Rekordowa rekrutacja i zaciąg największy od dekady
W wywiadzie z serwisem Suspilne 27 grudnia gen. Kyryło Budanow, szef ukraińskiego wywiadu wojskowego (HUR), powiedział, że do 3 grudnia Rosja zrekrutowała 403 tys. ochotników. Tym samym przekroczyła swój cel na 2025 rok.
Dodał, że Kreml jest w stanie kontynuować nabór na tym poziomie przez dłuższy czas, ponieważ ma odpowiednie „zasoby ludzkie i finansowe”. Ujawnił, że Moskwa zwiększy swój limit mobilizacyjny na 2026 rok do poziomu 409 tys. osób.
Z kolei w poniedziałek 29 grudnia rosyjski MON poinformował o zakończeniu jesiennego poboru do wojska. W jego wyniku pozyskano 135 tys. rekrutów w wieku 18-30 lat. Jak pisze serwis Moscow Times, tegoroczny jesienny zaciąg był najliczniejszy od 2016 roku, gdy do armii wcielono 152 tys. osób, a zarazem największy od rozpoczęcia inwazji na Ukrainę w 2022 r. Dla porównania: jesienią 2022 roku powołano 120 tys. poborowych, w 2023 roku – 130 tys., a w 2024 roku – 133 tys.
Gen. Andriej Kartapołow, szef komisji obrony Dumy Państwowej, wyjaśnił, że wzrost liczby poborowych wynika z faktu, iż podczas kampanii wiosennej powołano mniej osób, niż planowano. Poza tym, jak mówił, realizowany jest "planowy rozwój" sił zbrojnych.
– Formowane są nowe jednostki, w tym w Leningradzkim Okręgu Wojskowym, mające zabezpieczać granicę z Finlandią. Tam też musi ktoś służyć – tłumaczył.
Jednak, według analityków amerykańskiego think tanku Instytutu Studiów nad Wojną (ISW), te wysiłki rekrutacyjne nie przełożą się na zmianę sytuacji na polu walki w Ukrainie. Rosjanie nadal nie będą zdolni ani do otworzenia nowego frontu, ani do rozwinięcia natarć na pograniczu, w obwodach sumskim i charkowskim.
Rosja przerzuca rezerwy z miejsca na miejsce. A Ukraińcy "wchodzą" w luki
Analitycy ISW wskazują, że obecny poziom rekrutacji do rosyjskiej armii – który ma być utrzymany i w 2026 roku – wystarcza jedynie na pokrycie bieżących strat. W związku z tym, jeśli siły Kremla chcą przeprowadzić zmasowane uderzenie na jednym kierunku, muszą przerzucać tam wojska z innych rejonów.
"Konieczność wycofywania rezerw z niektórych sektorów w celu skupienia się na działaniach o znaczeniu operacyjnym często osłabia rosyjskie skrzydła. Stwarza to luki, które siły ukraińskie wykorzystują do kontrataków i odzyskiwania terenu" – piszą eksperci z ISW. I podają szereg przykładów:
- Ukraińcom udało się zająć ziemie na północ od Hulajpola (obwód zaporoski), kiedy Rosjanie prowadzili natarcie w centrum miasta;
- Siły Kijowa zlikwidowały tzw. wyłom dobropolski (na północny wschód od Pokrowska), który armia Putina zajęła na początku sierpnia 2025 r.;
- Odbicie przez Ukraińców dużej części Kupiańska(obwód charkowski) było możliwe dzięki związaniu sił rosyjskich w innych miejscach i braku gotowych rezerw operacyjnych w tym rejonie.
Dlatego też, jak podkreślają eksperci ISW, siły rosyjskie nie są w stanie otworzyć nowego frontu, ani rozwinąć ofensywy w obwodach sumskim i charkowskim. "Ograniczenia w dostępnych zasobach ludzkich – mimo ogólnej przewagi demograficznej Rosji – stanowią poważną barierę dla rosyjskich operacji i stan ten prawdopodobnie utrzyma się w przyszłym roku" – czytamy w raporcie amerykańskiego think tanku.
Putin kłamie. „Nie mogą zwiększyć skali i szybkości ataku”
Eksperci jednoznacznie stwierdzają, że jeśli poparcie dla Ukrainy utrzyma się na obecnym poziomie, to mało prawdopodobne jest, by w 2026 r. doszło do "gwałtownej zmiany tempa czy skali rosyjskich postępów".
"Taktyka działania armii Putina generuje wysokie straty. Dlatego też Rosja potrzebuje stałego dopływu ludzi do uzupełniania jednostek na aktywnych odcinkach frontu tylko po to, by utrzymać powolny, lecz systematyczny marsz naprzód. Władimir Putin wciąż mija się z prawdą, twierdząc, że jego wojska napierają na całej linii frontu, i sugerując, że mogą one zwiększyć skalę i szybkość ataku w dowolnym momencie" – ocenia ISW.
ISW prognozuje, że mimo wszystko Rosjanie będą kontynuować walki przy dotychczasowym natężeniu. Tym bardziej, że Kreml zoptymalizował swoje siły pod kątem wojny pozycyjnej, a nie dynamicznych manewrów i uderzeń z zaskoczenia.
"Obecnie rosyjska armia nie jest w stanie prowadzić działań manewrowych na skalę pozwalającą na szybkie przełamanie o znaczeniu operacyjnym i nie posiada narzędzi, by wyeliminować czynniki hamujące jej zdolność do błyskawicznych postępów" – uspokajają analitycy think tanku.