Zamach stanu w Birmie to wielki test dyplomatyczny dla Bidena w Azji

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
2 lutego 2021, 08:30
Zamach stanu w Birmie to test dla nowej administracji Joe Bidena; zachodnie rządy stoją przed trudnymi decyzjami, jakie działania podjąć, by kraj ten nie zbliżył się do Chin - pisze w poniedziałek dziennik "Wall Street Journal".

Zamach stanu - jak czytamy w artykule "WSJ" - stawia "kraj na napiętej oraz niepewnej drodze i stanowi wyzwanie" dla nowej administracji w Waszyngtonie.

Biden, który był wiceprezydentem za czasów Baracka Obamy, gdy Stany Zjednoczone wspierały demokratyczne przemiany w Birmie, "stoi teraz przed trudnymi decyzjami, jakie działania podjąć". W poniedziałek gospodarz Białego Domu zapowiedział przegląd sankcji.

"To wielki test dyplomatyczny dla administracji Bidena w Azji" - twierdzi Ben Bland, dyrektor programu Azji Południowo-Wschodniej w Lowy Institute z Australii. "Będzie uważnie obserwowane jak równoważy swoje wezwania do polityki zagranicznej opartej w większym stopniu na wartościach z planami przeciwdziałania wpływom Chin w regionie" - dodaje.

Bland uważa, że sankcje wymierzone w kluczowych przywódców wojskowych prawdopodobnie będą miały ograniczony wpływ, ale te szersze grożą zbliżeniem Birmy do Pekinu. Takie obawy - jak utrzymuje "WSJ" - wyrażają też urzędnicy amerykańskiej administracji.

Trwające przez dekady rządy wojskowych doprowadziły Birmę do międzynarodowej izolacji i powszechnej biedy. Stany Zjednoczone i Unia Europejska nałożyły sankcje gospodarcze, które spowodowały spadek inwestycji i wzrostu gospodarczego. Dziesięć lat temu, przy przyzwoleniu wojska, doprowadzono do kroków w kierunku demokracji, a sankcje zaczęły być znoszone.

Kraj nad Irawadi przez lata znajdował się pod mocnym wpływem Pekinu. Po rozpoczęciu przemian armia wyraziła zgodę na otwarcie kraju i próbowała balansować relacje zagraniczne – odnotowuje "WSJ".

Birma ponownie przykuła uwagę światowych mediów, gdy oskarżane o ludobójstwo wojsko przeprowadziło w 2017 roku pełną przemocy operację wobec muzułmańskiej mniejszości Rohingja. W odpowiedzi Waszyngton nałożył punktowe sankcje na niektórych przywódców wojskowych, w tym generała Min Aunga Hlainga, który w wyniku poniedziałkowego puczu przejął władzę w kraju.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj