Takie dane podał wczoraj Ogólnopolski Związek Pracodawców Transportu Drogowego, który wspólnie z giełdą Trans.eu przeprowadził anonimowe ankiety wśród 3,5 tys. przedsiębiorców z sektora transportowego z siedmiu krajów naszego regionu.

Metody przestępców w Polsce okazały się inne od stosowanych u sąsiadów. W porównaniu z Niemcami i Czechami w latach 2010–2012 u nas rzadziej dochodziło do brutalnych rozbojów – prawie jedna trzecia okradzionych przynajmniej raz utraciła towar w wyniku włamania do ciężarówki, ale takich przypadków ubywa. Stosowane są wciąż stare metody na oszukanie kierowcy, np. na śpiocha (podczas postoju na parkingu, z wpuszczeniem gazu przez drzwi), na prostytutkę, która podaje środek usypiający, itd. Jak przyznają policjanci, zdarza się też, że kierowcy współpracują ze złodziejami – rekordzista dał się przywiązać do drzewa trzy razy w ciągu roku.

Dzisiaj do 42 proc. przestępstw w sektorze transportowym dochodzi jednak w wyniku oszustw ze strony podwykonawców, a 31 proc. przypadków to fałszerstwo albo podszywanie się pod inną firmę. Jak to działa? Przestępcy zakładają firmy słupy. Mają często wtyczkę w spółce przewozowej. Poznają szczegóły odbioru ładunku. Następnie podstawiają ciężarówkę, żeby przejąć towar z magazynu.

Jak się bronić? – Przed zleceniem ładunku należy sprawdzić dokumenty przewoźnika w bazach KRS oraz CEIDG. Trzeba pytać o poprzednich zleceniodawców i sprawdzić referencje, na przykład na forach giełd transportowych. Nie polecam też wyboru przewoźników najtańszych – mówi mecenas Łukasz Chwalczuk z kancelarii Iuridica.

W Polsce kradnie się raczej towary tanie i łatwe do sprzedania. Ponad połowa pokrzywdzonych przedsiębiorców wykazała straty niższe niż 10 tys. euro. Według danych zrzeszającej transportowców organizacji Logistics Security Network straty spowodowane kradzieżami i wyłudzeniami kosztują branżę transportową 10 mld euro rocznie. Nie ma danych dotyczących strat na rynku polskim.