Z Eliotem Higginsem rozmawia Agnieszka Lichnerowicz

Minęło właśnie 10 lat od rozpoczęcia wojny domowej w Syrii. Ten konflikt to także prapoczątek Bellingcat.

Tak, nasza społeczność zaczęła się tworzyć między 2010 r. a 2011 r., gdy pojawiły się pierwsze oznaki Arabskiej Wiosny. Ja zacząłem się na poważnie angażować, gdy rewolucjoniści w Libii obalili Muammara Kaddafiego, potem wciągnąłem się w to, co zaczęło dziać się w Syrii. Wtedy zaczęliśmy się tak naprawdę uczyć, jak w śledztwach korzystać z ogólnodostępnych źródeł. Nikt nam nie pokazywał, jak to robić, wszystko musieliśmy rozgryźć sami.

Bellingcat już jako formalny kolektyw powstał trzy dni przed zestrzeleniem przez Rosjan nad Donbasem samolotu malezyjskich linii lotniczych MH17.

Do tej tragedii doszło 17 lipca 2014 r. Do społeczności, która zajmowała się Arabską Wiosną, dołączyła grupa, która utworzyła się wokół tego śledztwa oraz konfliktu na wschodzie Ukrainy. My, którzy wcześniej zajmowaliśmy się Syrią, wnieśliśmy know-how, choć wciąż byliśmy jeszcze amatorami. Doszło do połączenia dwóch społeczności, to był katalizator. Gdy zajmowaliśmy się zestrzeleniem MH17, znajdowaliśmy kolejne dowody na innego rodzaju rosyjskie zaangażowanie na Ukrainie. W ten sposób nasza aktywność się rozwijała. W 2015 r. Kreml zaczął bombardować Syrię, co pozwoliło połączyć nasze siły oraz kompetencje.

Potem zajęliście się sprawą Aleksieja Nawalnego. Wydaje się, że od początku Rosja jest głównym tematem waszego zainteresowania.

To, na jakich tematach się koncentrujemy, wynika z tego, że większość z nas to wolontariusze badający sprawy, którymi się interesują. Oczywiście rosyjskie śledztwa to wielkie historie, dlatego jesteśmy z nimi kojarzeni. Przecież gdybyś rok temu powiedziała, że Kreml prowadzi tajny program zabójstw przy użyciu środka bojowego paraliżującego układ nerwowy, to ludzie by uznali, że jesteś szalona. Tymczasem my to udowodniliśmy.

Z waszych śledztw wynika, że jednostka trucicieli rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB), która próbowała w sierpniu 2020 r. zabić Nawalnego, odpowiada za śmierć jeszcze co najmniej trzech osób: dziennikarza Timura Kuaszewa, aktywisty Rusłana Magomedragimowa oraz bliskiego Kremlowi działacza Nikity Isajewa. Kolejne wasze dochodzenie wiąże ten oddział również z próbą otrucia dziennikarza i aktywisty Władimira Kara-Murzy. Co jeszcze wiecie o tej tajnej jednostce?

Zidentyfikowaliśmy pięć osób, które były śledzone przez tę ekipę; trzy zostały zabite, dwie po ataku zapadły w śpiączkę, ale z niej wyszły. A teraz badamy kolejnych pięć spraw. Gdy zajęliśmy się otruciem Nawalnego, zakładaliśmy, że chodziło tylko o niego, ale odkryliśmy, że FSB śledzi znacznie więcej osób, w tym aktywistów z Kaukazu. Nie wszyscy to wysoko postawieni opozycjoniści, nazwiska niektórych zabitych nie trafiały na pierwsze strony gazet. Christo Gozew, który kieruje grupą śledczą zajmującą się otruciami, uważa, że federalni mogą rozpracowywać rocznie nawet 10 osób. Ale mamy do przeanalizowania jeszcze mnóstwo danych. Skala dochodzenia jest ogromna, bo program zabójstw jest realizowany na terenie całej Rosji. Jestem pewien, że gdy skończymy śledztwo, to okaże się, że na celowniku FSB były dziesiątki, jeśli nie setki osób.

Jaki jest związek między oddziałem FSB a badaną również przez was jednostką zabójców wywiadu wojskowego GRU, którą powiązaliście m.in. z próbą otrucia w marcu 2018 r. w Wielkiej Brytanii byłego rosyjskiego szpiega Siergieja Skripala? Piszecie, że być może wasze śledztwa doprowadziły wręcz do rozwiązania tego oddziału.

Na razie dotarliśmy do dwunastu prób otrucia: za dziesięcioma stoi FSB, za dwoma GRU. Obie ekipy są powiązane najprawdopodobniej przez laboratoria produkujące nowiczoka. Nie wiemy, czy funkcjonuje jedno centrum zarządzania operacjami zabójstw, czy zajmują się tym dwie niezależne struktury. Wyliczyłem jedynie sprawy, w których wykorzystano środki paraliżujące układ nerwowy. A przyglądamy się też sprawie berlińskiego zabójcy – rowerzysty, który w sierpniu 2019 r. zastrzelił Zelimchana Changoszwiliego, Czeczena z gruzińskim paszportem. Za tym mordem stoi FSB, wydaje się, że mają listę dysydentów, których uśmiercają. Mówimy więc nie tylko o programie zabójstw na terenie Rosji. Mam wrażenie, że Christo, który rozpracowuje jednostkę federalnych, niemal co drugi tydzień odkrywa jej kolejny cel. Myślę, że to, co robi Rosja, powinno niepokoić wszystkich. Gdy już opublikujemy wyniki śledztwa, ludzie będą zszokowani, jak szeroko zakrojona jest tego rodzaju działalność. Wychodzi na to, że w Rosji można stracić życie za niemal wszystko, choćby za zabieranie głosu i żarty.

A pan się nie boi? Ujawniacie tajemnice i upokarzacie Kreml.

Naturalnie, że się obawiamy. Ale dopóki nasze rządy naprawdę nie przeciwstawią się Rosji, jej postępowanie się nie zmieni. Wydalanie dyplomatów to za mało – Kreml ma to wliczone w koszty, więc czuje, że może dalej zabijać bez prawdziwych konsekwencji. Jeśli zachodnie rządy czegoś nie zrobią, to pewnie ja, Christo czy pozostali członkowie Bellingcat znajdą się na liście celów.

CAŁY TEKST W ŚWIĄTECZNYM WYDANIU DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ ORAZ NA E-DGP

Źródło nieznane
fot. Andy Rain/EPA/PAP
Eliot Higgins twórca internetowego kolektywu śledczego Bellingcat, brytyjski dziennikarz i bloger