozczarowaniem Litwinów. Rozmawiałem o tym z litewskimi dziennikarzami i oczekiwali oni większego wsparcia nie tylko ze strony rządu polskiego, ale i innych organizacji obywatelskich. W krajach europejskich nie tylko rządy uczestniczą w demokratycznej debacie. Polska jednak zajęła pozycję wyczekującą obserwując co zrobią inne kraje europejskie, które - może z wyjątkiem Czech, Słowacji i krajów bałtyckich, przynajmniej na razie, również nie kwapią się do wyjścia poza oficjalną formułę dyplomatyczną”.

Czy jest to słuszna taktyka, pokażą nadchodzące miesiące. Wydaje się, że USA mogą oczekiwać od Polski bardziej jednoznacznego poparcia Litwy. Jeśli jako kraj opowiemy się za Waszyngtonem mogą nas czekać retorsje podobne do tych, które obecnie odczuwa Litwa.