W centrum zakończonej amerykańskiej kampanii prezydenckiej znalazła się epidemia koronawirusa. Na Covid-19 zmarło do soboty ponad 236 tys. Amerykanów.

Krytyka podejścia Białego Domu do epidemii stanowiła główny punkt wyborczy Bidena. Demokrata regularnie oskarżał prezydenta Donalda Trumpa o lekceważenie zagrożenia, a sam znacznie ograniczył spotkania z wyborcami i w przeciwieństwie do przywódcy USA nie odbywał tłumnych wieców i zawsze pokazywał się w maseczce. Postulował, by wprowadzić obowiązek jej noszenia na poziomie federalnym i deklarował, że w kwestii epidemii będzie słuchał ekspertów, czego w jego ocenie nie robił Trump.

Po załamaniu się w niektórych miejscach systemu opieki zdrowotnej, 78-letni były wiceprezydent podkreślał konieczność zapewnienia równego dostępu do służby zdrowia. Deklarował, że można to zrobić bez podnoszenia podatków, a powinno "budować się na Obamacare", programie powszechnej opieki zdrowotnej wprowadzonym za rządów Baracka Obamy. Wyrażał zaniepokojenie, że Republikanie będą chcieli odwołać tę reformę ochronę zdrowia gwarantującą ubezpieczenia wszystkim.

Oba obozy zapewniały, że stawką wyborów jest "dusza Ameryki", akcentując kwestie światopoglądowe, ale jak wynika z badań ośrodka Pew Research, w kampanii toczonej w cieniu kryzysu spowodowanego koronawirusem Amerykanie największą wagę przywiązywali do spraw gospodarczych. Dla 79 proc. z nich to "bardzo ważny temat".

Mimo wzrostu bezrobocia i zastoju gospodarka była polem na którym Amerykanie konsekwentnie według sondaży nad Bidena preferowali Trumpa.

Reklama

W swojej propozycji gospodarczej - ocenianej przez "Washington Post" protekcjonistyczną - Biden zawarł szereg elementów mających stymulowanie popytu. Jego plan "Build Back Better" (pol. "Odbudowujmy lepiej") przewiduje 400 mld dolarów na federalne zakupy amerykańskich produktów, takich jak stal, cement czy beton, i przeznaczenie ich na rozwój infrastruktury. 300 mld USD ma zostać przeznaczone na badania i rozwój m.in. w obszarze samochodów elektrycznych, sieci 5G oraz sztucznej inteligencji.

"To będzie największe wsparcie badań i rozwoju oraz inwestycje od czasów drugiej wojny światowej" - głosił Biden. Gospodarcza propozycja zawiera także ulgi podatkowe oraz zapisy zwiększające możliwości kredytowe dla kobiet oraz mniejszości etnicznych. Jak zauważa portal The Hill, utrzymana jest w "ostrym tonie" wobec Chin.

Plan masowych inwestycji - jak twierdzą stronnicy Bidena - doprowadzi do powrotu na rynek miejsc pracy, które musiały zostać zamknięte z powodu koronawirusa. Ma też zmniejszyć zależność USA od innych krajów w kwestii zaopatrzenia dóbr kluczowych dla bezpieczeństwa kraju, w tym sprzętu medycznego.

"Biden nie akceptuje defetystycznego podejścia, że siły automatyzacji oraz globalizacji pozostawiają nas bezradnymi wobec utrzymania i tworzenia miejsc pracy chronionych przez związki zawodowe" - czytamy w streszczeniu planu.

Jednym z kluczowych punktów, akcentowanych przez kampanię m.in. na przemysłowym Środkowym Zachodzie, jest podwyższenie także płacy minimalnej do 15 dolarów za godzinę. Demokraci uważają także, że konieczne jest przegłosowanie przez Kongres kolejnego już pakietu stymulującego gospodarkę na czas kryzysu. W tej sprawie nie udało się im dojść przed wyborami do porozumienia z Republikanami. Demokraci chcą by nowe wsparcie opiewało na kwotę ponad 2 bilionów USD.

Kontrowersje wzbudziła deklaracja Bidena podczas ostatniej debaty prezydenckiej o zamiarze "wygaszenia przemysłu naftowego". Polityk z Delaware po telewizyjnym starciu szybko wyjaśniał dziennikarzom, że chodzi mu jedynie o zatrzymanie dotacji federalnych. 78-letni mocno akcentuje konieczność przejścia do niskoemisyjnej gospodarki i zamierza stawiać na odnawialne źródła energii.

Zgodnie z sondażami Biden cieszy się sporym zaufaniem obywateli USA w kwestii ograniczania napięć rasowych. Wysokie poparcie notuje u Afroamerykanów, z których większość uważa, że w kwestii nierówności rasowych wykazuje się większym wyczuciem niż Trump.`

W tym obszarze, po fali oburzenia po zabójstwie przez policję Afroamerykanina Georga Floyda, kluczowa jest kwestia współpracy Bidena ze służbami bezpieczeństwa, które oskarżane są o nadmierną przemoc wobec Afroamerykanów. Demokrata deklarował, że będzie robił co w jego mocy, by walczyć z trapiącym USA od lat "systemowym rasizmem". Opowiada się za reformą policji, ale jest przeciwny ograniczaniu funduszy na nią, co postulują niektórzy Demokraci.

Z Waszyngtonu Mateusz Obremski (PAP)