Dyplomata USA ostrzega Bułgarię: Dla nas nie ma różnicy między Tureckim a Bałkańskim Potokiem

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 października 2020, 18:23
Departament Stanu
<p>Departament Stanu</p>/Shutterstock
Przedstawiciel amerykańskiego Departamentu Stanu Francis Fannon powiedział w czwartek, że dla USA nie ma Bałkańskiego Potoku, jest tylko przedłużenie Tureckiego Potoku. Dał do zrozumienia, że sankcje wobec rosyjskich gazociągów, Nord Stream 2 i Turecki Potok, mogą mieć konsekwencje dla Bułgarii.

Fannon spotkał się tego dnia w Sofii z bułgarską minister energetyki Temenużką Petkową.

„Dla Waszyngtonu Bałkańskiego Potoku nie ma, istnieje bułgarski odcinek dużego projektu Turecki Potok. Dla nas nazwa nie zmienia faktu, że Rosja wykorzystuje energetykę instrumentalnie. My nie robimy różnicy. Może istnieje problem w tłumaczeniu, lecz dla nas Turecki Potok i Bałkański Potok to jest to samo” – oznajmił.

Amerykański dyplomata nawiązał do wielokrotnych wypowiedzi premiera Bułgarii Bojko Borisowa, który nazywa bułgarskie przedłużenie gazociągu Turecki Potok Bałkańskim Potokiem i podkreśla, że chodzi o „całkowicie bułgarską inwestycję”.

Borisow powtórzył tę tezę przed tygodniem podczas wizyty na budowie gazociągu wraz z wiceministrem ds. ropy naftowej Arabii Saudyjskiej Abdullahem al-Sadunem oraz przedstawicielem saudyjskiego koncernu Arkad, który realizuje bułgarski odcinek inwestycji

Premier zapewnił wówczas po raz kolejny, że inwestycja w 100 proc. należy do Bułgarii i jest częścią krajowej infrastruktury gazowej.

Fannon podkreślił, że w ostatnich trzech latach po przyjęciu CAATSA (Ustawa o Przeciwdziałaniu Przeciwnikom Ameryki poprzez Sankcje -PAP) USA wykorzystują dyplomatyczne środki przeciwko Rosji, by skłonić ją do zmiany polityki.

„Niestety, Kreml kontynuuje eskalację. Chcę podkreślić, że nie chcemy na nikogo nakładać sankcji. I zdecydowanie nie chcemy, by to byli nasi partnerzy i przyjaciele. Ideą jest, by w energetyce istniała logika rynkowa i dywersyfikacja, żeby była korzyść dla wszystkich stron. Nie mamy na celu powodowania ekonomicznych i finansowych strat” – podkreślił dyplomata USA.

Fannon pochwalił budowę interkonektora gazowego z Grecją, przez który do Bułgarii będzie płynął gaz z Kataru, Azerbejdżanu i skroplony gaz z USA.

Według Fannona Bułgaria nie potrzebuje drugiej siłowni atomowej w Belene z przestarzałymi według niego rosyjskimi reaktorami. „Po co Bułgaria miałaby stać się poligonem dla przestarzałej technologii?” - pytał i dodał, że Rosja chce „powiązać ze sobą partnerów na pół wieku naprzód i przeszkodzić im w stosowaniu nowszych technologii”.

Gazociąg, zwany przez premiera Borisowa Bałkańskim Potokiem, ma długość 470 km i prowadzi od granicy Bułgarii z Turcją do granicy z Serbią. Cała inwestycja ma zapewnić przepływ gazu z Turcji, do której surowiec trafia z Rosji rurociągiem położonym po dnie Morza Czarnego, a następnie do Serbii i dalej na Węgry, do Austrii i na Słowację.

Elektrownia atomowa w Belene nad Dunajem ma powstać po zapłaceniu przez Bułgarię za dwa rosyjskie reaktory WWER 1000+ trzeciej generacji.

Z Sofii Ewgenia Manołowa (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj